Felietony

Przekleństwo mistrzostwa
czy na Mistrzach Polski ciąży jakieś fatum?

Już od ładnych paru lat zdobycie mistrzostwa kraju przez jakikolwiek klub powoduje to, że klub ten wkrótce wpada w spore kłopoty, zarówno finansowe jak i sportowe. Jak każda reguła, również i tam ma swój wyjątek. Z klubów zdobywających mistrzostwo Polski tylko Wisła Kraków, jak na razie, nie musiała zmierzyć się z żadnym kryzysem.

Wszystko zaczęło się od Legii Warszawa, która zdobyła mistrzostwo w latach 1994-95, i dotarła do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. W następnym sezonie doszło do pamiętnego meczu w końcówce sezonu na Łazienkowskiej, gdzie gospodarze stracili w trzy minuty trzy gole i mistrzostwo. Od tego czasu Legia nie potrafi się pozbierać. Zawsze jest w czołówce ligi, gra dobrze, ale nie potrafi się przełamać i zdobyć ponownie Mistrzostwa Polski. Po pierwszej rundzie tego sezonu wygląda na to, że będzie tak również w tym roku. Po tamtym pamiętnym meczu wydawało się, że w Polsce na długie lata dzielić i rządzić będą podopieczni Franciszka Smudy. Potwierdzili to również w sezonie 1996/1997 zdobywając mistrzostwo, lecz potem dała o sobie znać klątwa i Widzew do dzisiaj nie potrafi dojść do siebie i powalczyć o coś więcej niż baraże o utrzymanie w pierwszej lidze. Największy wpływ na załamanie się pozycji Widzewa w lidzie miały kłótnie prezesów łódzkiego klubu: panowie Grajewski i Pawelec darli ze sobą koty, że aż miło było patrzeć. W tym sezonie panowie prezesi ponownie doszli do porozumienia i wygląda na to, że mają zamiar powalczyć z Widzewem o wysokie lokaty, ale niewiadomą pozostaje to, ile czasu ze sobą wytrzymają. Ciekawe, czy z pogodzeniem się zwaśnionych stron miał fakt, że na stadionie przy alei Piłsudskiego pojawiał się jeszcze wtedy kandydat na premiera.

Po kilkuletniej dominacji duetu Widzew-Legia do głosu doszedł inny łódzki klub - ŁKS. Tamtejszy biznesmen Antoni Ptak postanowił się dorobić na handelku piłkarzami i kupił sobie parę klubów (m. in. ŁKS i Piotrkovię), założył szkółkę piłkarską kształcącą zawodników sprowadzonych specjalnie z Brazylii. Bardzo szybko udało mu się pokonać wszystkich w polskiej lidze, ale interes z szkółką piłkarską nie wypalił. Udało się tylko sprzedać paru Brazylijczyków do drugiej ligi niemieckiej, paru do ligi polskiej i to wszystko, a utrzymanie tego typu szkoły kosztuje. Aby osiągnąć szybki zysk z inwestycji pan Ptak wyprzedał znaczną część zespołu, który został mistrzem. I tutaj popełnił pan prezes błąd, ponieważ nie sprzedał wszystkich zawodników, a tylko część. W efekcie po roku wartość pozostałych zawodników spadła na łeb, na szyję, bo mistrz Polski spadł do drugiej ligi i w następnym sezonie ledwo obronił się przed degradacją do trzeciej ligi. W roku następnym mistrzem została najbogatsza Wisła. Rok 2000 to podwójna korona dla Polonii Warszawa. O ile w sezonie w którym Poloniści bronili tytułu grali dobrze, to już w obecnym sezonie grają nierówno, co widać po pucharze UEFA, gdzie odpadli z przeciętnym klubem holenderskim. Polonia grałaby na pewno dużo lepiej, gdyby jej sytuacja finansowe była lepsza. Wydawać by się mogło, że zdobycie tytułu mistrza Polski pozwala na zdobycie nowych sponsorów, a także na zwiększenie wpływów za transmisje i puchary. Polonia jest przykładem, że tak nie jest, a aktualnie sytuacja w klubie jest tak kiepska, że dość ponuro brzmią słowa Mateusza Bartczaka, który zapytany o przyczynę nie ogolenia się na zero tak jak reszta drużyny odparł, że stać go jeszcze na fryzjera.

Wygląda na to, że od ładnych paru lat po zdobyciu mistrzostwa Polski prezesom i zawodnikom zaczyna uderzać do głowy woda sodowa i zaczynają oni popełniać błędy. Chyba, że jak śmiał się ostatnio jeden z dziennikarzy sportowych, prezesi polskich klubów boją się wysokich lokat, ponieważ muszą wtedy zapłacić więcej za premie.


Copyrights © 2001-02 iGOL. Wszelkie prawa zastrzeżone. <<- poprzedni | następny ->>