Były sobie eliminacje cz.1



Polscy piłkarze na boisku wylali wiele litrów potu, grając ambitnie i z poświęceniem. Do Mistrzostw Świata awansowali jednak siedząc przed telewizorami.



Niewiele ponad rok temu nasza reprezentacja przystępowała do eliminacji do Mistrzostw świata w Niemczech. Przystępowała do nich mając w pamięci kolejną przegraną kampanię o Mistrzostwa Europy a także będąc świeżo po dopiero co rozegranych spotkaniach towarzyskich ze Szwecją i z Danią, rozegranych z kompromitującym rezultatem. Nie było i nie jest tajemnicą, że nastroje w kadrze, przed pierwszym meczem eliminacyjnym w Belfaście były, delikatnie mówiąc, fatalne. Niektórzy nawet przebąkiwali o tym, aby selekcjoner Paweł Janas czym prędzej ustąpił ze swojego fotela, zanim zdoła pogrążyć kadrę do końca. Na całe szczęście, prezes PZPN, Michał Listkiewicz, twardo uciął wszelkie spekulacje dotyczące przyszłości Janasa mówiąc : "Janosik zostaje".

Janas selekcjonerskie obowiązki pełni od grudnia 2002 roku. Pierwszy mecz eliminacyjny do Mistrzostw w Niemczech reprezentacja rozgrywała natomiast we wrześniu, roku 2004. Myli się jednak ten kto stwierdzi, że czas ten powinien wystarczyć Janasowi do wyselekcjonowania, wyłowienia i ustalenia w miarę stałego składu drużyny narodowej. Myli się również ten, który z tego faktu chciałby uczynić zarzut przeciwko selekcjonerowi, bo nie ma nic gorszego niż stagnacja, brak postępu i zmian. Swoimi częstymi roszadami w kadrze Janas udowadniał, że nie boi się ryzykownych zagrań, śmiałych posunięć i co ważne - nie przywiązuje się do nazwisk.

Wyjściowy skład reprezentacji Polski z meczu z Irlandią Pn. w Belfaście przedstawiał się następująco : Dudek - Żewłakow, Bąk, Głowacki, Rząsa - Krzynówek, Lewandowski, Mila, Zieńczuk - Włodarczyk, Żurawski. Dziś można ,wskazać spośród tej grupy kilka nazwisk piłkarzy, którzy nie są postrzegani przez selekcjonera jako podstawowi. W obronie coraz słabsze notowania maja Rząsa i Głowacki, którzy utracili swoje miejsca kosztem Baszczyńskiego, Kłosa i Jopa. W pomocy również doszło do sporych roszad. środek tej linii wydaje się być aktualnie zarezerwowany dla Szymkowiaka i Sobolewskiego, natomiast o jedno miejsce na skrzydle biją się Kosowski ze Smolarkiem. Zmiany nastąpiły również w ataku. O miejscu w kadrze nie ma już co marzyć Paweł Kryszałowicz (w Belfaście wszedł zamiast Żurawskiego w 84 minucie) a także Piotr Włodarczyk, który zreszta zakończył tamten występ (jak na razie swój ostatni w kadrze) czerwoną kartką.

Jakkolwiek ta reprezentacja nie różniłaby się od tej, którą mamy możliwość podziwiać dziś, na plus Janasowi zaliczyć trzeba także to, że mimo eksperymentalnego okresu jego drużyna grała naprawdę nieźle i co najważniejsze nie traciła punktów (oczywiście pomijając mecz z Anglią w Chorzowie). Można nawet powiedzieć, że kadra Janasa przez całe eliminacje grała zgodnie z planem, punkty zdobywała wtedy, kiedy teoretycznie od rywala była silniejsza, traciła je natomiast gdy to rywal był postrzegany jako faworyt. Właśnie ta regularność była kluczem do końcowego sukcesu. Regularność, dzięki której nawet dwie porażki z Anglią nie mogły popsuć nam nastrojów. Mecz z Anglią można zresztą zaszufladkować do kategorii pechowych porażek. Wynik w 37 minucie, po ośmieszeniu Głowackiego otworzył Defoe. Tuż po przerwie fantastycznym strzałem wyrównał Żurawski. Jednak już dziesięć minut później ponownie nie popisał się Głowacki, który tym razem strzelił samobójczą bramkę. W ten sposób 1 punkcik przemknął reprezentacji koło nosa. Stracił również Głowacki, który od tego spotkania nie wystąpił już w spotkaniu kadry i wszystko wskazuje na to, że prędko nie założy na siebie reprezentacyjnej koszulki.

Niewiele ponad miesiąc później reprezentacja w Wiedniu rozgrywała mecz z Austrią. Mecz ten stał pod znakiem wymuszonego powrotu Radosława Kałużnego, a także fatalnej postawy Alexandra Manningera, bramkarza Austriaków, który podarował nam zwycięstwo 3:1. Po trzech eliminacyjnych spotakniach Polska zajmowała zatem 2 miejsce w grupie, do prowadzącej Anglii tracąc punkt.

Sytuacja nie była zatem najgorsza, zważywszy również na to, że już w tamtym czasie powoli zaczynały się dociekania dotyczące tego, czy Polska ma szansę awansować z drugiego miejsca w grupie. Trudno natomiast powiedzieć w tej chwili na ile było prawdą to, że Paweł Janas rozważał w owym czasie rezygnację, w każdym razie takie właśnie spekulacje przedostały się na łamy prasy. Janas od początku swojej selekcjonerskiej kadencji zapewniał, że wraz z przyjściem słabych wyników poda się do dymisji. Często przedstawiał się jako człowiek honoru, zatem jako osoba słowna, nie rzucająca słów na wiatr. Mimo przyzwoitych w końcu wyników pojawiła się jednak na Janasa delikatna presja, można powiedzieć, że selekcjoner nie miał łatwego życia, nie był na pewno ulubieńcem mediów. Janas ostatecznie jednak na swoim stanowisku pozostał, z pożytkiem dla siebie, i dla nas oczywiście.