Kraków, 27.11.2005, godz. 20:00
Wisła Kraków0:0Legia Warszawa
Widzów: 13 000
Sędziował: Hubert Siejewicz
Wisła: Majdan - Stolarczyk , Dudka, Kłos, Baszczyński - Barretto (85 Gołoś), Cantoro, Piotr Brożek (46 Zieńczuk ), Błaszczykowski - Kuźba, Paweł Brożek (64 Kryszałowicz)
Legia: Fabiański - Kiełbowicz , Rosłoń, Ouattara, Choto, Szala - Djokovic (43 Rzeżniczak), Szałachowski (66 Sokołowski), Burkhardt (90 Vukovic) - Włodarczyk (79 Janczyk)

58 mecz bez porażki Wisły w lidze

Dobra strategia Wdowczyka



Cała piłkarska Polska czekała na ten mecz. W prasie, telewizji radiu były prowadzone głośne spekulacje, kto zwycięży i tym samym zostanie mistrzem jesieni. Jednak oba zespoły grały jeszcze o inne cele. Legia o 3 punkty, prestiż, przerwanie fenomenalnej passy Wisły oraz o tytuł mistrza jesienni. Piłkarze Tomasza Kulawika cele mieli jeszcze większe. Grali bowiem o możliwość wyjazdu za granicę (zgodę na transfer do europejskich klubów) oraz o wypełnienie ultimatum Cupiała. Było więc o co grać.

Tylko, aby grać trzeba mieć, kim - jak by to powiedzieli specjaliści od piłki nożnej. Warto wspomnieć o zawodnikach, którzy nie mogli wystąpić w tym meczu. Radek Sobolewski i Bartek Karwan pauzowali za żółte kartki, Jarzębowski, Głowacki, Surma musieli zasiąść na trybunach z powodu kontuzji. Absencje w obu drużynach spore a Szałachowski, Zieńczuk czy Kłos zagrali tylko i wyłącznie na swoje ryzyko, ponieważ w tygodniu narzekali na drobne urazy. Do tego aura nie sprzyjała piłkarzom. Deszcz, śnieg, późna pora i niska temperatura sprawiła, że mecz ten nie stał na wysokim poziomie.



Przed spotkaniem obaj trenerzy zapowiadali walkę o zwycięstwo, jednak słowa Dariusza Wdowczyka były chyba na wyrost. Czy przestraszył się duetu Brożek - Kuźba i wystawił w pierwszym składzie aż pięciu nominalnych obrońców. Mimo tak defensywnego nastawienia zespołu Legii - gospodarze już od początku meczu przejęli inicjatywę. Aktywny był Mauro Cantoro i Barretto, którzy rozgrywali bardzo dobre spotkanie. W drugiej minucie sędzia główny tego spotkania pokazał już pierwszą żółtą kartkę. Za przerwanie groźnej akcji Legii ukarał nią - Stolarczyka. Wiślacy mieli przewagę, lecz nie umieli sobie poradzić ze zmasowaną obroną gości. Legioniści natomiast grali bardzo bojaźliwie. Agresywnie natomiast grała czarnoskóra para stoperów. W 9 minucie ostro zaatakował Kuźbę w polu karnym Choto...Czy był rzut karny?! Teraz to już historia. Mimo ataków Wisły, w 19 minucie powinno być 1:0 dla gości. Do piłki dopadł Marcin Burkhardt, uderzył jednak piłkę tak nie czysto, że futbolówka trafiła wprost do nie pilnowanego Tomasza Sokołowskiego, ten w idealnej sytuacji - zamiast przyjąć piłkę do ziemi uderzył bardzo lekko głową. To było raczej podanie do bramkarza.

Chwilę później indywidualna akcja Szałachowskiego, minął dwóch stoperów, a na 18 metrze sfaulował go Tomasz Kłos. Kolejna doskonała sytuacja do objęcia prowadzenia... Włodarczyk... Prosto w mur. Kibice Wisły mogli odetchnąć z ulgą. W odpowiedzi strzelał Brożek, ale na posterunku był Fabiański. Za młodego bramkarza stołecznego klubu w minionym tygodniu Manchester United złożył ofertę 2 mln Euro.

