Niby nic, a jednak nowoczesne stadiony buduje się inaczej, bo ułatwia to kibicom wejście i wyjście, może pomóc w ewentualnej ewakuacji i pozwala na oszczędność miejsca dzięki klatkom schodowym pod trybuną, a nie za nią. Nowy stadion Lecha rodzi się w wielkich bólach, obecnie modernizacja, której ukończenie pierwotnie planowano na 2006 rok, może się przedłużyć o kilka lat. I to tylko jeśli wszystko od teraz pójdzie zgodnie z planem. Tak oto, zależnie od kondycji firmy budującej stadion, roboty posuwają się do przodu lub stoją w miejscu (z akcentem na to drugie).
Warszawa: ani widu, ani słychu
W Stolicy oczekiwania są chyba największe. Nie dlatego, że to Warszawa, ale dlatego, że PZPN obiecał nowemu stadionowi Legii miano narodowego. Czy było to odpowiedzialne posunięcie, skoro przyznano ten tytuł nie mając nic poza, a jakże - obietnicami (nie tylko piłkarskiej Polsce nie są one obce)? Były oczywiście założenia. Pojemność między 30,000 a 40,000 widzów, zadaszone wszystkie trybuny, bardzo prawdopodobny rozsuwany dach. W pobliżu parking wielopoziomowy na 3,500 aut, w domyśle nowa siedziba PZPN, korty tenisowe godne imprez WTA. Wszystko pięknie! Obiekt obiecał nie byle kto, bo ówczesny kandydat na prezydenta Warszawy, Lech Kaczyński, więc w zasadzie nie było żadnych wątpliwości. Jeszcze tylko ogłosić przetarg i do dzieła. Byłoby tak, ale żyjemy w Polsce. W związku z tym, nie ma. Podczas zbierania dokumentacji sprawa się skomplikowała. Pojawiły się wątpliwości natury technicznej - czy dwie korony, czy jedna. Zdecydowano, że raczej dwie. Później pojawiły się wątpliwości czy z rozsuwanym dachem, czy nie. Stwierdzono, że raczej z (ale sprawa pozostała otwarta). Następne pojawiły się wątpliwości, czy taki stadion nie będzie zbytnio ingerował w historyczny krajobraz. Okazało się, że może, ale nie musi. Jako kolejna, swoje wątpliwości wysunęła grupa ekologów. Ostatecznie protest rozszedł się po kościach. Dalej - z przewidywanych na początku niespełna 200 milionów zł kosztów zrobiło się w droższej wersji ponad 400. Zmieniono także inwestora - z czysto miejskiej inwestycji zrobiła się łączona, publiczno-prywatna. W związku z kandydaturą Polski do organizacji Euro 2012 znów wyszła nowa koncepcja. Stadion już nie na 40,000, ale na minimum 50,000. Kaczyński, już prezydent Warszawy, stwierdził wcześniej, że tak dużego stadionu miasto nie zbuduje, chyba że inwestor sam pokryje koszty miejsc ponadprogramowych. Jak jest z inwestorami w Polsce wiemy wszyscy, w związku z tym możemy się już tylko łudzić. Możemy, bo przetarg trwa. Był co prawda już raz unieważniony, ponieważ żaden z oferentów nie spełnił wymogów, ale ostatecznie znów idzie. Przy dobrym wietrze już w 2006 poznamy projekt, wykonawcę, kosztorys i wszystkie szczegóły, a nawet rozpoczną się prace. W 2006, czyli wtedy, kiedy według pierwotnych planów stadion miał już zostać otwarty. Po co wymieniam to wszystko? Żeby po łebkach (bo to nie koniec) pokazać, jakie przeciwności spotkały ideę budowy stadionu narodowego na Legii.
Teraz część najśmieszniejsza. Zgodnie z przedstawianymi wszędzie wstępnymi zarysami koncepcji, stadion miał powstać "tyłem" do tzw. Żylety, z jedną trybuną w jej miejscu. A więc sam obiekt miał być przesunięty i powstać od nowa. I rzeczywiście, według tych planów miał być najnowocześniejszym obiektem w Polsce, godnym nazwy narodowego. Wydawało się (przynajmniej ja tak myślałem), że wszystkie dyskusje oraz wątpliwości tylko pomogą w stworzeniu najlepszego obiektu piłkarskiego w Kraju. Teraz okazuje się, że warunki obecnego przetargu troszkę się różnią od tych założeń. Po pierwsze, właściciele Legii stwierdzili, że najchętniej wraz z inwestorem stopniowo rozbudowaliby obecny stadion (tak być nie miało) do pojemności 25,000-35,000 miejsc (zgodnie z regułami przetargu minimum to 35,000, ale trudno puścić mimo uszu słowa właścicieli klubu!) z uwzględnieniem w konstrukcji "historycznej trybuny" krytej. Tak oto marzenia o wielkim nowoczesnym stadionie mogą prysnąć, skoro pomimo ciągnących się w nieskończoność procedur i dyskusji wciąż jest możliwość, że ten obiekt wielkością i standardem nie dorośnie do miana narodowego stadionu piłkarskiego. Z żalem zauważam, że niepoważnie musi wyglądać nasza kandydatura do Euro 2012, skoro według niej mecz otwarcia (wymagany stadion z ustalonym przez UEFA minimum 50,000 miejsc) miałby się według PZPN odbyć na stadionie, którego pojemność może nie przekroczyć 35,000!
Być może jest w powyższym tekście sporo przesadnych obaw, ale nie uważam ich za wysnute z palca, tak jak nie uważam, że budowane w naszym kraju stadiony można nazwać rzeczywiście nowoczesnymi. Nie sprawdza się chyba koncepcja "tańszy = lepszy", ale odnoszę wrażenie, że wciąż dominuje. Oczywiście pozytywy też są - podgrzewane murawy mają już 4 kluby, kolejna jest na budowanym stadionie w Kielcach, trwają przetargi na takie instalacje dla Polonii Warszawa oraz Pogoni Szczecin, a jeszcze dwa lata temu najbliższa nawierzchnia o tym standardzie była w Kaliningradzie. Trwają modernizacje na obiektach wszystkich lig, pomniejsze projekty są realizowane, ale te najważniejsze wciąż nie wznoszą się poza "europejskie średniactwo". Zresztą, skoro te stadiony nie są nowoczesne w tej chwili, to jak będą się miały do wymogów obowiązujących za lat 20? Może wyjdę na sceptyka, ale nie wierzę w częste kosztowne modernizacje. Czy o to właśnie chodzi kibicom piłkarskim w Polsce? Mi nie.
grafiki pochodzą ze strony
www.stadiony.net