Nowoczesność a sprawa polska

czyli o tym dlaczego "nowoczesny" w Polsce nie znaczy tego, co w innych krajach



Od około 3-4 lat trwa szał na budowę stadionów w naszym kraju. Biorąc pod uwagę, że mieszkamy w Polsce, nie ma się co dziwić, że od samego szału jeszcze żaden nie powstał. Jednak nie można być takim pesymistą - w końcu "coś robią". Nie żebym się nie cieszył, ale pomyślałem czy to "coś" nam wystarczy? Czy jest sens budować, żeby tylko budować? Ostatnimi czasy, po burzliwych dyskusjach nad projektami, czekamy i patrzymy jak budują. Naród złakniony igrzysk chce widzieć, że coś robią. Tylko czy naród wie, co oni robią?

Kielce: niedopatrzenie

Na początek jedyny projekt, który w tej chwili jest realizowany. Już za to władzom miasta chwała. Pojemność obliczona, powierzchnia obliczona, koszty obliczone. Wszystko wymierzone idealnie dla mieszkańców, klubu i budżetu. Czy wybrany projekt był faktycznie najlepszy? Pewnie był, w końcu wybierali specjaliści. Ale co to za specjaliści, którym nie przeszkadzał brak toalet? A jeśli te toalety były w projekcie, to dlaczego pozostały na papierze? I dla mnie najważniejsze pytanie: Czy odpowiednie władze w ogóle sprawdzą, gdzie popełniono błąd, kto jest za to odpowiedzialny? Pół roku przed inauguracją koszt wzrósł o ok. 10% , miejmy nadzieję, że na tym koniec.



To nie oznacza, że projekt jest zły, ale zapowiadany jako supernowoczesny obiekt wydaje się być kolejnym piętnastotysięcznikiem, jakich na świecie przybywa co roku, bez żadnych fajerwerków. Nie może się w żadnym razie równać z obiektami takimi, jak szwajcarskie La Maladiere, holenderskie Zuiderpark Stadion i Kooimerplaza czy stadion portugalskiego SC Salgueiros Porto. Przy nich kielecka arena wygląda jak ubogi krewny. Nie byłoby to dla mnie problemem, ale staje się nim, kiedy o stadionie powstającym w Kielcach mówi się "supernowoczesny", zwłaszcza przy ujawnionych podstawowych brakach. Wypada znać swoje miejsce w szeregu.

Kraków: pieniądze odpłynęły

Tu już nie jest tak dobrze - choć prace wykończeniowe na trybunie południowej trwają, to na razie nie zanosi się na dalszą rozbudowę. Pieniądze, które można było uzyskać z Unii Europejskiej przepadły z winy władz miasta. Poszłyby na budowę zupełnie przeciętnego stadionu o przeciętnej, choć wysokiej w polskich warunkach, pojemności. I w zasadzie tu też nie byłoby problemu, gdyby nie to, że można było za takie same pieniądze (a może taniej!) zbudować stadion z charakterem, czego gwarantem był jeden z oferentów - grupa HOK Sport. Ale władze stwierdziły, że będzie za drogo. Jest za to projekt na miarę... no właśnie - czego? Nie zmieścił się nawet w kandydaturze Polski do Euro 2012 (osobiście uważam, że i tak powinien). Gołe stalowe belki straszą kiedy ogląda się istniejącą trybunę z boku, narożników nie będzie. Znów- projekt nie jest zły sam w sobie, ale nie niesie ze sobą nic nowego. Trybuna okrzyknięta została najnowocześniejszą w Polsce. To tylko dowodzi, jak daleko jesteśmy za innymi krajami.



