|
Dania
czy duński dynamit eksploduje ponownie?
Duński dynamit... Takimi określeniami nazywali w 1992 roku reprezentację Danii
dziennikarze. Nie bez powodu. Drużyna, która kuchennymi drzwiami awansowała do Euro92
(wykluczona z turnieju została z powodu sytuacji politycznej Jugosławia), zdobyła
Mistrzostwo Europy! I to w pięknym stylu. Niestety podczas Mundialu w USA nie mieliśmy
okazji oglądać Skandynawów w akcji, a podczas Euro96 w Anglii nie pokazali nic
specjalnego, odpadając już w fazie grupowej rozgrywek. Lepsze okazały się wtedy
reprezentacje Portugalii i Chorwacji. Z tą pierwsze Duńczycy zremisowali 1:1, a drugiej
ulegli aż 0:3. Nie pomogło już w niczym zwycięstwo w ostatnim meczu z Turcją 3:0...
Nadszedł czas na Mistrzostwa Świata we Francji w 1998 roku. Początkowo Duńczycy grali
słabo. W grupie wygrali co prawda 1:0 z Arabią Saudyjską (po golu Riepera głową w 69
minucie meczu), zremisowali 1:1 z RPA (bramkę zdobył A. Nielsen w 12 minucie) i ulegli
Francji 1:2 (gol Laudrupa z rzutu karnego - 42 minuta). Skandynawowie zajęli drugie,
premiowane awansem do 1/8 finału miejsce, lecz styl pozostawiał wiele do życzenia. W
drugiej rundzie Duńczycy jakby przypomnieli sobie jednak dawne czasy i eksplodowali
niczym dynamit, gromiąc faworyzowaną Nigerię aż 4:1! Ciosy zadane zostały "Super Orłom"
bardzo szybko. Najpierw Moeller w 3 minucie, a następnie Brian Laudrup dziewięć minut
później pozbawili Nigeryjczyków złudzeń, kto tego dnia był zdecydowanie lepszy. Trafienia
Sanda w 60 i Helvega w 76 minucie tylko te przypuszczenia potwierdziły. Skandynawowie
zaprezentowali w tym spotkaniu wspaniały, ofensywny futbol. Prowadzona przez braci
Laudrupów reprezentacja Danii wyraźnie się rozkręciła. W ćwierćfinale toczyła zacięty bój
z Brazylią. Podobnie jak w meczu z Nigerią również przeciwko Brazylii piłkarze w
czerwonych strojach szybko objęli prowadzenie. Po sprytnie rozegranym rzucie wolnym
bramkę w 2 minucie zdobył Martin Jorgensen. Brazylijczycy rozkręcali się jednak z każdą
kolejną minutą i po golach Bebeto (11 min.) oraz Rivaldo (26 min.) szybko wywindowali się
na prowadzenie. Kiedy w 50 minucie pięknego gola zdobył Brian Laudrup, ponownie ożyły
nadzieje Wikingów. Niestety 10 minut później druga bramkę w tym meczu zdobył Rivaldo, a
wynik 3:2 dla Brazylii utrzymał się do końca spotkania. Cannarinhos awansowali do
półfinału, ale to właśnie Duńczycy pozostawili po sobie wspaniałe wrażenie.
Zupełnie przeciwnie było podczas Euro2000 w Belgii i Holandii. Impreza ta upłynęła pod
znakiem fatalnej wręcz dyspozycji i postawy duńskich piłkarzy. Znaleźli się oni w tzw.
"grupie śmierci" z Francją, Holandią i Czechami. W trzech meczach jednak nie zdobyli ani
jednego punktu i ani jednej bramki, tracąc ich aż osiem (0:3 z Francją, 0:3 z Holandią i
0:2 z Czechami)! Był to dla podopiecznych Mortena Olsena fatalny turniej. Przy tej okazji
można zauważyć pewną prawidłowość, iż od czasu zdobycia przez Danię Mistrzostwa Europy,
ta impreza wyraźnie piłkarzom z północy Europy nie leży, w przeciwieństwie do Mistrzostw
Świata... Czy w takim razie podczas przyszłorocznych Mistrzostw duński dynamit ponownie
eksploduje?