32. minuta - w pole karne wbiegł Djoković i w sytuacji sam na sam nie umiał pokonać Majdana, uderzył po dłuższym słupku, ale piłka wyszła poza boisko. Kontry Legii były bardzo groźne. W 42 minucie zakotłowało się pod bramką Fabiańskiego, złe wybicie Ouattary naprawił jednak Kiełbowicz. Chwilę później Mauro Cantoro nastąpił na nogę Djokovica. Serb już się nie podniósł. Pomocnik Legii naderwał wiązadła w kolanie i czeka go 3 miesięczna przerwa. Na jego miejsce pojawił się Jakub Rzeźniczak. Chwilę później pan Siejewicz zakończył pierwszą część spotkania. Statystyki były powalające 63% - 37% posiadania piłki, jednak w sytuacjach bramkowych przewagę mieli goście z Warszawy.

Warto również wspomnieć o fanach "Białej Gwiazdy", którzy zostali wyróżnieni w konkursie Stadion Kolejki. Na mecz z Legią przygotowali kilka opraw, które mogły się podobać. Efektowna kartoniada, racowisko oraz choreografia z pasów materiałów zasługują na uznanie.

Druga połowa zaczęła się identycznie jak pierwsza. Piłkę wymieniali między sobą wiślacy, a Legia stwarzała sytuację. W 51 minucie Majdan wypuścił piłkę z rąk wprost na nogi Włodarczyka, który jednak nie zdołał wpakować piłki do siatki... Jeżeli nie trafia się z 3 metrów do pustej bramki to meczu wygrać nie można. Był to zimny prysznic dla gospodarzy, którzy po tej akcji wzięli się ostro do roboty. Z 18 metrów strzelał Kuźba, jednak strzał napastnika Wisły poszybował wysoko nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Łukasza Fabiańskiego.

Chwilę później Jakub Rzeźniczak uratował gości przed stratą bramki. Po kolejnych 3 minutach groźnie uderzył Barretto. Z problemami, ale obronił jego strzał "Fabian". W 62 ofiarnie interweniował Ouattara, który wślizgiem wybił piłkę na rzut rożny. Stałe fragmenty gry jednak nie przyniosły pożądanego efektu. Był to najlepszy okres gry Wisły. Trener Kulawik postanowił wpuścić na boisko Pawła Kryszałowicza. Były napastnik Amiki zmienił Brożka. Było to jednak złe rozwiązanie, bowiem "Kryszał" nie zagroził bramce Fabiańskiego.



W 65 minucie na kolejną akcję indywidualną zdecydował się Sebastian Szałachowski, którego oglądali działacze niemieckiego Wolfsburga. Pomocnik Legii wpadł w pole karne i z 15 metrów w dogodnej sytuacji uderzył w boczną siatkę. W 72. minucie kibice Wisły na stadionie byli mocno zbulwersowani. W polu karnym przewrócił się wprowadzony za Piotra Brożka Marek Zieńczuk i sędzia zamiast wskazać na "11" metr pokazał pomocnikowi żółtą kartkę. Jak się okazało w powtórce telewizyjnej była to bardzo dobra decyzja. Po meczu Zieńczuk przyznał się w szatni, iż symulował faul.

Na 12 minut przed końcem spotkania wynik meczu po raz kolejny mógł przesądzić Piotr Włodarczyk. Dośrodkowywał Szala a na 5 metrze z główki uderzył napastnik Legii. Jakimś cudem piłkę zdołał sparować Radosław Majdan. Jeżeli Włodarczyk uderzyłby odrobinę dokładniej to Legia pewnie cieszyła by się ze zdobyczy 3 punktów. Do końca spotkania atakowali piłkarze "Białej Gwiazdy", jednak jak przez całe spotkanie nie potrafi znaleźć sposobu na pokonanie dobrze spisującej się obrony Legii.



Wielki szlagier zakończył się bezbramkowym remisem. Piłkarze obu drużyn czuli niedosyt, jednak zgodnie podkreślali, że był to remis zasłużony. Tym samym miano mistrza jesieni zdobyła krakowska Wisła. Warto jednak pamiętać, iż w sezonie 2002, gdy Legia zdobywała mistrzostwo Polski, również zremisowała pod Wawelem. Czy historia się powtórzy? Przekonamy się o tym, już za kilka miesięcy.



zdjęcia: Wislafoto.com