Faktycznie, od czasu meczów w eliminacjach Ligi Mistrzów Brożek już tak nie błyszczał, jak na początku rundy. Miały na to, na pewno wpływ zawirowania wśród jego partnerów w ataku Wisły - początkowo był nim Frankowski, potem Penksa, teraz Kryszałowicz. -
Mam nadzieje, że złapię drugi oddech i wkrótce znów będzie dobrze - usprawiedliwiał się po kolejnym słabym występie. Ten "oddech" złapał w ostatnią sobotę przeciwko Lechowi Poznań. Paweł Brożek był klasą dla siebie! Strzelił trzy piękne bramki, asystował przy golu Zieńczuka i z niesamowitą łatwością i wrodzonym luzem mijał zawodników "Kolejorza". Gdy w 76. minucie opuszczał boisko, 12 tysięcy kibiców zebranych na stadionie przy Reymonta zgotowało Brożkowi owację na stojąco. I dlatego w Krakowie już nikt nie tęskni za Żurawskim i Frankowskim, fani "Białej Gwiazdy" mają swojego nowego idola - "obudzonego tygrysa" Pawła Brożka!
zdjęcie:
wislafoto.com