Czy ktoś widział mistrza Anglii?

Po znakomitym debiutanckim sezonie Carlo Ancelottiego, w obecnym Włoch zdecydowanie obniża loty. Nie chodzi tylko o wyniki, ale także o rekordy, które w minionych już rozgrywkach "The Blues" chlubnie bili. Włoch chyba powraca myślami do Serie A, w której w czasie ośmiu sezonów nie potrafił wiele zdziałać, chwaląc się za to sukcesami w Lidze Mistrzów.

Chelsea zaimponowała szczególnie na początku rozgrywek Premier League, kiedy to dwa pierwsze spotkania przeszła bez problemów, ogrywając West Bromwich Albion, jak i Wigan aż 6:0. Dało się zauważyć, że te pogromy nie były w żadnym calu dziełem przypadku, a piłkarze klubu ze Stamford Bridge w kolejnych spotkaniach tylko udowadniali to niedowiarkom. Swój wkład mógł mieć Manchester United, który wygrał z "The Blues" 3:1 w meczu o Tarczę Wspólnoty. To właśnie po tym wydarzeniu rozpoczęła się seria pięciu zwycięstw Chelsea na początku rozgrywek.

Trudno, aby po pięciu kolejkach i komplecie wygranych na koncie, londyńczycy nie liderowali w tabeli. Tak też było, a kroku starali się dotrzymywać jedynie gracze Manchesteru United i lokalnych rywali z Arsenalu. Kolejka szósta pokazała, że nie tylko jeden klub z Manchesteru może w tym sezonie okazać się groźny, "The Citizens" ograli bowiem Chelsea na własnym stadionie 1:0. Mimo tego, podopieczni Ancelottiego nie zrażali się niczym, traktując to jako wypadek przy pracy, wygrywając spośród kolejnych czterech meczów Premier League trzy z nich, a jeden remisując.

Po 10 kolejkach piłkarze ze Stamford Bridge pewnie przodowali w tabeli, mająć pięć punktów przewagi nad drugim Arsenalem i trzecim Manchesterem, jednak kolejny mecz miał się okazać swoistym przełomem. Porażka z Liverpoolem 2:0 miała najwyraźniej drugie dno, to właśnie od tego starcia gracze Chelsea nie potrafią bowiem powrócić do formy z początkowej fazy sezonu.

W ciągu fatalnej passy 11 spotkań zawodnicy londyńskiego giganta zdołali napsuć naprawdę dużo nerwów fanom, a także Romanowi Abramowiczowi. Przypomnijmy, że Chelsea uległa na Stamford Sunderlandowi aż 0:3, poniosła klęskę w derbach Londynu z Arsenalem, a w kolejnych z Tottenhamem jedynie zremisowała. Dodatkową atrakcją był pojedynek z Aston Villą, która do 80. minuty prowadziła 2:1. Następnie to "The Blues" wyszli na prowadzenie, aby stracić je w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry.

Gwoździem do trumny była zdecydowanie ostatnia porażka z wówczas ostatnim w tabeli Wolverhamptonem. Wygrana czerwonej latarni ligi pozwoliła jej odbić się od dna, a Chelsea trwać w kryzysie, który niewątpiwie trapi ten zespół.

Sam Ancelotti w wypowiedziach dla angielskich mediów delikatnie się gubi. Włoch po po meczu z Aston Villą przyznał, że w końcówce spotkania jego zawodnikom zabrakło koncentracji. - Udało nam się wyjść na prowadzenie i wystarczyło pozostać skoncentrowanym do końca spotkania. Jesteśmy tym zawiedzeni, bo sytuacji mieliśmy sporo i z tego możemy być zadowoleni - stwierdził. Trzy dni po tej wypowiedzi skupienie w szatni "The Blues" odnalazło się, a Włoch zapewniał, że w zespole panują dobre nastroje i szeroko pojęta sielanka. - Zawodnicy są bardzo skoncentrowani i ciężko pracują. Atmosfera jest dobra, a my musimy patrzeć przed siebie i być pewnymi siebie - wyjaśnił. Okazuje się także, że szkoleniowiec chętnie zakupi kilku nowych graczy jeszcze w zimowym okienku transferowym. - Zdecydowanie czegoś nam brakuje w defensywie. Bez Ivanovicia i Aleksa tracimy na jakości, szczególnie przy grze w powietrzu. Nie chcę niczego precyzować, ale na pewno potrzebujemy piłkarzy - zakończył.

Przy całym zamieszaniu, jakie Chelsea wytworzyła wokół siebie w tym sezonie w Premier League, warto zwrócić uwagę na rozgrywki Ligi Mistrzów. Aktualni mistrzowie Anglii wygrali pięć z sześciu meczów fazy grupowej, tracąc przy tym ledwie cztery bramki. Co ciekawe, jedyną porażkę londyńczycy ponieśli w ostatniej kolejce, mając zapewniony awans i grając w nieco rezerwowym składzie. Los w fazie pucharowej skojarzył "The Blues" z FC Kopenhaga - drużyną, która odprawiła z kwitkiem Rubin Kazań, a także namieszała w szykach Barcelonie.

Kibicom pozostaje więc posłusznie czekać na ruchy kadrowe zarządu, jak i sztabu szkoleniowego, mistrz Anglii nie jest bowiem w najlepszej formie i zmiany są potrzebne. Czas pokaże jednak, kto będzie pierwszy: Ancelotti zmieni piłkarzy czy Abramowicz Ancelottiego?