Eliminacje rozpoczęły się dla Danii nadzwyczaj pomyślnie. W pierwszym spotkaniu pokonali
Islandię na jej terenie 2:1. Bardzo ciężko gra się wszystkim reprezentacjom narodowym na
"lodowej wyspie". Przekonali się już o tym niejedni, dlatego też duże znaczenie miało to
zwycięstwo. Mimo iż Islandczycy po 12 minutach prowadzili to jednak bramki zdobyte przez
Tomassona i Bisgaarda pozwoliły Danii na zgarnięcie kompletu trzech punktów. Następne
spotkanie i następny wyjazd. Tym razem do Belfastu na mecz z Irlandią Północną. Rezultat
remisowy można uznać za pozytywny. Co prawa wygrać Duńczycy nie potrafili, ale
jednocześnie nie przegrali. Pierwsze rozczarowanie nastąpiło w Kopenhadze. Kiedy duńscy
kibice liczyli na pewne pokonanie Bułgarii, ich pupile ledwie zremisowali. Co prawda na
17 minut przed końcem znakomity napastnik - Ebbe Sand zdobył gola dla swojej
reprezentacji, ale dziewięć minut później Berbatow zaskoczył Sorensena, wyrównując stan
spotkania. Rok 2000 zakończony został przez Duńczyków nie najlepiej i wiadomo było, że
zimę trzeba będzie solidnie przepracować. Pierwszy po długiej przerwie i kolejny w
eliminacjach mecz z Maltą przeszedł najśmielsze oczekiwania. Co prawda nikt nie
dopuszczał do myśli innego - jak zdobycie przez Danię trzech punktów - rozwiązania, ale
chyba również nikt nie przypuszczał że Malta zostanie rozgromiona w stosunku aż 5:0.
Trzykrotnie bramkarza gospodarzy Muscata pokonał niezawodny Ebbe Sand (w 8, 63 i 79
minucie), a po jednym trafieniu dołożyli Heintze (51 minuta) oraz Jensen (76 minuta). W
bardzo dobrych humorach mogli przygotowywać się Duńczycy do dwóch bardzo ważnych spotkań
z reprezentacją Czech. Miały one okazać się kluczowymi i decydować praktycznie o tym, kto
będzie mógł awansować do finałów Mistrzostw Świata. Wszak po 4 spotkaniach na prowadzeniu
w tabeli znajdowali się nasi południowi sąsiedzi (10 punktów), drudzy byli Duńczycy z 8
oczkami na koncie, a trzecią pozycje z 7 punktami okupowali Bułgarzy. Z pierwszego
starcia w Pradze Skandynawowie wyszli obronną ręką, remisując 0:0. Najważniejszym celem
po tym spotkaniu stało się pokonanie Czechów 2 czerwca w Kopenhadze. I tak też się stało.
Duńczycy wygrali 2:1, przybliżając się znacznie do boisk Korei i Japonii. Prowadzanie
bardzo szybko, bo w 6 minucie uzyskał Sand. Na cztery minuty przed końcem pierwszej
połowy wyrównał jednak Tyce. I kiedy wydawało się, że to spotkanie również zakończy się
podziałem punktów, w jego końcówce do czeskiej bramki trafił jeszcze Tomasson. Cztery dni
później Duńczycy ponownie pokonali Maltę. Tym razem jednak szło im jak po gruzach. Dość
powiedzieć, że po 7 minutach przegrywali 0:1. Mają jednak Wikingowie w swoich szeregach
Ebbe Sanda, który najpierw w 43 minucie doprowadził do wyrównania, a na 7 minut przed
końcem spotkania zapewnił Danii zwycięstwo. Jako że Czesi pokonali Irlandię Północną 3:1,
tracili do Duńczyków 1 punkt. Ci objęli prowadzenie w tabeli z 15 punktami na koncie. 1
oczko mniej mieli również depczący im ciągle po piętach Bułgarzy. Kiedy pojawiła się
realna szansa dalszego odskoczenia rywalom znowu nastąpiła wpadka. Dania nie potrafiła
pokonać na własnym stadionie Irlandii Północnej, remisując z nią 1:1.
Bułgarzy swoje spotkanie wyjazdowe z Maltą wygrali, obejmując prowadzenie w grupie. Czesi zaś
niespodziewanie przegrali na wyjeździe z Islandią 3:1. Sytuacja w tabeli stawała się
coraz bardziej zagmatwana. Teraz każde spotkanie mogło zadecydować o awansie, bądź
odpadnięciu z walki o awans. Każdy punkt był na wagę złota. Wyjazdowe spotkanie z
Bułgarią było kluczowe dla Duńczyków. Wygrali oni pewnie, 2:0. Nie pozostawili żadnych
złudzeń podopiecznym Mladenowa. W znakomitej dyspozycji strzeleckiej znajdował się tego
dnia Jan Tomasson, który dwukrotnie zaskoczył strzegącego bułgarskiej bramki Zdrawko
Zdrawkowa. Najpierw w 47 minucie, tuż po rozpoczęciu drugiej połowy, a następnie już w
przedłużonym czasie gry. Czesi pokonali Maltę 3:2 i to oni obok Duńczyków byli głównymi
kandydatami do awansu. Szansę Bułgarów przed ostatnim wyjazdowym spotkaniem z Czechami
oceniono jako znikomą. Duńczykom do zajęcia pierwszego miejsca w grupie wystarczyło tylko
zwycięstwo w Kopenhadze z Islandią. Ci znakomicie wytrzymali presję i nie dość, że
pokonali gości to na dodatek zrobili to w wyśmienitym stylu. Zaaplikowali Islandczykom aż
sześć bramek, nie tracąc żadnej. Festiwal strzelecki rozpoczął Rommedahl w 12 minucie.
