Wisła Kraków



Sezon 2005/2006 miał być dla Wisły czasem, którego nigdy nie zapomni. Drużyna miała być w letnim okienku transferowym budowana, by wywalczyć awans do fazy grupowej elitarnych rozgrywek Ligi Mistrzów. Z klubu w lipcu odszedł Maciej Żurawski, jednak wszyscy wierzyli, że uda pokonać się w III rundzie eliminacji Ligi Mistrzów drużynę Emanuela Olisadebe - Panathinaikos Ateny. Apetyty na myśl o fazie grupowej Ligi Mistrzów wzmagały się wraz z myślą, że na ławce trenerskiej "Białej Gwiazdy" zasiadł człowiek, który w 2001 roku wprowadził Polskę na Mistrzostwa Świata. Mowa tu oczywiście o Jerzym Engelu, który zastąpił na stanowisku trenera Wisły Wernera Liczkę, który nie spełnił oczekiwań działaczy krakowskiego klubu.

Engel od początku pracy w Wiśle zapowiadał grę ofensywną, ładną dla oka, a przede wszystkim skuteczną. W osiągnięciu sukcesu, jakim miał być awans do fazy grupowej LM lub fazy grupowej Pucharu UEFA, miało pomóc sprowadzenie na Reymonta kilku zawodników: Konrada Gołosia, Jean Paulisty, Jakuba Błaszczykowskiego, Marka Penksy. Jak się później okazało miejsce w podstawowym składzie Wisły wywalczył sobie tylko "Błaszczu", który zachwycił kibiców swoimi odważnymi rajdami oraz świetną grą w pierwszym meczu przeciwko PAO, którą okupił bolesną kontuzją. Aż strach pomyśleć, że ten chłopak rok wcześniej biegał na IV-ligowych boiskach...

Po dobrze przepracowanym okresie przygotowawczym przyszedł czas na wcześniej już wspomniany mecz z Panathinaikosem. Grecy przyjeżdżali do Krakowa w roli murowanego faworyta, u bukmacherów na zwycięstwo PAO kurs oscylował w granicy 1,50. Wisła grała ten mecz na stadionie z nowo wybudowaną trybuną, dzięki czemu spotkanie z greckim zespołem oglądało około 14 tys. widzów. Samo spotkanie rozpoczęło się dla Mistrzów Polski pechowo, bo już w 5. minucie po rzucie rożnym piłkę do naszej bramki skierował Emanuel Olisadebe. Zespół prowadzony przez Jerzego Engela nie podłamał się i do przerwy wynik brzmiał 1:1 - wyrównał Paweł Brożek. Drugie 45 minut to koncertowa gra Wisły ukoronowana zdobyciem dwóch goli - najpierw w 52 minucie Uche, a na dwadzieścia minut przed końcem meczu do siatki trafia Frankowski. "Wisła nigdy jeszcze nie była tak blisko LM jak teraz" - pisały polskie gazety. "Biała Gwiazda" była przez FIFA wybrana drużyną tygodnia, wszystko było piękne do meczu rewanżowego, w którym piłkarze, działacze, dziennikarze a przede wszystkim kibice przeżyli prawdziwą huśtawkę nastrojów.

Początek meczu można określić jako wielkie rozczarowanie. Co najdziwniejsze rozczarowanie nie fatalną grą Polaków, a fatalną skutecznością Marka Zieńczuka, który mając 3 identyczne sytuacje, nie potrafił posłać piłki do siatki. Później przeżywaliśmy wielkie załamanie - dwie stracone bramki na początku drugiej połowy podcięły skrzydła Wiśle. W 78 minucie pierwszy rzut rożny Wisły w tym meczu i bramka Sobolewskiego - szał radości; 86 minuta - cała Polska wyskakuje z foteli po bramce Penksy - zanim większość z nas zrozumiała, że ten gol nie został uznany, Gekkas zdobywa gola na 3:1 po fatalnej interwencji Głowackiego. Chwilę później Wisła traci Sobolewskiego, który opuszcza plac gry po czerwonej kartce. Prawdziwe załamanie połączone z wielkim zawodem dopada nas w 114 minucie, gdy Grecy strzelają 4. bramkę, która przesądza losy tego dwumeczu. Pozostaje nam teraz tylko gdybać, co było by gdyby: Claus Bo Larsen prowadzący mecz w Krakowie wyrzucił za czerwoną kartkę Concencao (dwa ataki wyprostowanymi nogami od tyłu - nawet bez żółtej kartki), wyrzucił Vintrę za uderzenie piłką leżącego Kuźbę (nie ma nawet żółtej kartki), gdyby nie odgwizdał dwa razy pozycji spalonej Frankowskiego (w obu przypadkach wyraźnie się mylił), gdyby w drugim meczu M. Riley uznał prawidłową bramkę Penksy, gdyby nie wyrzucił Sobolewskiego (pierwsza żółta kartka dla naszego zawodnika "wzięta z kosmosu"), gdyby Zieńczuk wykorzystał przynajmniej jedną z 5/6 idealnych okazji bramkowych. Bardzo duży wachlarz możliwych rozwiązań się nam ukazał, ale co się stało to się nie odstanie. O tym zapomnieli piłkarze z Reymonta i skompromitowali się w meczach rozgrywanych w ramach Pucharu UEFA z Vitorią Guimaraes przegrywając najpierw 0:3 w Portugalii, a następnie 0:1 na własnym stadionie.

