Wciąż walczący o prawo do gry w eliminacjach Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie piłkarze Villarrealu odnieśli upragnione zwycięstwo w spotkaniu z Realem Madryt. Dla „Królewskich” dzisiejsza przegrana oznacza, że nie obronią tytułu Mistrza Hiszpanii. Po kompromitujących porażkach z Barceloną (2:6) i Valencią (0:3) madrycki zespół, aby pozostać w grze o tytuł musiałby wygrać na El Madrigal. Sztuka ta Realowi się nie udała, z czego cieszą się piłkarze FC Barcelony, którzy już dzisiaj mogą świętować zdobycie Mistrzostwa.
Pierwszy kwadrans spotkania należał zdecydowanie do Gospodarzy. Prowadzenie Villarreal objąć mógł już w 11. minucie, kiedy to błąd popełnił bramkarz Realu, Iker Casillas. Kapitan reprezentacji Hiszpanii źle wybił piłkę, która trafiła w Giuseppe Rossiego. Na szczęście dla „Królewskich” futbolówka po odbiciu się od Włocha wyszła za linię końcową. Pierwsza bramka tego meczu padła zaledwie pięć minut później. Po kapitalnym dośrodkowaniu z lewej strony Ariela Ibagazy, bramkę po strzale głową zdobył Robert Pires. Przez pozostałą część pierwszej połowy Goście nie potrafili stworzyć sobie choćby jednej dogodnej sytuacji strzeleckiej. Przez pierwsze 45 minut gry kibice zgromadzeni na El Madrigal więcej bramek nie oglądali i piłkarze udali się do szatni przy jednobramkowym prowadzeniu Gospodarzy.
Druga część spotkania rozpoczęła się od mocnego uderzenia Realu Madryt. Już dwie minuty po wznowieniu gry gola zdobył Rafa van der Vaart. Asystę przy tej bramce zaliczył wprowadzony na boisko chwilę wcześniej Gonzalo Higuain. Na ponowne prowadzenie „Żółta Łódź Podwodna” wyszła w 62. minucie. Tym razem Casillasa pokonał Cani, który oddał precyzyjny strzał w krótki róg. Po emocjonujących pierwszym dwudziestu minutach tempo nieco opadło, jednak prawdziwe emocje przyszły dopiero w samej końcówce. Najpierw wyrównującego gola dla „Królewskich” strzelił Gonzalo Higuain, aby dwie minuty potem zwycięskie trafienie dla Villarrealu zaliczył Joan Capdevilla.
W pozostałych dwóch sobotnich spotkaniach padały wyniki remisowe. W Pampelunie w meczu Osasuny z Sevillą kibice bramek nie oglądali, natomiast w La Corunii zarówno Deportivo, jak i Getafe zaliczyły po jednym trafieniu.
Recreativo i Getafe jeszcze kilka kolejek temu plasowały się na bezpiecznych miejscach, a mecz bez trzypunktowej zdobyczy już wpędził je w niezłe tarapaty. Na dwa spotkania przed końcem rozgrywek prawie połowa stawki nie może być jeszcze pewna utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej Hiszpanii.
Drogocenne trzy punkty zdobył Betis Sevilla, który na własnym stadionie ograł wyżej sklasyfikowaną Almerię 2:0, po bramkach: w piątej minucie Gonzaleza i w 66. Arzu. W nie gorszych nastrojach są dziś kibice Espanyolu, Numancii, Racingu i Sportingu.
Kataloński zespół ograł "u siebie" Athletic Bilbao 1:0, a bohaterem okazał się Luis Garcia. Espanyol tą wygraną prawdopodobnie zapewnił sobie pozostanie w Primera Division, bowiem nad strefą spadkową ma aktualnie cztery punkty przewagi.
W pojedynku... na dnie, Numancia wygrała z Recreativo 1:0, po golu z rzutu karnego Barkero w samej końcówce spotkania! Gospodarze mogą więc jeszcze marzyć o pozostaniu w La Liga, a Recreativo zacząć przygotowywać się na mecze Segunda Division. Swoją postawą zaskoczył Sporting Gijon. „Rojiblancos” niespodziewanie ograli Malagę 2:1 i odbili się od dna ligowej tabeli. Bramki dla gospodarzy strzelali: Gerard i Rosario, a najmniej szczelną obronę w Primera Division złamał Weligton. Dla piłkarzy z Malagi ta porażka oznacza prawdopodobnie pożegnanie się z marzeniem o europejskich pucharach.
