49
    online    kont@kt
<-- spis treści -->

 Reprezentacja
Wielbłądy...
Czyli wrażenia po meczach towarzyskich Polaków

Za nami kolejne mecze reprezentacji, najpierw ulegliśmy w Łodzi drużynie Japonii 0:2, po czym w Bydgoszczy pokonała nas Rumunia, wygrywając 2:1. Były to spotkania przygotowawcze do Mistrzostw Świata w Korei i Japonii. Co więc z taką formą możemy zwojować na azjatyckim mundialu?

Odpowiedź na to pytanie wydaje się w tym momencie bardzo oczywista: niewiele. Z taką grą, jaką pokazaliśmy w ostatnich spotkaniach towarzyskich można się wręcz zastanawiać czy warto w ogóle jechać do Azji. W ciągu 180 minut nasi piłkarze praktycznie nie istnieli na boisku. Ładne, efektywne akcje naszego zespołu można policzyć na palcach jednej ręki. Dlaczego?

Również na to pytanie odpowiedź wydaje się prosta. Niestety nie dla wszystkich. Słuchając naszych wspaniałych komentatorów czy czytając kilka relacji po meczu miałem wrażenie, że oglądałem całkiem inne mecze. Jako powody porażek "biało-czerwonych" podawano różne przyczyny. Jedną z nich był fakt, iż przyszło nam się zmierzyć ze znakomitymi drużynami... W moim odczuciu trudno nazwać taką zespół Rumunii, który nie tylko nie awansował do MŚ (przegrał w barażach ze Słowenią...), ale do Polski przyjechał bez ośmiu (!) podstawowych zawodników. Przegraliśmy, więc w kiepskim stylu z rezerwową drużyną kraju, który nie zdołał zakwalifikować się do MŚ. W takim razie aż strach pomyśleć co się stanie, gdy zagramy na mundialu, gdzie przecież wszystkie reprezentacje zagrają w swoich najlepszych składach. Również Japonia nie należy przecież do jakichś potęg piłkarskich! (wbrew temu, co mówią niektórzy "fachowcy" piłkarscy). Nasi azjatyccy rywale nie zaprezentowali w Łodzi niczego nadzwyczajnego, rozegrali normalne spotkanie.

Kolejną przyczyną miało być zmęczenie "biało-czerwonych" rozgrywkami ligowymi, grą w swoich klubach. Przecież znaczna część naszych piłkarzy nie mieści się w "jedenastkach" swoich zespołów, nawet, jeśli grają dwa razy w tygodniu spotkania ligowe to nie jest to dla nich żadne usprawiedliwienie. To są zawodowcy, od kilkunastu lat trenują piłkę nożną, jeśli więc nie wytrzymują fizycznie spotkania to może niech pomyślą nad zmianą dyscypliny sportu... Przygotowanie fizyczne piłkarza jest jedną z najprostszych rzeczy, jaką można "nauczyć" piłkarza. Nie potrzebny jest tutaj talent, wspaniała technika - nic z tych rzeczy, wystarczy tylko odrobinę pracy. Na mundialu nikt nie będzie zwracał uwagi czy jesteśmy zmęczeni mijającym sezonem czy nie - jeśli nie potrafisz biegać za piłką przez 90 minut - twoja strata, wcale nie musisz wyjść z grupy czy wygrać meczu. Grając w kadrze reprezentujesz 40 milionów ludzi, jeśli to nie jest w stanie zmotywować Cię do grania na 100% swoich możliwości - nie graj, zrobi to za Ciebie ktoś inny, ktoś, dla którego będzie to ogromny zaszczyt, kto da z siebie wszystko. Nie można przegrać meczu, a potem usprawiedliwiać się zmęczeniem.

Jeden z komentatorów TVP jako przyczynę podał (w przypadku meczu z Japonią) - "dziwną" porę rozgrywania meczu. Początkowo uznałem to za kiepski żart, jednak po chwili doszło do mnie, że ów Pan powiedział to z pełną powagą. Nie będę tego szerzej komentować, po prostu nie wiem, co mam o tym napisać.