W lidze również nie szło Wiśle najlepiej, a prezes krakowskiego klubu nie wytrzymał po remisie z Kolporterem Koroną Kielce i zwolnił Jerzego Engela. Jego miejsce miał zająć w dalszym ciągu obecny trener Mistrzów Polski - Henryk Kasperczak, jednak obie strony nie zdołały dojść do porozumienia. Do końca rundy zespół "Białej Gwiazdy" prowadził dotychczas drugi trener Wisły - Tomasz Kulawik. Były piłkarz krakowskiego klubu ze swojego zadania wywiązał się dość dobrze - wygrał derby, nie przegrał z Legią i zapewnił drużynie tytuł najlepszej drużyny jesieni. Wiadomo jednak było już od dawna, że w przerwie zimowej zespół Mistrza Kraju oprócz kilku zawodników wzmocni również nowy trener - los padł na Dana Petrescu. Wielu ten ruch kadrowy uważa za wielkie ryzyko, z czym trudno się nie zgodzić. Rumun był znakomitym piłkarzem, jednak jego kariera na ławce trenerskiej jest bardzo mizerna. Tak więc czy stać go będzie na doprowadzenie Wisły najpierw do kolejnego tytułu mistrzowskiego, a następnie do fazy grupowej Ligi Mistrzów lub Pucharu UEFA? O tym przekonamy się już za kilka miesięcy, a teraz pozostaje nam śledzić ruchy na rynku transferowym, który w tym sezonie chce zawojować właśnie Wisła.

Na celowniku "Białej Gwiazdy" są tacy zawodnicy jak Przemysław Kaźmierczak oraz Rafał Grzelak (Pogoń Szczecin) oraz Michael Thwaite, reprezentacyjny obrońca Australii. I tutaj zadajemy sobie kolejne pytanie - czy w/w zawodnicy będą wstanie wnieść coś nowego, lepszego do gry Wisły?
Czy będą to kolejne, źle trafione transfery? Na te pytania również nie znamy odpowiedzi i również musimy poczekać kilka miesięcy, aby otrzymać na nie odpowiedź. Pozostaje nam mieć nadzieję, że jakiekolwiek zmiany podczas tej zimy zajdą, będą zmianami na lepsze, na lepsze dla całej piłkarskiej polski.

Najlepszy zawodnik

Mauro Cantoro - Argentyńczyk to obecnie podpora drużyny "Białej Gwiazdy". To od niego oraz Radosława Sobolewskiego trener rozpoczyna ustalanie składu na kolejny mecz. Mauro to prawdziwy boiskowy "wojownik" - jest zawsze tam gdzie w chwili obecnej toczy się gra, do upadłego walczy o każdą piłkę. Oprócz walki cechuje go niebanalna technika oraz świetny przegląd pola, dzięki czemu często popisuje się wspaniałymi podaniami do partnerów. Cantoro to również dobry duch zespołu - bez niego Wisła praktycznie na boisku nie istnieje. Bez Mauro nie byłby Wisły w chwili obecnej tak wysoko, bez Wisły Mauro w tej chwili nie byłby tak znany - oba ogniwa wzajemnie się uzupełniają tworząc znakomity kolektyw, który wsparty kilkoma dobrymi partnerami może doprowadzić Wisłę do upragnionych europejskich pucharów.

Piłkarze
Zawodnik Mecze (całe) minuty bramki asysty
Radosław Majdan17 (17)1530-130
Marcin Baszczyński16 (15)137701
Arkadiusz Głowacki11 (10)91200
Maciej Stolarczyk10 (6)83010
Jacek Kowalczyk2 (1)14300
Tomasz Kłos16 (16)144001
Nikola Mijailović1 (0)2400
Dariusz Dudka16 (15)143211
Mauro Cantoro12 (8)95501
Kalu Uche 4 (2)28512
Marek Zieńczuk14 (7)115062
Radosław Sobolewski14 (10)115623
Jakub Błaszczykowski6 (3)42900
Konrad Gołoś13 (4)60400
Paulista12 (2)57202
Barreto6 (0)20800
Paweł Brożek17 (5)130372
Tomasz Frankowski4 (4)36032
Marcin Kuźba13 (7)86431
Tomasz Dawidowski4 (0)5500
Marek Penksa9 (1)34931
Paweł Kryszałowicz8 (3)37702



Miejsca
15
21
31
41
51
61
71
81
91
101
111
121
131
141
151
161
171