Postać tygodnia


Obudzony tygrys

Paweł Brożek bohaterem Wisły

To tego sezonu uchodził za wielki, lecz nie do końca spełniony talent. Dopiero odejście Żurawskiego, a potem Frankowskiego sprawiło, że Paweł Brożek zaczął grać na miarę swoich ogromnych możliwości. Trzy gole strzelone Lechowi pokazały, kto rządzi w ataku Wisły.

W piłkę zaczynał grać w małym pod kieleckim parafialnym klubie z Białogonu. Tam razem ze swoim bratem bliźniakiem Piotrem stawiał pierwsze kroki w futbolowej drodze na szczyt. Występami w ligach juniorów województwa świętokrzyskiego bracia szybko zwrócili uwagę menadżerów poszukujących uzdolnionej młodzieży. Jednak Brożkowie woleli jeszcze podnosić swe umiejętności, dlatego na pół roku przenieśli się do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Zabrzu. 6 miesięcy później zadzwonił trener juniorów Adam Nawałka i namówił bliźniaków do przenosin pod Wawel. Mieli niespełna 17 lat, gdy jesienią 1998 roku trafili do słynnej Wisły Kraków.

Jednak wbrew temu co można było sądzić, obaj bracia nie od razu spełnili pokładane w nich nadzieje. Paweł na swój debiut w rozgrywkach ekstraklasy czekał aż do wiosny 2001 roku. Trenerem Wisły był wówczas... Adam Nawałka i utalentowany napastnik zaliczył pod jego wodzą na boiskach pierwszej ligi 8 występów, uzyskując w nich jedno trafienie przeciwko Odrze Wodzisław. Niestety na niekorzyść braci Brożków, mimo iż Wisła sięgnęła w ówczesnym sezonie po Mistrzostwo Polski, Nawałka musiał pożegnać się ze stanowiskiem trenera "Białej Gwiazdy". Wraz z odejściem swojego mentora i pierwszego opiekuna dla Pawła rozpoczęły się trzy chude lata w klubie przy Reymonta. Błąkając się na wypożyczaniach w ŁKS Łódź i GKS Katowice cierpliwie czekał na swoją szansę. Nadarzyła się ona dopiero tego lata, gdy trenerem Wisły został Jerzy Engel, a z krakowską jedenastką pożegnał się Maciej Żurawski. Engel zdecydował, że następcą "Żurawia" pod Wawelem i partnerem Frankowskiego w ataku będzie właśnie Brożek. Takiej okazji Paweł postanowił nie wypuszczać już z rąk!

Początek sezonu Orange Ekstraklasy był w wykonaniu młodego napastnika Wisły znakomity. Brożek strzelił 3 bramki w lidze, uzyskał również efektowne trafienie w pierwszym meczu z Panathinaikosem w Krakowie. Potem jednak nastąpiło gwałtowne załamanie formy. - Na początku sezonu czułem tą pewność siebie. Nie chcę, by to źle zabrzmiało, ale może z rytmu wybiła mnie przerwa na zgrupowanie reprezentacji młodzieżowej - mówił kilka dni po meczu z Grekami.


Faktycznie, od czasu meczów w eliminacjach Ligi Mistrzów Brożek już tak nie błyszczał, jak na początku rundy. Miały na to, na pewno wpływ zawirowania wśród jego partnerów w ataku Wisły - początkowo był nim Frankowski, potem Penksa, teraz Kryszałowicz. - Mam nadzieje, że złapię drugi oddech i wkrótce znów będzie dobrze - usprawiedliwiał się po kolejnym słabym występie. Ten "oddech" złapał w ostatnią sobotę przeciwko Lechowi Poznań. Paweł Brożek był klasą dla siebie! Strzelił trzy piękne bramki, asystował przy golu Zieńczuka i z niesamowitą łatwością i wrodzonym luzem mijał zawodników "Kolejorza". Gdy w 76. minucie opuszczał boisko, 12 tysięcy kibiców zebranych na stadionie przy Reymonta zgotowało Brożkowi owację na stojąco. I dlatego w Krakowie już nikt nie tęskni za Żurawskim i Frankowskim, fani "Białej Gwiazdy" mają swojego nowego idola - "obudzonego tygrysa" Pawła Brożka!

zdjęcie: wislafoto.com