Dwie minuty później Ebbe Sand podwyższył na 2:0 i 42 tysiące widzów rozpoczęło
świętowanie awansu do Mistrzostw Świata. W odstępie czterech minut (31 i 35) dwie bramki
zdobył Gravesen. W 66 minucie ponownie do siatki trafił Sand, a wspaniałą grę Duńczyków w
tym spotkaniu ukoronował w 90 minucie rezerwowy Michaelsen. 6:0! Dania w Mistrzostwach
Świata!
Wyjście z bardzo silnej przecież grupy na pierwszym miejscu zasługuje na uznanie. W tyle
przez Duńczyków zostawieni zostali Czesi, Bułgarzy oraz piłkarze Islandii i Irlandii
Północnej. Reprezentacja Danii to obecnie piłkarze nowego pokolenia - można by
powiedzieć. Nie ma już znakomitych wirtuozów gry, jakimi byli bracia Laudrupowie. Nie ma
już wyśmienitego bramkarza - Petera Smeichela. Mimo to Skandynawowie w dalszym ciągu
grają bardzo dobrze i mogą w przyszłym roku jeszcze nie jednemu napsuć krwi. Dania
preferuje futbol przede wszystkim szybki, siłowy, oparty na graczach o bardzo dobrych
cechach motorycznych. Obserwując grę tej reprezentacji nie sposób powiedzieć jednak, że
gra ona brzydko, nieładnie dla oka. Mijają już czasy, kiedy przeprowadzane lewą bądź
prawą stroną akcje kończyły się ciągłymi wrzutkami na pole karne rywala i główkowymi
pojedynkami. Obecnie na świecie gra się dużo bardziej kombinacyjnie - nie inaczej
prezentują się właśnie Duńczycy. Obroną kieruje piłkarz AC Milan - Martin Laursen, który
bardzo dobrze spisuje się we włoskiej lidze, a dyrygowana przez niego defensywa Milanu (z
Maldinim na czele) uchodzi za jedną z najlepszych w Serie A oraz Europie. W reprezentacji
Laursenowi towarzyszą zwykle Heintze (PSV Eindhoven), Toefting (HSV Hamburg) i Henriksen
(na co dzień Panathinaikos Ateny). Duńczycy w 10 spotkaniach nie doznali ani jednej
porażki i stracili tylko sześć goli - to powinno być wystarczającym podsumowaniem
defensywy tej reprezentacji. Wśród pomocników warto zwrócić uwagę na zawodnika Feyenoordu
Rotterdam - Dennisa Rommedahla. Wspomagany przez ofensywnie grających Gravesena i
Jorgensena piłkarz ten bardzo dobrze czuje się w środku pola. Nie można zapomnieć o
doświadczonym Thomasie Helvegu (kolega klubowy Laursena z Milanu), który rozwijał się
właśnie u boku braci Laudrupów. W ataku największą gwiazdą jest występujący w niemieckim
Schalke 04 Ebbe Sand. Szybki, przebojowy napastnik zdobył w 10 spotkaniach eliminacyjnych
aż dziewięć goli. Cztery trafienia dołożył występujący w Feynoordzie Tomasson. Ta dwójka
napastników może być jednym z groźniejszych duetów napastników przyszłorocznych
Mistrzostw Świata.
Jak daleko zajdą Duńczycy? Z pewnością stać ich na ćwierćfinał. Pamiętajmy jednak, że
grupa z Mistrzami Świata - Francuzami, oraz Urugwajem i sensacyjnym Senegalem, jest jedną
z najtrudniejszych w Mistrzostwach. Ciężko będzie wywalczyć awans do drugiej rundy,
ciężko również będzie przedrzeć się do ćwierćfinału. Skandynawowie nie raz jednak
zaskakiwali już wszystkich, potrafiąc w decydujących (pojedynczych) spotkaniach uzyskiwać
życiową formę, wybuchając niczym dynamit... Nie inaczej może stać się w czerwcu 2002
roku...
|