Poznań: Huśtawki nastrojów

Pierwsi zaczęli budowę, ale mają największe problemy z jej skończeniem. Nowa trybuna stanęła wprawdzie już dawno i drugi sezon zasiadają na niej fani Kolejorza, ale i tak nie jest skończona. Brakuje dachu. Pod jego nieobecność (spowodowaną problemami firmy przebudowującej obiekt) trybuna straciła nieco blasku, poszarzała. Już wkrótce ma się to zmienić, ale dach nie będzie taki, jak zapowiadano. Znacznie mniej efektowny (choć nie mniej efektywny), zwyklejszy. Sama trybuna, chociaż może robić wrażenie pojemnością ok. 8000 miejsc, daleka jest od nowoczesności. Przede wszystkim architekci nie zadali sobie trudu, aby stworzyć narożniki. Dwie linie trybun stykają się pod kątem 45 stopni. Niby nic, ale w skali całego stadionu przynajmniej kilkuset widzów zamiast siedzieć przodem do boiska, otrzyma miejsca z których najlepiej im będzie obserwować... przeciwległą trybunę. No ale kto by się tam przejmował jakimś kibicem? Na pewno nie ci, którzy stworzyli i przyjęli taki projekt. Poza tym, wejścia na sektory znajdują się na szczycie każdego z dwóch poziomów trybun, zamiast w optymalnym położeniu - pośrodku drogi. Na czym polega różnica? Osoba, która chce usiąść w najniższym rzędzie górnego poziomu musi i tak wejść na samą górę.
Niby nic, a jednak nowoczesne stadiony buduje się inaczej, bo ułatwia to kibicom wejście i wyjście, może pomóc w ewentualnej ewakuacji i pozwala na oszczędność miejsca dzięki klatkom schodowym pod trybuną, a nie za nią. Nowy stadion Lecha rodzi się w wielkich bólach, obecnie modernizacja, której ukończenie pierwotnie planowano na 2006 rok, może się przedłużyć o kilka lat. I to tylko jeśli wszystko od teraz pójdzie zgodnie z planem. Tak oto, zależnie od kondycji firmy budującej stadion, roboty posuwają się do przodu lub stoją w miejscu (z akcentem na to drugie).

Warszawa: ani widu, ani słychu

W Stolicy oczekiwania są chyba największe. Nie dlatego, że to Warszawa, ale dlatego, że PZPN obiecał nowemu stadionowi Legii miano narodowego. Czy było to odpowiedzialne posunięcie, skoro przyznano ten tytuł nie mając nic poza, a jakże - obietnicami (nie tylko piłkarskiej Polsce nie są one obce)? Były oczywiście założenia. Pojemność między 30,000 a 40,000 widzów, zadaszone wszystkie trybuny, bardzo prawdopodobny rozsuwany dach. W pobliżu parking wielopoziomowy na 3,500 aut, w domyśle nowa siedziba PZPN, korty tenisowe godne imprez WTA. Wszystko pięknie! Obiekt obiecał nie byle kto, bo ówczesny kandydat na prezydenta Warszawy, Lech Kaczyński, więc w zasadzie nie było żadnych wątpliwości. Jeszcze tylko ogłosić przetarg i do dzieła. Byłoby tak, ale żyjemy w Polsce. W związku z tym, nie ma. Podczas zbierania dokumentacji sprawa się skomplikowała. Pojawiły się wątpliwości natury technicznej - czy dwie korony, czy jedna. Zdecydowano, że raczej dwie. Później pojawiły się wątpliwości czy z rozsuwanym dachem, czy nie. Stwierdzono, że raczej z (ale sprawa pozostała otwarta). Następne pojawiły się wątpliwości, czy taki stadion nie będzie zbytnio ingerował w historyczny krajobraz. Okazało się, że może, ale nie musi. Jako kolejna, swoje wątpliwości wysunęła grupa ekologów. Ostatecznie protest rozszedł się po kościach. Dalej - z przewidywanych na początku niespełna 200 milionów zł kosztów zrobiło się w droższej wersji ponad 400. Zmieniono także inwestora - z czysto miejskiej inwestycji zrobiła się łączona, publiczno-prywatna. W związku z kandydaturą Polski do organizacji Euro 2012 znów wyszła nowa koncepcja. Stadion już nie na 40,000, ale na minimum 50,000. Kaczyński, już prezydent Warszawy, stwierdził wcześniej, że tak dużego stadionu miasto nie zbuduje, chyba że inwestor sam pokryje koszty miejsc ponadprogramowych. Jak jest z inwestorami w Polsce wiemy wszyscy, w związku z tym możemy się już tylko łudzić. Możemy, bo przetarg trwa. Był co prawda już raz unieważniony, ponieważ żaden z oferentów nie spełnił wymogów, ale ostatecznie znów idzie. Przy dobrym wietrze już w 2006 poznamy projekt, wykonawcę, kosztorys i wszystkie szczegóły, a nawet rozpoczną się prace. W 2006, czyli wtedy, kiedy według pierwotnych planów stadion miał już zostać otwarty. Po co wymieniam to wszystko? Żeby po łebkach (bo to nie koniec) pokazać, jakie przeciwności spotkały ideę budowy stadionu narodowego na Legii.

