Kobiecy punkt widzenia: Nieupoważnionym wstęp wzbroniony

Istnieją pewne obszary w świecie mężczyzny, które skrupulatnie obwarowywane są przez drut kolczasty i opatrywane licznymi tablicami z zakazem wstępu dla kobiet. Na pewno jest to garaż, ulubiony samochód, sposób jego prowadzenia i oczywiście ulubiony sport większości z nich – piłka nożna.

Jakiś czas temu spędzając wieczór w pubie miałam przyjemność siedzieć przy stoliku z kilkoma przedstawicielami płci męskiej. Nie byłam jedyną kobietą i przez większą część czasu toczyliśmy żywą dyskusję na wiele tematów. Wszystko było dobrze do momentu, kiedy jeden z panów zaczął mówić o piłce. Najpierw słuchałyśmy nic nie mówiąc, ale w końcu któraś z dziewcząt (nota bene całkiem nieźle rozeznana w futbolu) dorzuciła swoje trzy grosze. Dyskusja się rozszalała, ale chłopcy bardzo szybko ją ucięli: – Paniom już podziękujemy – rzekli – kobiety na piłce znać się nie mogą i nie powinny swoich zgrabnych nosków pchać w męskie sprawy, o których bladego pojęcia nie mają.

To tylko jedna z wielu sytuacji, które mogłabym przywołać. Kobiety rzadko dopuszczane bywają do głosu o piłce, bo jakoś z góry zakłada się, że będzie to opinia nie poparta rzetelną wiedzą.

Przyznaję – często zdarza się, że panie odcinają się od futbolu grubą krechą, bo nie widzą nic fascynującego w bieganiu po trawie za kawałkiem skóry. Takie kobiety nie rozumieją zupełnie wyższości meczu nad emitowanym w tym samym czasie ich ukochanym melodramatem.

Są też jednak i takie, które chciałyby więcej wiedzieć (i nie wnikam, czy kieruje nimi faktyczny głód piłkarskich wrażeń, czy może pragną się poświęcić dla miłości...). Ale na nic im ta wiedza, bo nie są traktowane jak równy partner do dyskusji.

To dziwne, bo z jednej strony panowie chcieliby, żeby ich partnerki oglądały mecze i dziwią się, kiedy nie są zbulwersowane źle podyktowanym karnym albo żółtą kartką, kiedy nie kibicują żywiołowo i zupełnie nie wzrusza ich przegrana, a z drugiej strony nie chcą, żeby kobiety o piłce się wypowiadały. Podobają im się zasiadające na trybunach, seksowne dziewczyny w klubowych koszulkach, z barwami ukochanej drużyny na twarzy, ale najlepiej, żeby nic mówiły.  Jak mamy z pasją oddać się kibicowaniu, skoro nie chcą nas oni wprowadzić arkana wiedzy tajemnej? Niewielu z cierpliwością potrafi wytłumaczyć na czym polega spalony, kiedy zawodnik wykonuje rzut rożny i dlaczego obrusza ich decyzja sędziego.

Wydaje mi się, że panów cieszy fakt, kiedy żona czy dziewczyna w minimalnym stopniu orientuje się w świecie futbolu, uśmiecha się na wieść o sukcesach ukochanej drużyny i smutno jej, kiedy patrzy na minę ukochanego, wracającego z przegranego spotkania. Dobrze jest jednak zostawić mężczyźnie jakiś margines swobody, przestrzeń, do której wstęp mają tylko kumple. Bo przecież każdy facet lubi z wyczerpujących emocji na meczu uciec w spokojne ramiona wybranki, a z drugiej strony cały czas mieć świadomość, że kiedy coś zgrzyta w związku, to zawsze pozostaje ta druga wielka miłość – piłka.