Wyśniony gol Żurawskiego
Polska na mecz wyszła w niemal identycznym zestawieniu w jakim wystąpiła w meczu z Austrią. Jedyną zmianą było zajęcie miejsca Tomasza Kłosa przez Mariusza Jopa. I był to ruch ze wszech miar trafiony, bo Jop grał bardzo pewnie, w odróżnieniu od postawy obrońcy Wisły Kraków w meczu z Austriakami. Ogólnie, cały defensywny blok spisywał się bardzo poprawnie, na tyle, że trudno przypomnieć sobie groźną sytuację pod polską bramką.
Polacy mecz zaczęli bardzo odważnie, na tyle, że można mieć było obawy o to, czy wytrzymają kondycyjnie do końca spotkania. Podopieczni trenera Janasa chcieli za wszelką cenę zdobyć bramkę już w pierwszych minutach spotkania, tak aby zapewnić sobie ogromny komfort kontrolowania sytuacji na boisku. Nie udał się ten plan, choć sytuacje były. Pierwsza, bardzo groźna, już w 3 minucie meczu, kiedy po świetnym rajdzie Kosowskiego Szymkowiak miał piłkę na linii 16 metrów od bramki. Zabrakło odrobinę precyzji, podobnie jak w sytuacji z 10 minuty, kiedy Radosław Sobolewski strzelał zza pola karnego.
Czytaj na
stronie 4