Przegraliśmy dwa mecze, zagraliśmy w nich bardzo słabo. I tyle. Nie ma, co szukać usprawiedliwienia. Z porażek powinniśmy wyciągnąć wnioski, jednak po meczu z Rumunią trudno wierzyć, iż tak się stanie. Gdy ulegliśmy Japonii wszyscy mówili, że przyda się nam "zimny prysznic". Zagraliśmy katastrofalnie, nie potrafiliśmy się w żaden sposób przeciwstawić rywalom - ale wszyscy wokół trąbili iż porażka była bardzo ważna, że wyciągniemy wnioski, będziemy mieć mnóstwo materiałów do analizy. Przyszło spotkanie z Rumunami i jak się później okazało - nie pomogło nam spotkanie z Japonią, zagraliśmy, co prawda trochę lepiej, ale było to spowodowane postawą bałkańskiej "jedenastki". Te dwa mecze jak na razie nie przyniosły nam niczego, oprócz zimnego prysznicu, materiałów do analizy i spadku w rankingu FIFA.

Na razie nie przyniosły niczego, ale może to się zmienić. W meczach tych zobaczyliśmy, kto co tak naprawdę znaczy dla drużyny narodowej. Teraz należy to wykorzystać. Jerzy Engel zamknął kadrę dla nowych zawodników, przez co obecni w niej piłkarze poczuli się pewni swojego reprezentacyjnego losu. Zbyt pewni. Naszej reprezentacji potrzebne są zmiany, bez których niestety możemy na mundialu nie zagrać więcej niż trzech meczy.

Na pewno potrzebne są zmiany personalne. Nie mówię tutaj o jakiejś rewolucji kadrowej, wszak eliminacje do MŚ pokazały, iż mamy wielu dobrych piłkarzy. Jednak w owych eliminacjach, jak i w niedawnych meczach towarzyskich, nie brakowało zawodników, którzy w tej kadrze nie powinni się znaleźć.

Jednymi z nich są bracia Żewłakowie. Zdecydowana większość akcji rywali przeprowadzana jest tą stroną boiska, gdzie gra Michał Żewłakow. Od początku swojej przygody z reprezentacją, Jerzy Engel z uporem powołuje tego zawodnika, tymczasem z meczu na mecz gra tego zawodnika utwierdza mnie w przekonaniu, iż nie zasługuje on na grę w kadrze. Ten lewy obrońca nie stanowi praktycznie żadnej zapory dla przeciwnika. Przegrywa większość pojedynków jeden na jeden, przez co wiele udanych akcji rywali zaczyna się właśnie od nieudanej interwencji Żewłakowa. Również w grze ofensywnej ten zawodnik prezentuje się bardzo słabo - jego zwolennicy wychwalają, co prawda jego dużą liczbę asyst, ale aby wystarczy zobaczyć jeden mecz w jego wykonaniu, aby zobaczyć jego nieudolność gry ofensywnej. Gdy dostanie piłkę nie za bardzo wie, co z nią zrobić, dlatego w większości przypadków wykopuje ją na oślep na pole karne rywali, licząc, iż dobiegnie do niej któryś z partnerów.
W pozostałych przypadkach podaje ją partnerowi do tyłu, co prawda nie jest to najgorsze rozwiązanie (lepsze to niż np. wdawanie się w drybling tego zawodnika), ale czasami za swoimi plecami nie ma innego polskiego obrońcy... Kto powinien zagrać zamiast niego? Tomasz Rząsa. Gra na tej samej pozycji, jest mocnym punktem Feyenoordu, który jest przecież finalistą Pucharu UEFA. Rząsa grając regularnie w lidze holenderskiej czy w europejskich pucharach zdobywa bardzo cenne doświadczenie. Grająć przeciwko najlepszym zawodnikom świata ogrywa się, nabiera pewności siebie, dzięki czemu stanowi dużo bardziej szczelniejszą zaporę dla rywali, niż czyni to Michał Żewłakow. Rząsa również w akcjach ofensywnych prezentuje się znacznie lepiej, nie boi się indywidualnych pojedynków, z których wychodzi często zwycięsko, otwierając partnerom drogę do bramki rywala. Michał Żewłakow może i jest dobrym obrońcą w lidze belgijskiej, ale brakuje mu tego ogrania z najlepszymi napastnikami Europy, przez co tak słabo spisuje się w reprezentacji. Być może przejdzie w najbliższej przyszłości do Ajaxu Amsterdam, a wtedy - kto wie - może będzie prezentować się znacznie lepiej, dzięki czemu zasłuży sobie na grę w kadrze "biało-czerwonych".

