Pucharowe Gran Derbi dla Realu!

W meczu o Puchar Króla Hiszpanii Real wygrał z Barceloną po dogrywce z Barceloną 1:0. Gola dającego trofeum zapewnił strzałem głową w 103. minucie gry Cristiano Ronaldo.

Już pierwsze minuty zwiastowały ogromne emocje, jakie czekały nas w tym meczu. Lewym skrzydłem urwał się Ronaldo, twardo, ale raczej bez faulu zatrzymał go Alves, innego zdania był jednak sędzia Undiano Mallenco odgwizdując rzut wolny, co tylko rozgrzało emocje. W kolejnych minutach zarysowywała się przewaga Realu, którego sposobem na grę były długie, szybkie piłki. Po jednej z takich akcji trafiła się doskonała okazja do strzelenia gola, lecz strzał z bliskiej odległości Cristiano Ronaldo został zablokowany przez jednego z obrońców Barcelony. Kilka minut później fanów "Blaugrany" nastraszył Oezil, Real dominował.

W kolejnych minutach zrobiło się bardzo ostro, ale to można było przewidzieć. W końcu rywalizowały ze sobą dwie drużyny aspirujące o miano najsilniejszych na świecie, więc na boisku wrzało. Żółtą kartkę za faul na Pedro, który wychodził z niebezpieczną kontrą, zobaczył Pepe, a chwilę później sędzia oszczędził Arbeloę, który powinien być ukarany za nadepnięcie na nogę leżącego na Villi. Potem znów dał o sobie znać Cristiano Ronaldo, Portugalczyk urwał się obrońcom i oddał mocny strzał, który nie bez problemów zatrzymał Pinto.

W końcówce pierwszej połowy jedna z kontr Realu mogła zakończyć się golem. Najpierw utracie bramki odważnym wyjściem zapobiegł Pinto, a w kolejnej akcji świetne dośrodkowanie z prawej strony Oezila wylądowało na głowie po raz kolejny wchodzącego w pole karne Pepe. Piłka zatrzymała się jednak na słupku i wyszła w pole! Bezsprzecznie najlepsza  i najgroźniejsza akcja w tym spotkaniu. Barcelona w końcówce starała się odgryźć Realowi, ale zasieki ustawione przez Mourinho i tym razem zadały egzamin. Na przerwę piłkarze schodzili zatem przy stanie 0:0.

Na początku drugiej połowy Barcelona miała nieco więcej miejsca niż w pierwszych 45 minutach. Poskutkowało to akcją Villi z Iniestą, który wbiegając w pole karne, przewrócił się po kontakcie fizycznym z Ramosem. Gwizdek sędziego milczał, wydaje się, że słusznie, bo blady Hiszpan zaczął się już przewracać, zanim obrońca go dotknął. Kolejne minuty przynosiły kolejne sytuacje wypracowywane przez Barcelonę. Aktywniejszy był Pedro, ścigający się z Arbeloą, a do brutalnej gry Realu starał się dostosować Alves. Po jednym z udanych dryblingów właśnie skrzydłowy "Barcy" oddał groźny, bardzo mocny strzał, ten jednak minął okienko bramki Casillasa o ponad metr. Mecz wyglądał już zupełnie inaczej, Barcelona więcej biegała, więcej dryblowała, Real zaczynał nie nadążać. Płaski strzał Villi z ostrego kąta tylko udowadniał, że gra "Blaugrany" zaczynała się zazębiać.

Po niecałej godzinie gry trzy błędy popełnili gracze Realu. Najpierw w zupełnie niepodobny do siebie sposób piłkę stracił Xabi i gdyby nie świetna interwencja w parterze Carvalho, Villa pewnie stanąłby oko w oko z Casillasem. Po jego wybiciu piłka trafiła do Ronaldo, który praktycznie nieatakowany oddał ją do Busquetsa. Chwilę później futbolówkę pod nogami miał już Messi, który biegnąc na bramkę rywala, został w bezpardonowy sposób wycięty przez Xabiego. Mogła być czerwień, sędzia zdecydował się na żółć. Real cofnął się praktycznie całą drużyną na 40. metr, kryjąc już zdecydowanie mniej dokładnie. Z przodu wyglądało to blado - Ronaldo, Oezil i Di Maria nie prezentowali praktycznie nic, co pozwoliłoby ocenić ich grę jakkolwiek inaczej niż bezbarwnie czy źle. Inaczej "Barca" - Messi po akcji w swoim stylu uwolnił się spod opieki kilku rywali, po czym wyłożył piłkę jak na tacy Pedro, który nie miał problemów z pokonaniem Casillasa. Gol jednak nie został uznany, bo gracz urodzony na Teneryfie był na minimalnym spalonym.

