|
Olisadebe nie był pierwszy
Wszyscy cieszymy się z bramek, jakie strzela dla reprezentacji Emmanuel Olisadebe. Nie każdy jednak wie o tym, że Oli to nie pierwszy piłkarz, który urodził sie poza granicami Polski, by potem bronić biało-czerwonych barw naszego kraju.
Jeszcze przed drugą wojną światową, w 1922 roku, w reprezentacji naszego kraju zadebiutował młodziutki (19 lat) Rosjanin - Jerzy Bułanow, który trzy lata wcześniej opuścił rodzinną Moskwę. Grał on w trzech warszawskich klubach - Koronie, Legii i, najdłużej, w Polonii. W latach 1922-1935 27 razy wystąpił w reprezentacji Polski (na tamte czasy stanowiło to imponujący dorobek), wielokrotnie był jej kapitanem. O jego klasie świadczy fakt, że w plebiscycie "Przeglądu Sportowego" został na początku lat trzydziestych uznany za najlepszego polskiego piłkarza, a władze państwowe odznaczyły go nawet Srebrnym Krzyżem Zasługi za wkład w rozwój sportu w Polsce. Po wojnie Bułanow osiedlił się w Argentynie.
Nieco później do Polski zawitał Węgier Rudolf Patkolo, który po ślubie z Polką osiadł w naszym kraju na stałe. Był niezłym piłkarzem, grał (na pozycji lewego łącznika) w Wiśle Kraków i ŁKS Łódź. Zanim 3 razy wystąpił w biało-czerwonych barwach (lata 1949-1952), zdążył zadebiutować w bardzo silnej reprezentacji Węgier (ówczesne przepisy zezwalały jeszcze na to, by jeden zawodnik mógł grać w kadrze dwu różnych państw).
Na tej "importowej" liście Olisadebe zajmuje więc pod względem chronologicznym trzecią pozycję, jednak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że swymi dokonaniami przewyższy on dwu poprzedników.
|