Podobnie sytuacja ma się z Marcinem Żewłakowem, który strzela wiele bramek w lidze belgijskiej. Z pojedynków z tamtejszymi obrońcami często wychodzi zwycięsko, ale brakuje mu międzynarodowego ogrania, bez czego słabo prezentuje się w reprezentacji. Na jego pozycji jest wielu innych znakomitych napastników, niech wspomnę o Gilewiczu, Juskowiaku, Wichniarku, Sypniewskim czy Żurawskim... Należy ponownie sprawdzić Radosława Gilewicza, lecz tym razem dać mu pograć nie 15 ostatnich minut meczu, lecz powinien ten zawodnik wyjść w podstawowej jedenastce. Jeśli podstawowym powodem powoływania Marcina Żewłakowa są zdobywane bramki w Belgii, to także bramki Gilewicza w barwach Tirolu powinny być zauważone.

Kolejnym słabym ogniwem "biało-czerwonych" jest Jacek Krzynówek. O ile w meczach eliminacyjnych do MŚ ten zawodnik nie pojawiał się w wyjściowej "jedenastce", o tyle w ostatnich spotkaniach Jerzy Engel czyni to coraz częściej. Na jego pozycji także są lepsi zawodnicy: choćby Kamil Kosowski czy Sławomir Wojciechowski, nie wspominając, iż na lewej pomocy znakomicie czuje się Marek Koźmiński.

W reprezentacji słabo spisuje się także Tomasz Iwan, nie prezentuje się on już tak jak dawniej, moim zdaniem jego czas już niestety minął. Po wielu problemach klubowych trafił w końcu do Wiednia, gdzie gra jednak jak na razie "ogony". Warto dodać, iż w klubie tym pewne miejsce mają inni dawni reprezentanci Polski: Krzysztof Ratajczyk i Adam Ledwoń.

Ciekawymi postaciami w kadrze byliby także nieco młodsi piłkarze. Mowa tu głównie o Euzebiuszu Smolarku (co prawda Engel chciał skorzystać z usług tego zawodnika, ale z powodu kontuzji "Ebi" nie mógł zagrać) oraz o Tomaszu Moskale i Krzysztofie Gajtkowskim - byłej i obecnej gwiaździe GKSu Katowice. Ten drugi zawodnik spisuje się nadzwyczaj dobrze w naszej rodzimej ekstraklasie, powinien także otrzymać możliwość sprawdzenia się w reprezentacji.

W obydwu meczach słabo spisywała się nasza obrona. Popełnialiśmy karygodne błędy w defensywie, czego wynikiem były chociażby dwie bramki w meczu z Rumunią. Taki fakt może dziwić, gdyż w eliminacjach ta formacja spisywała się nadzwyczaj dobrze. Po błędach Kłosa i Zielińskiego z meczu w Bydgoszczy optymalny skład defensywy powinni tworzyć moim zdaniem T. Rząsa, T. Wałdoch, J. Bąk oraz T. Hajto.

Oprócz słabej postawy większej części zespołu, można było także zobaczyć kilku zawodników, którzy zaprezentowali się całkiem przyzwoicie. Na pierwszym miejscu z pewnością trzeba wspomnieć o Jerzym Dudku, który uchronił naszą drużynę przed stratą jeszcze większej ilości bramek. Jego dobrą ocenę podnosi jeszcze fakt obronienia rzutu karnego, a następnie jeszcze dobitki. Bramkarz Liverpoolu pokazał naprawdę światową klasę, co do niego nie powinniśmy mieć żadnych obaw.

Dobrze prezentowali się także Radosław Majdan (kilka dobrych interwencji w Łodzi), Arkadiusz Bąk (wniósł spore ożywienie w poczynania "biało-czerwonych" w meczu z Rumunią, nie bał się pojedynków indywidualnych) czy Paweł Kryszałowicz (dobry występ w Bydgoszczy).

Oba spotkanie miałem przyjemność (?) oglądania na kanale drugim Telewizji Polskiej. Komentatorami z ramienia tej stacji byli Panowie Dariusz Szpakowski oraz Jan Tomaszewski. Były to jedne z nielicznych plusów tego spotkania, Ci, którzy również oglądali te mecze w telewizji pewnie mogą się ze mną zgodzić. Podczas tak słabych spotkań reprezentacji bardzo łatwo poprawić sobie humor, wsłuchując się w słowa komentarzu. Moje wywody pozwolę więc sobie zakończyć cytatem Jana Tomaszewskiego, który tak oto powiedział po stracie jednej z bramek przez biało-czerwonych: "To nie był błąd. To był wielbłąd"...

<-- poprzedni Copyrights © 2001-02 iGol. Wszelkie prawa zastrzeżone. następny -->