|
Europejska potęga
czy optymizm polskich kibiców przed MŚ jest słuszny?
Jesteśmy już po losowaniu grup mistrzostw świata. Wynik losowania odbił się szerokim
echem w Polsce, i większość kibiców stwierdziła, że losowanie było dobre. Podsyciło to
euforię, jaka panuje wśród sympatyków piłki nożnej w Polsce. Styl awansu naszej
reprezentacji spowodował ogromny wzrost apetytów. Większość Polaków uważa, że skoro
nasza reprezentacji jako druga drużyna europejska (po Mistrzach Świata Francuzach)
zapewniła sobie awans, to inne drużyny powinny się z nią liczyć. Potwierdzają to
kurtuazyjne wypowiedzi trenerów naszych rywali ("Polska jest jedną z najbardziej
niedocenianych drużyn...") oraz przeciwników ("Polska jest faworytem naszej grupy").
Tymczasem smutna prawda jest taka, że to że awans uzyskaliśmy tak wcześnie nic nie znaczy
w Europie. Jeśli nawet któryś z fachowców to zauważył, to od razu pomyślał o Norwegach,
których zmanierowanym gwiazdom nie chce się grać dla kraju i Ukraińcach, w których
drużynie gra jedna gwiazda i dziesięciu rzemieślników. Potem doszły do tego występy
naszych drużyn w europejskich pucharach (Pogoń przegrywająca z Isladczykami, Polonia z
średniakami z Holandii, Wisła bojąca się wyjścia na połowe Barcelony i Interu w meczach
wyjazdowych, a o Legii nie wspominając). Wiem, że taka argumentacja nie przekona
zagorzałych kibiców, ale wystarczy prześledzić zmiany w przynależności klubowej, jakie
zaszły wśród kadrowiczów podczas trwania eliminacji do MŚ 2002. Skład kadry na mecz z
Ukrainą wyglądał następująco- bramkarze: Jerzy Dudek (Feyenoord Rotterdam), Adam Matysek
(Bayer Leverkusen); obrońcy: Tomasz Kłos (Auxerre), Tomasz Wałdoch, Tomasz Hajto (obaj
Schalke 04 Gelsenkirchen), Jacek Bąk (Olympique Lyon), Marek Koźmiński (Brescia), Michał
Żewłakow (Excelsior Mouscron), Jacek Zieliński (Legia Daewoo Warszawa); rozgrywający i
napastnicy: Jacek Krzynówek (Nuernberg), Tomasz Iwan (PSV Eindhoven), Piotr Świerczewski
(Bastia), Tomasz Zdebel (Genclerbirligi Ankara), Marcin Żewłakow (Excelsior), Andrzej
Juskowiak (VfL Wolfsburg), Radosław Gilewicz (Tirol Innsbruck), Radosław Kałużny (Wisła
Kraków), Bartosz Karwan (Legia), Tomasz Kiełbowicz, Emmanuel Olisadebe (obaj Hoop Polonia
Warszawa). Największy krok naprzód uczynił Jerzy Dudek, który przeszedł do jednego z
najmocniejszych klubów na świecie. Ale im dalej tym gorzej. Adam Matysek jest aktualnie
bezrobotny, a wcześniej przeniósł się z czołowej drużyny niemieckiej do czołowej drużyny
grupy spadkowej (nie ma to jak postęp) i hurtowo puszczał bramki. W obronie nie doszło do
zmian u Tomaszów Wałdocha i Hajty, Michała Żewłakowa i Jacka Zielińskiego. Tomasz Kłos
przeniósł się do ligi niemieckiej do drużyny o porównywalnej klasie, ale nie ma tam zbyt
mocnej pozycji. Marek Koźmiński we włoskiej Brescii gra niezbyt często i rzadko kiedy
przez cały mecz. Sytuacja Jacka Bąka wygląda źle, ponieważ murawę stadiony we Lyonie zna
chyba tylko z telewizji, miejmy nadzieję, że pogłoski o jego przejściu do Lens okażą się
prawdą. Jacek Krzynówek awansował ze swoją drużyną do Bundesligii, ale jednocześnie
straci miejsce w podstawowym składzie i często nie wchodzi na boisko wcale. O Perypetiach
Tomasza Iwana można napisać opasłą księgę, w skrócie: w PSV nie grał, przeniósł się do
Turcji, też nie grał, przeszedł do Groclinu, nie mógł grać, w końcu wylądował w Austrii.
Gra. Piotr Świerczewski przeniósł się do OM, drużyny z ambicjami, ale nie gra ona na
miarę oczekiwań, a Świerczewski nie ma pewnego miejsca w składzie. Tomasz Zdebel, cóż
każdy może się pomylić, nawet Jerzy Engel. U Marcina Żewłakowa i Andrzeja Juskowiaka bez
zmian, Radosław Gilewicz nadal jest czołowym graczem ligi austriackiej. Radosław Kałużny
przeniósł się z drużyny mistrza kraju do beniaminka ligi niemieckiej i gra tam ważną
rolę. Bartosz Karwan poczynił duże postępy i póki co błyszczy na tle słabej polskiej
ligi. Tomasz Kiełbowicz przeniósł się do mocniejszej drużyny jaką jest Legia Warszawa,
ale grywa w niej tylko gdy inni są kontuzjowani. Emmanuel Olisadebe przeniósł się do
słonecznych Aten, ale w oczach trenera nie ma pewnego miejsca w składzie (gra w
zależności od taktyki na ataku, w pomocy lub wcale).
Tak więc podsumowując, z dwudziestu graczy powołanych na pierwszy mecz tych eliminacji
duży postęp poczynił jeden, mały trzech, żadnych postępów nie poczyniło dziesięciu, zaś
sześciu gra gorzej niż 15 miesięcy temu. Czyli nie jest tak dobrze jak to się wszystkim
wydaje. Na szczęście na boisku nie grają statystyki i miejmy nadzieję, że na
mistrzostwach zajdą wysoko. I tego się trzeba trzymać, zaciskając jednocześnie kciuki.
P.S. Mojego zdania o sile polskiego futbolu nie zmieniają nawet plotki o przejściu Olisadebe do " Starej Damy".
|