Chelsea zaimponowała szczególnie na początku rozgrywek Premier League, kiedy to dwa pierwsze spotkania przeszła bez problemów, ogrywając West Bromwich Albion, jak i Wigan aż 6:0. Dało się zauważyć, że te pogromy nie były w żadnym calu dziełem przypadku, a piłkarze klubu ze Stamford Bridge w kolejnych spotkaniach tylko udowadniali to niedowiarkom. Swój wkład mógł mieć Manchester United, który wygrał z "The Blues" 3:1 w meczu o Tarczę Wspólnoty. To właśnie po tym wydarzeniu rozpoczęła się seria pięciu zwycięstw Chelsea na początku rozgrywek.
Trudno, aby po pięciu kolejkach i komplecie wygranych na koncie, londyńczycy nie liderowali w tabeli. Tak też było, a kroku starali się dotrzymywać jedynie gracze Manchesteru United i lokalnych rywali z Arsenalu. Kolejka szósta pokazała, że nie tylko jeden klub z Manchesteru może w tym sezonie okazać się groźny, "The Citizens" ograli bowiem Chelsea na własnym stadionie 1:0. Mimo tego, podopieczni Ancelottiego nie zrażali się niczym, traktując to jako wypadek przy pracy, wygrywając spośród kolejnych czterech meczów Premier League trzy z nich, a jeden remisując.
Po 10 kolejkach piłkarze ze Stamford Bridge pewnie przodowali w tabeli, mająć pięć punktów przewagi nad drugim Arsenalem i trzecim Manchesterem, jednak kolejny mecz miał się okazać swoistym przełomem. Porażka z Liverpoolem 2:0 miała najwyraźniej drugie dno, to właśnie od tego starcia gracze Chelsea nie potrafią bowiem powrócić do formy z początkowej fazy sezonu.