Teraz część najśmieszniejsza. Zgodnie z przedstawianymi wszędzie wstępnymi zarysami koncepcji, stadion miał powstać "tyłem" do tzw. Żylety, z jedną trybuną w jej miejscu. A więc sam obiekt miał być przesunięty i powstać od nowa. I rzeczywiście, według tych planów miał być najnowocześniejszym obiektem w Polsce, godnym nazwy narodowego. Wydawało się (przynajmniej ja tak myślałem), że wszystkie dyskusje oraz wątpliwości tylko pomogą w stworzeniu najlepszego obiektu piłkarskiego w Kraju. Teraz okazuje się, że warunki obecnego przetargu troszkę się różnią od tych założeń. Po pierwsze, właściciele Legii stwierdzili, że najchętniej wraz z inwestorem stopniowo rozbudowaliby obecny stadion (tak być nie miało) do pojemności 25,000-35,000 miejsc (zgodnie z regułami przetargu minimum to 35,000, ale trudno puścić mimo uszu słowa właścicieli klubu!) z uwzględnieniem w konstrukcji "historycznej trybuny" krytej. Tak oto marzenia o wielkim nowoczesnym stadionie mogą prysnąć, skoro pomimo ciągnących się w nieskończoność procedur i dyskusji wciąż jest możliwość, że ten obiekt wielkością i standardem nie dorośnie do miana narodowego stadionu piłkarskiego. Z żalem zauważam, że niepoważnie musi wyglądać nasza kandydatura do Euro 2012, skoro według niej mecz otwarcia (wymagany stadion z ustalonym przez UEFA minimum 50,000 miejsc) miałby się według PZPN odbyć na stadionie, którego pojemność może nie przekroczyć 35,000!



Być może jest w powyższym tekście sporo przesadnych obaw, ale nie uważam ich za wysnute z palca, tak jak nie uważam, że budowane w naszym kraju stadiony można nazwać rzeczywiście nowoczesnymi. Nie sprawdza się chyba koncepcja "tańszy = lepszy", ale odnoszę wrażenie, że wciąż dominuje. Oczywiście pozytywy też są - podgrzewane murawy mają już 4 kluby, kolejna jest na budowanym stadionie w Kielcach, trwają przetargi na takie instalacje dla Polonii Warszawa oraz Pogoni Szczecin, a jeszcze dwa lata temu najbliższa nawierzchnia o tym standardzie była w Kaliningradzie. Trwają modernizacje na obiektach wszystkich lig, pomniejsze projekty są realizowane, ale te najważniejsze wciąż nie wznoszą się poza "europejskie średniactwo". Zresztą, skoro te stadiony nie są nowoczesne w tej chwili, to jak będą się miały do wymogów obowiązujących za lat 20? Może wyjdę na sceptyka, ale nie wierzę w częste kosztowne modernizacje. Czy o to właśnie chodzi kibicom piłkarskim w Polsce? Mi nie.



grafiki pochodzą ze strony www.stadiony.net