Franek odżył!
Wreszcie! Tomek Frankowski pokazał klasę na drugoligowych boiskach w Hiszpanii. Strzelił hat-tricka w meczu z byłym pierwszoligowcem - Numancią. Stał się ojcem tego zwycięstwa i bohaterem całego miasta, a Elche dzięki jego trafieniom wygrało po raz pierwszy od 5. spotkań.

Było wiele negatywnych głosów po transferze napastnika z Wisły Kraków. Czołowy polski strzelec, prawdziwy ligowy i reprezentacyjny goleador trafił do przeciętnego zespołu Segunda Division. Działacze Elche CF zapowiadali walkę o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Jednak lepiej radzą sobie inni, jak chociażby Levante. Zespół ten przez długi czas domagał się odszkodowania od naszego rodaka w wysokości 6 milionów euro, gdyż wcześniej piłkarz podpisał deklaracje negocjacji transferowych, co włodarze tegorocznego spadkowicza uznali za wstępną umowę kontraktową. Spór trwał do października, na szczęście Franek nie musiał zapłacić żadnej sumy i mógł się już w pełni skoncentrować na grze w lidze.
Frankowski pierwszą bramkę strzelił 18 września z Ejido, później jeszcze dołożył dublet w spotkaniu z Lleidą i wydawało się, że kolejne gole i tytuł "Pichichi" dla najlepszego strzelca stoi otworem. Kiedy 15 października supersnajper trafił po raz 4. w sezonie, nikt nie spodziewał się, że na kolejne trafienia trzeba będzie tak długo czekać.
Na łamach Przeglądu Sportowego polski napastnik w poprzednim tygodniu nawet żalił się, że nie może się przełamać i w końcu trafić:
"Dawno nie miałem takiej przerwy. Niby wszystko jest jak dawniej, ale kiedy napastnik nie strzela gola, to powinien się niepokoić. Jeśli mówi, że jest inaczej, to sam siebie oszukuje. Mam już dosyć tego postu. Chcę wreszcie strzelić gola, bo obecna sytuacja zaczyna mnie porządnie denerwować".
Szczególnie, że rok wcześniej na wszystkich frontach Franek strzelił aż 42 razy, a do tej wypowiedzi w 2005 roku na koncie miał zaledwie 22 trafienia. Wreszcie po 49. dniach piłkarz się przełamał i pokazał swoją klasę na Półwyspie Iberyjskim.