Real dostał jednak wyraźne ostrzeżenie, a Jose Mourinho postanowił działać i zdjął bezużytecznego Oezila na rzecz Adebayora. Ten chwilę później zarobił żółtą kartkę po aktorstwie Mascherano. Kwadrans przed końcem gry "Barca" miała dwie kapitalne okazje, najpierw Casillas świetnie wyciągnął się po strzale Messiego i akcji Alvesa, a po chwili jeszcze ładniej interweniował po technicznym strzale Pedro. "Blaugrana" dominowała, Real zepchnięty do obrony! Po dłuższym klepaniu piłki w środku pola Barcelona ponownie groźnie zaatakowała lewym skrzydłem (czy Arbeloa jest na boisku?), gdzie przedarł się po raz kolejny Iniesta, mocno uderzając na bramkę Realu, który po raz kolejny cudowną interwencją uratował "Święty Iker".

Pierwszą od dawna akcję Realu przeprowadził siedem minut przed końcem regulaminowego czasu gry Ramos, pędząc przed siebie w pewnym momencie zapomniał o piłce, gracze Barcelony wykorzystali zaś jego nieobecność w szykach obronnych i posłali piłkę w pole karne. Gdyby nie ofiarna interwencja Marcelo, byłoby groźnie. Minutę przed końcem piłkę meczową miał Di Maria, który świetnie uderzył na bramkę Pinto, jednak ten piękną interwencją przeniósł piłkę nad poprzeczką. Groźnie było też po rzucie rożnym, ale ostatecznie gracze "Barcy" zdołali wyekspediować piłkę z pola karnego. Szykuje nam się dogrywka.

Na początku dogrywki, poza ostrą grą, którą widzieliśmy przez poprzednich 90 minut, niewiele się działo. Na pewno zwróciła uwagę fantastyczna akcja Messiego, który nie dał sobie odebrać piłki w polu karnym, wybiegł z niego, po czym w walce z trzema rywalami został sfaulowany. Wymiernego efektu jednak ta akcja nie przyniosła. Chwilę później dalekim, dokładnym podaniem w swoim stylu popisał się Xabi, piłkę świetnie przyjął Ronaldo, wyprzedził Adriano i oddał mocny, płaski strzał. Minimalnie niecelny. Portugalczyk poprawił się jednak kilka minut później. Alves przysnął kryciem, co wykorzystał Di Maria, dośrodkowując na dalszy słupek, gdzie Ronaldo przeskoczył chyba o półmetka Mascherano i wpakował piłkę do siatki! 1:0 dla Realu!

Druga połowa dogrywki przyniosła nam wydarzenia łudząco podobne do końcówki pierwszej części gry. Real schowany za podwójną gardą, Barcelona bijąca głową w mur, czekająca na tę jedną, jedyną akcję, która dałaby wyrównanie i co za tym idzie - rzuty karne. Pep Guardiola, by wprowadzić nieco świeżości w poczynania swojej drużyny, zmienił bezproduktywnego Villę za szybkiego Affelaya. W ostatnich minutach dogrywki parę napastników Barcelony stanowili już Gerard Pique i Seydou Keita. Desperacja. Gdyby nie egoizm Ronaldo, mecz zakończyłby się w 118. minucie, kiedy to Adebayor przedarł się przez obronę rywala i strzelił na bramkę, a do piłki wyplutej przez Pinto dopadł Portugalczyk. Gdyby podał kompletnie nieobstawianemu Angelowi Di Marii, byłoby 2:0. Chwilę później Argentyńczyk sfaulował Leo Messiego - piłka meczowa dla Barcelony. W polu karnym pojawił się nawet Jose Pinto, ale... Po raz kolejny okazało się, że granie górnych piłek przeciwko rosłym "Los Blancos" to bezsens.

Barcelona może i ma lepszych piłkarzy od Realu, ale Jose Mourinho umie przechytrzyć Pepa Guardiolę. Nieważne, jaki styl prezentując, liczy się cel. Cel osiągnięty. Real pierwszy raz od 18 lat zdobywa Puchar Króla!