Szczęście w nieszczęściu Cole'a polega na tym, że kontuzji doznał akurat teraz. Przy założeniu, że faktycznie wykuruje się po trzech miesiącach, możliwe, że jeszcze w końcówce maja uda mu się wrócić na boisko, a jeśli nie, to przynajmniej ma szansę na powrót do możliwie optymalnej formy przed mundialem. Dla porównania, Beckham kość śródstopia złamał w kwietniu w starciu z Aldo Duscherem w rewanżowym meczu1/4 finału Ligi Mistrzów z Deportivo La Coruna, zaś Wayne'a Rooneya równo z trawą Paulo Ferreira ściął w maju w hicie Premiership Chelsea – Manchester United, więc w ich przypadku była to faktycznie walka z czasem. Cole nie będzie musiał w lekarskich gabinetach i rehabilitacyjnych salkach tak nerwowo wpatrywać się w kalendarz jak wyżej wymienieni piłkarze, no i przede wszystkim sam widok ataku na jego kostkę przez Landona Donovana nie był tak bolesny jak w przypadku „Becksa” czy „Roo”. Niemniej, komu napsuje krwi i narobi kłopotów swoim urazem, temu narobi.