Szczęście w nieszczęściu Cole'a polega na tym, że kontuzji doznał akurat teraz. Przy założeniu, że faktycznie wykuruje się po trzech miesiącach, możliwe, że jeszcze w końcówce maja uda mu się wrócić na boisko, a jeśli nie, to przynajmniej ma szansę na powrót do możliwie optymalnej formy przed mundialem. Dla porównania, Beckham kość śródstopia złamał w kwietniu w starciu z Aldo Duscherem w rewanżowym meczu1/4 finału Ligi Mistrzów z Deportivo La Coruna, zaś Wayne'a Rooneya równo z trawą Paulo Ferreira ściął w maju w hicie Premiership Chelsea – Manchester United, więc w ich przypadku była to faktycznie walka z czasem. Cole nie będzie musiał w lekarskich gabinetach i rehabilitacyjnych salkach tak nerwowo wpatrywać się w kalendarz jak wyżej wymienieni piłkarze, no i przede wszystkim sam widok ataku na jego kostkę przez Landona Donovana nie był tak bolesny jak w przypadku „Becksa” czy „Roo”. Niemniej, komu napsuje krwi i narobi kłopotów swoim urazem, temu narobi.
Pierwszy, który jest mocno zmartwiony takim stanem rzeczy, to niewątpliwie Carlo Ancelotti. Tym bardziej, że przecież obecny sezon był jednym z najlepszych w wykonaniu 30-letniego lewego obrońcy, a w barwach „The Blues” z pewnością najlepszy. Oprócz twardej i nieustępliwej gry w obronie, Cole trzykrotnie również wpisywał się na listę strzelców. – Jestem rozczarowany kontuzją Ashleya, bo przecież w tym sezonie grał naprawdę świetnie – stwierdził zaraz po feralnym spotkaniu z Evertonem Carlo Ancelotti.
Na swoje szczęście Włoch w odwodzie miał nieco zapomnianego, ale też niewiele gorszego gracza, mianowicie Rosjanina Jurija Żirkowa, który na Stamford Brigde jest od lipca br., ale do tej pory nie miał zbyt wiele okazji do gry. Nie licząc starcia z „The Toffees”, kiedy z konieczności Ancelotti musiał dać mu szansę, były zawodnik CSKA Moskwa zaledwie siedmiokrotnie pojawiał się na boisku. A przecież Żirkow nie wypadł sroce spod ogona, triumf z CSKA w Pucharze UEFA w sezonie 2004/2005 czy półfinał Euro 2008, gdzie Żirkow był bez wątpienia obok Andrija Arszawina i Romana Pawliuczenki najlepszym piłkarzem „Sbornej”, mówią same za siebie.
– Jest niezwykle groźny, gdy broni i jeszcze groźniejszy, gdy atakuje. To naprawdę wielka strata, że przed mistrzostwami świata w RPA nie będę mógł korzystać z jego usług – wścieka się „Don Fabio”, który teraz będzie musiał się nieźle nagłowić, aby załatać dziurę na lewej obronie po Cole'u. Zwłaszcza że z występów zespole synów Albionu zrezygnował Wayne Brigde, dopóki będzie w nim John Terry. Miłosna afera z piłkarzem Chelsea w roli głównej zebrała już pierwsze żniwa, gdyż JT stracił opaskę kapitana drużyny narodowej. Na tym jednak raczej koniec konsekwencji wobec Terry'ego, bo przecież jego wkład w grę „Trzech Lwów” jest nieporównywalnie większy niż Brigde'a, który owszem, jest opoką Manchesteru City, ale przegrywał przecież z Colem rywalizacje o miejsce na lewej flance defensywy. Do zmiany decyzji Brigde'a od dłuższego czasu usilnie namawia menedżer „Citizens”, Roberto Mancini, ale były gracz Chelsea jest nieugięty w swoim postanowieniu.
Cała Anglia zadaje sobie zatem pytanie: kto za Cole'a? Sky Sports proponuje następujące nazwiska: Leighton Baines z Evertonu, Joleon Lescott i Gareth Barry z Manchesteru City, James Milner i Stephen Warnock z Aston Villi. Krótko zatem o szansach poszczególnych zawodników. Najmniej znany z tego grona Baines wcale nie jest najmłodszym piłkarzem, bo ma już 26 lat, ale przy tym żadnego większego doświadczenia na arenie międzynarodowej. Lescott z pompą przenosił się na City of Manchester Stadium, ale nie sposób nie odnieść wrażenia, że więcej znaczył, grając na Goodison Park. Gareth Barry z kolei jakby zatrzymał się w rozwoju. Ponad przeciętność wybija się za to Milner, który rozgrywa chyba sezon życia, błysnął zwłaszcza w niedawnym starciu z MU, za co dostał mnóstwo pochwał, w tym od samego sir Aleksa Fergusona. Warnock też gra nieźle, ale jednak to w tej chwili zupełnie inna liga aniżeli Milner. Wszystko zatem wskazuje na to, że to on 3 marca zagra na lewej obronie w towarzyskim meczu z Egiptem. Ale prawdą jest również fakt, że mimo wielkiej formy piłkarza AV, jeśli tylko Cole wyzdrowieje, od razu wróci tam, gdzie jego miejsce, a więc do wyjściowej jedenastki.