Postać tygodnia



Lepszy od ojca?

Hat-trick Ebiego w Bundeslidze



Ebi Smolarek, choć ma dopiero 25 lat, w swojej karierze już mnóstwo przeszedł. Zanim jeszcze zaczął na poważnie kopać piłkę, wiadomo było, że nie będzie mu łatwo. A to ze względu na ojca, Włodzimierza, do porównań z którym uciec po prostu nie mógł. Profesjonalną karierę rozpoczął w mało znanym holenderskim Spirit uit Ouderkerk aan den Jssel. Jednak zgodnie z oczekiwaniami nie potrzebował wiele czasu by zwrócić na siebie uwagę Feyenoordu, gdzie trenerem młodzieży był jego ojciec. I to właśnie w klubie zaliczanym do holenderskiej wielkiej trójki rozpoczął swoją drogę na futbolowe szczyty.



Już w swoim pierwszym sezonie pokazał się z dobrej strony. Grał regularnie w pierwszym składzie, łącznie zaliczając 25 spotkań, w których zdobył 3 gole. Przełomowy miał być dla niego jednak ten następny - 2001/02. Ponownie dobrze spisywał się na boiskach Eredivisie i zdobył z Feyenoordem Puchar UEFA. Jednak kontuzja, a potem dyskwalifikacja za rzekome branie narkotyków uniemożliwiły mu wyjazd na mundial do Korei i Japonii i szybkie zaistnienie w reprezentacji. Zadebiutował w niej w lutym 2002 w meczu z Irlandią Północną, po którym Jerzy Engel wygłosił pamiętne "Jedziemy po złoto".

Kolejny sezon dla Ebiego z wyżej wspomnianych względów był stracony, ponadto przerzedziła się polska kolonia w Rotterdamie. Wreszcie późną jesienią 2003 wrócił i jego gwiazda ponownie zaczęła świecić pełnym blaskiem. Zagrał łącznie w 21 meczach aż siedmiokrotnie wpisując się na listę strzelców. Był niesamowicie wszechstronny - potrafił trafić do siatki zarówno nogą lewą, prawą, jak i głową. Musiało to zaowocować kolejnymi powołaniami do reprezentacji - tym razem na mecze przeciwko USA i Irlandii. Jednak był to znów tylko krótki epizod, bo jesienią stracił miejsce w podstawowym składzie Feyenoordu na rzecz Salomona Kalou. Ruud Gulit wpuszczał go na boisko bardzo rzadko i Polak nie miał równych szans na walkę o miejsce w podstawowym składzie z młodym reprezentantem Holandii. Na szczęście pojawiła się oferta z Borussii Dortmund.
Chociaż początki nie były łatwe (pamiętny konflikt z "Blidem", który wielokrotnie wypominał Polakowi wspomnianą wcześniej aferę dopingową nadając mu przydomek "hasch-bomber"), potem było już tylko lepiej. Propozycja z Dortmundu okazała się zbawienna nie tylko dla Ebiego, który znów zaczął imponować formą i jego przenosiny zostały uznane potem przez magazyn "Kicker" najlepszym ruchem transferowym w Bundeslidzde w czasie ówczesnego zimowego okienka, ale także dla Borussii, która między innymi dzięki jego golom i asystom nie tylko uratowała się przed spadkiem, ale nawet zdołała awansować do Pucharu Intertoto. Do Dortmundu ściągnął go Bert van Maarvijk, który wcześniej prowadził Ebiego w Feyenoordzie. I to jemu bardzo zależało, by zatrzymać Polaka ma kolejny sezon. Borussia z trudem, bo z trudem ale jednak zdołała uzbierać potrzebną kwotę i przeprowadzić transfer definitywny.

Trwające rozgrywki rozpoczął wręcz kapitalnie, pokonując bramkarzy Wolfsburga i Schalke. W dwóch następnych meczach bramki wprawdzie nie zdobył, ale został dostrzeżony wreszcie przez Pawła Janasa i regularnie wybiegał w podstawowym składzie polskiej reprezentacji podczas jesiennych meczów eliminacyjnych. Odpłacił się za to ważnym golem strzelonym Austriakom, a miesiąc później w meczu towarzyskim nie dał szans golkiperowi Islandii. W 5. kolejce Bundesligi dwukrotnie sprawił, że piłka zatrzepotała w siatce, ale nie uchronił Borussii przed porażką z mierzącym w mistrzowski tytuł Werderem. Tydzień później przypieczętował zwycięstwo nad Arminią, potem jednak podobnie jak reszta drużyny zawiódł grając przeciwko Borussii MG i Stuttgartowi.

Wreszcie w ostatnią sobotę strzelił swoje pierwszego w karierze klasycznego hat-tricka, a ofiarą stał się bramkarz Kasierslautern. Fakt, iż umieścił piłkę w bramce kolejno lewą, prawą nogą i głową świadczy o jego wszechstronności i umiejętności znalezienia się w polu karnym. Ebi ma kapitalny instynkt i tylko szkoda, że Paweł Janas zdjął go w przerwie meczu z Anglią. Bo to, że jest w kapitalnej dyspozycji potwierdził ledwie kilka dni później na boiskach Bundesligi.