Euro 2012: Ostateczne starcie
Większość chciała, niewielu wierzyło. A jednak, Polska i Ukraina pozostają w walce o Euro 2012. Co zadecydowało o porażce Grecji i Turcji, które przecież teoretycznie były zdecydowanie silniejszymi kandydatami? I jakie szanse ma Polska w tej chwili? Sytuację może rozjaśnić opublikowany niedawno Raport UEFA.
Prezes PZPN, Michał Listkiewicz od dawna mówił, że mamy szanse. Pytanie, co innego mógł powiedzieć, skoro był jednym z inicjatorów naszej kandydatury? Realnie patrząc, kraje z bezrobociem na poziomie 20%, bez autostrad, bez hoteli, z brakami w prawie, no i wg wielu przede wszystkim bez stadionów nie mają żadnych szans. Do tego dochodzi fakt, że my jesteśmy członkiem Unii Europejskij, a Ukraina nawet się o członkostwo jeszcze nie stara. Ale prawda jest taka, że gdyby wybierano tylko tych, którzy to już mają, to o wielkie imprezy ubiegałyby się tylko najbogatsze kraje. Tymczasem ostatnie Euro organizowała Portugalia, która wcześniej nie miała prawie nic, a teraz organizują malutkie Szwajcaria i Austria.
Nieoficjalnie mówi się, że europejska federacja musi angażować w organizację Euro nowe kraje. Po pierwsze dlatego, że medialnie widowisko przegrywa znacząco z mundialem, a kontynent dysponuje jeszcze dużym potencjałem, który można zagospodarować. Po drugie- UEFA jako organizacja ma misję i chce (jak wynika z deklaracji) dawać szansę krajom mniej zamożnym, mniej doświadczonym. A tak się przypadkiem składa, że wśród kandydatów najmniejsze doświadczenie mamy właśnie my. Najbardziej doświadczeni są tutaj Włosi. Jednak wynik pierwzej fazy wskazuje, że to nie jest najważniejsze, ponieważ drugie i trzecie państwo pod względem doświadczenia są już za burtą.
W kwestii polityki wszystkie kraje uzyskały poparcie władz, nigdzie nie ma zorganizowanej opozycji przeciwko Euro, więc w tej kategorii brak faworyta. Podobnie sprawa ma się w przypadku istniejącego prawa. Żadne z państw nie spełnia wszystkich wymogów UEFA, każda kandydatura ma mocniejsze i słabsze strony. Jednak tutaj z państw pozostałych w wyścigu nieznacznie na prowadzenie wysuwają się Włochy.
Trudno ocenić wpływ miejsca piłki nożnej w społeczeństwie na wyniki pierwszej fazy. Awansowały Włochy, które mają zdecydowanie najwyższą frekwencję podczas spotkań ligowych, a Euro 2004 miało prawie najwyższą oglądalnośc ze wszystkich krajów ubiegających się. Dalej, awansowała Chorwacja i Węgry z najniższą ligową frekwencją i rozbieżnymi wynikami ogladalności (Chorwacja rekordowo wysoki poziom, Węgry raczej niski) i na końcu Polska i Ukraina z frekwencją na stadionach niższą tylko od Włoch i Turcji oraz nienajgorszymi wynikami oglądalności. Natomiast Turcja z przeciętną liczbą widzów na meczu rzędu 17,000 widzów, ale za to z żałosną oglądalnością Euro 2004 oraz słaba pod względem frekwencji, ale mocna w oglądalności (w końcu Mistrzowie) Grecja, odpadły.
Jeżeli chodzi o stadiony, Polska i Ukraina zaoferowały stadiony o łącznej pojemności niższej tylko od włoskich. Znacznie mniej widzów mają pomieścić obiekty Chorwacji i Węgier oraz Grecji, nieznacznie mniej tureckie. Za to Polakom dostało się za błędy i braki w dokumentacji stadionu w Chorzowie, podobnie Włochom za stadion w Bolonii. Poza tym aż 5 proponowanych przez nas stadionów nie do końca spełnia wymogi UEFA, ale to tylko kosmetyczna sprawa ogrodzeń. Wytknieto nam jeszcze tylko połowę miejsc zadaszonych w projekcie stadionu X-Lecia oraz 5 bieżni lekkoatletycznych pogarszających widoczność. Jednak dowodem na to, że nie stadiony decydują jest najlepiej pod tym względem oceniona propozycja z... Turcji. Pod względem "zapasu" najlepiej wygląda kandydatura Włoch, którzy zaproponowali aż 7 stadionów, na drugim miejscu Polski i Ukrainy (4), a Chorwaci i Węgrzy zaoferowali tylko 1 stadion rezerwowy.
Schody dla Polski zaczynają się w kwestii bazy hotelowej. Co prawda mamy bezkonkurencyjnie najniższe ceny (najgorzej wygląda to we Włoszech), co nie umknęło UEFA, ale 700 miejsc w hotelach Doniecka i 800 w Dniepropietrovsku zakrawa na żart i to niezbyt śmieszny. To jednak nie odbiera nam szans, Węgrzy i Chorwaci mają podobne braki, a Grecja i Turcja z bardzo dobrą bazą hotelową już pożegnały się z rywalizacją.
Drugą największą bolączką naszergo wniosku jest komunikacja. Pierwsze co wyrywa się z ust Polakom to autostrady, ale UEFA tym się nie przejęła. Przerażający jest za to czas podróży (bo odległość z Gdańska do Doniecka to prawie 2000km) i niewielka ilość połączeń lotniczych. Raport nie informuje czy brane są tutaj pod uwagę prognozy, ponieważ jeśli nie, to możemy sporo nadgonić, w związku z szybkim rozwojem tej infrastruktury.
Kwestie bezpieczeństwa były punktem, w którym doszło do kompromitacji... Włoch. Nie przedstawili oni UEFA prawie żadnych konkretnych rozwiązań, za to Polska i Ukraina, podobnie jak Chorwacja i Węgry, otrzymały bardzo wysokie noty.
Według Zbigniewa Bońka i włoskich mediów finały już są w słonecznej Italii, ale może lepiej poczekać do ostatniego rozdania. Węgry próbują już trzeci raz i za każdym razem ich kandydatura jest bliska powodzenia, dla nas to perwsze podejście, ale dopóki piłka w grze, nie jesteśmy bez szans. Bardzo duże jest zróżnicowanie kryteriów branych pod uwagę przez UEFA, ale żadne z wyżej wymienionych nie wydaje się być decydujące. W związku z tym pozostaje liczyć, że zadecydują tutaj inne względy. "Nasza propozycja to połączenie Wschodu z Zachodem, zintegrowanie z europejską rodziną Ukrainy (która przecież dopiero zaczyna budować standardy demokratyczne) i potencjał w postaci 90 milionów obywateli, dotąd niespotykany." Tak mówił Michał Listkiewicz i jakby na to nie patrzeć narazie się nie mylił.