Faworyci jak jeden mąż



- Nie boimy się Liverpoolu. To oni powinni bać się Michaela Owena - odgrażał się przed najciekawszym meczem 18. serii spotkań Premier League menedżer Newcastle, Graeme Souness. Słowa te brzmiały co najmniej dziwnie, bo rozpędzone serią zwycięstw "The Reds" było bitym faworytem poniedziałkowej konfrontacji. Nie było niespodzianki. Liverpool kontrolował wydarzenia na boisku, pokazując snującym mocarstwowe plany "Srokom"... gdzie ptaszki fruwają.

Jednak to nie o meczu, a o całej otoczce wokół niego będzie się mówiło w mediach najwięcej. Najpierw spora rzesza sympatyków LFC niemiłosiernie wygwizdała Owena, przez co była gwiazda drużyny z miasta Beatlesów cały mecz rozegrała z minorową miną. - Zasłużył na owację na stojąco za zasługi dla klubu, a został przez wielu skrzywdzony - grzmiał po meczu autor pierwszego gola, Steven Gerrard.

czytaj na stronie 6