Najwięcej goli obejrzeli kibice w Santander. Wynik już w czwartej minucie otworzył Serrano. Real Valladolid wyrównał w 13. minucie po strzale Victora. Kilka minut później było już 2:1 dla gości, a bohaterem akcji okazał się Goitom. Taki wynik utrzymywał się aż do drugiej połowy, a dokładniej do 50. minuty. Wtedy to czerwoną kartkę otrzymał Bea i obraz gry uległ zmianie. Do głosu zaczęli dochodzić piłkarze Racingu. W 61. minucie wyrównującego gola strzelił Pereira, a na pięć minut przed końcem meczu miejscowych kibiców ucieszył Nicola Zigic, wbijając zwycięską bramkę!
Barcelona przystąpiła do meczu w mocno rezerwowym składzie. Jedynymi piłkarzami, którzy są zaliczani do podstawowych, byli Alves, Eto'o i Abidal. W bramce „Dumy Katalonii” stanął Oier, a w pomocy Guardiola wystawił między innymi Xavi'ego Torresa.
Katalończycy spokojnie rozpoczęli mecz. W 10. minucie Barca przeprowadziła składną akcję, po której 29. bramkę w sezonie strzelił Samuel Eto'o. Ten sam piłkarz miał doskonałą szansę na podwyższenie wyniku, ale w 21. minucie za daleko wypuścił sobie piłkę i nie udało mu się skierować jej do siatki.
Przez całą pierwsza połowę Mallorka starał się wyrównać, ale Barca dobrze się broniła. W 45. minucie żółta kartkę za faul otrzymał Bojan. Barcelona pokazała w pierwszej części meczu, że nawet w rezerwowym składzie jest mocna.
W 49. i 56. minucie Samuel Eto'o zmarnował bardzo dobre sytuacje. Kameruńczyk był dziś bardzo nieskuteczny, mimo że strzelił bramkę, bo powinien mieć ich na koncie co najmniej o dwie więcej.
Niewykorzystane sytuacje się mszczą. W 73. minucie meczu pięknym strzałem z rzutu wolnego popisał się Arrango i było 1:1. Mallorca poszła za ciosem i w 78. minucie nowy mistrz Hiszpanii, przegrywał. Gola zdobył Cleber. Gospodarze po objęciu prowadzenia nadal atakowali i starali się zdobyć kolejne bramki.
W 92. minucie Barcelona miała jeszcze rzut karny, ale nieskuteczny Eto'o, znowu nie trafił do siatki. Ostatecznie Barca poległa na Mallorce.
Mecz w Madrycie był bardzo ważny w kontekście walki o czwarte miejsce w lidze, które gwarantuje grę w eliminacjach do Champions League. Po pierwszej połowie bliżej tego celu byli gospodarze. W 29. minucie po faulu, którego Cesar dopuścił się na Simao, sędzia podyktował jedenastkę. Rzut karny na gola zamienił Diego Forlan i było 1:0. Na dodatek arbiter ukarał jeszcze golkipera Valencii żółtą kartką za dyskusje.
Mimo że to Atletico wygrywało, to jednak lepsze wrażenie sprawiała drużyna Valencii. Próby Maty, Pablo i Villi nie przynosiły jednak rezultatu i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:0 dla gospodarzy.
Druga połowa rozpoczęła się od błędu Albiola, po którym w sytuacji sam na sam z Cesarem znalazł się Simao. Górą był jednak bramkarz Valencii i Atletico nie zdołało podwyższyć prowadzenia. Później atakowali głównie goście, a gospodarze nastawili się na kontry. W 77. minucie doskonałą szansę miał Forlan. Po perfekcyjnie wyprowadzonym kontrataku, Urugwajczyk strzelił na bramkę, ale świetnym refleksem popisał się Cesar.
Valencia usilnie dążyła do wyrównania, ale wysiłki jej piłkarzy nie dawały oczekiwanego rezultatu. Ostatecznie Los Ches przegrali ten arcyważny mecz 1:0. Atletico awansowało na czwarte miejsce w tabeli, a Valencia spadła na piątą pozycję i ma tyle samo punktów co Villarreal, który jest szósty.