Chorzów, 03.09.2005, godz. 20.30
  Polska

3:2 (2:0)

  Austria



Euzebiusz Smolarek (13), Kamil Kosowski (23), Maciej Żurawski (68) - Roland Linz (61, 80)
Sędziował: Massimo De Santis (Włochy)
Widzów: 45 000
Polska: Artur Boruc - Marcin Baszczyński, Tomasz Kłos, Jacek Bąk, Tomasz Rząsa - Euzebiusz Smolarek (72 Sebastian Mila), Radosław Sobolewski, Mirosław Szymkowiak (83 Arkadiusz Radomski), Kamil Kosowski (88 Michał Żewłakow) - Grzegorz Rasiak, Maciej Żurawski
Austria: Andreas Schranz - Mario Hieblinger, Emanuel Pogatetz , Anton Ehmann (82 Markus Kiesenebner), Martin Stranzl - Markus Schopp (82 Sanel Kuljic), Rene Aufhauser , Dietmar Kuehbauer, Joachim Standfest (46 Roland Linz), Andreas Ivanschitz - Christian Mayrleb

To był prawdziwy "kocioł czarownic"



Zaczeło się jak nigdy - piękne akcje, szybkie tempo no i to co najważniejsze, czyli gole. Skończyło się jak zawsze - wielka "nerwówka" i drżenie do ostatniego gwizdka sędziego o wynik. Tak właśnie w dwóch zdaniach można podsumować mecz Polska - Austria.



Był to kolejny ważny mecz polskiej reprezentacji. Zwycięstwo zapewniało nam udział w barażach i dawało nadzieje na bezpośredni awans z drugiego miejsca lub nawet wywalczenie pierwszej pozycji w grupie. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem włoskiego sędziego kibiców dobiegła (sensacyjna) informacja, że linię ataku tworzyć będzie Maciej Żurawski wraz z ... Grzegorzem Rasiakiem! Dla wielu było to wielkie zaskoczenia, jednak Paweł Janas tłumaczył swoją decyzję tym, iż dłużej na zgrupowaniu z reprezentacją przebywał "Rossi", a w dodatku jest obecnie w wyśmienitej formie. Obsada pozostałych pozycji nie była już jednak dla nikogo zaskoczeniem. W bramce zagrał "wieczny dubler" Jerzego Dudka - Artur Boruc, linię obrony tworzyli Baszczyński, Kłos, Bąk i Rząsa, w pomocy na skrzydłach Smolarek i Kosowski, w środku pola Sobolewski i Szymkowiak.

Oprócz aspektów czysto sportowych ten mecz był również bardzo ważny ze względu na wypowiedź Dietmara Kuehbauera, który przed jednym z pomeczowych wywiadów powiedział do Adama Ledwonia: "Śmierdzisz Polską". Te dwa słowa wywołały burzę w mediach zarówno austriackich jak i polskich. Wypowiedź Austriaka tak bardzo zdenerwowała redaktorów Super Expressu, że Ci wręczyli mu na lotnisku maskę przeciwgazową.

Przed meczem tak jak zawsze odegrano dwa hymny, a w zasadzie tylko polski, ponieważ austriacki zagłuszyły przeraźliwe gwizdy 45 tys. kibiców "biało-czerwonych". Dlaczego nasi kibice gwizdali?? Przez Kuehbauera?? Nie. Gwizdy na stadionie śląskim rozległy się dopiero wówczas, gdy kibice (?) naszych rywali zaczęli palić polską flagę.



Sam mecz rozpoczął się od bardzo dobrej gry podopiecznych Pawła Janasa. Już w pierwszej minucie świetnym rajdem popisał się Kamil Kosowski, jednak jego uderzenie zostało zablokowane przez obrońców. Kilkanaście sekund później świetnie uderzał nowy nabytek Tottenhamu - Grzegorz Rasiak - jednak jego uderznie minimalnie minęło lewe spojenie słupka z poprzeczką bramki Schranza. Cały czas w natarciu byli Polacy. W 10 minucie kolejny raz w roli głównej wystąpił Kamil Kosowski, jednak jego uderzenie z rzutu wolnego z najwyższym trudem zdołał wybić austriacki bramkarz. Chwilę później po bardzo ostrym wejściu Pogateza sędzia podyktował dla naszej reprezentacji rzut wolny z około 40 metrów od bramki gości. Piłkę w pole karne wrzucił Mirosław Szymkowiak, a najprzytomniej w pod bramką Schranza zachował się Smolarek, który niczym urodzony snajper umieścił futbolówkę w siatce. Podopieczni Pawła Janasa nie zwalniali tempa i nadal z wielką zawziętością napierali na bramkę rywali.

Po kolejnej akcji "biało-czerwonych" w polu karnym trzymany za koszulkę był "Ebi", jednak młodemu napastnikowi Borussi Dortmund zabrakło doświadczenia i nie zdołał wywalczyć rzutu karnego. Chwilę później groźnie uderzał Radosław Sobolewski, jednak jego uderzenie minęło bramkę rywali. Kolejna akcja Polaków była już zabójcza. Świetnie w pole karne dośrodkował Żurawski, piłkę świetnie do wychodzącego na czystą pozycję Kosowskiego zgrał Rasiak, a nowy nabytek Southampton popisał się piękną bombą nie dając szans na skuteczną interwencję Schranzowi. Wynik 2:0 nie satysfakcjonował piłkarzy z Orłem na piersi. Nadal dążyliśmy do zdobycia kolejnych bramek, jednak w tym przeszkadzała nam... chamska gra Austriaków. Co kilka minut nasze akcje były przerywane brutalnymi faulami rywali, za które włoski arbiter rzadko karał ich żółtymi kartkami.

W przerwie byłem już przekonany co do tytułu tej relacji. POLSKA ?:? Chamstwo. Całe moje plany poszły jednak na marne, ponieważ drugą połowę wygrali nasi rywale. Na nasze szczęście, tylko jedną bramką.
Druga połowa zaczęła się tak samo jak kończyła pierwsza. Ivanschitz faulował "od tyłu" Marcina Baszczyńskiego, za co otrzymał tylko żółtą kartkę. Nasi piłkarze oddali pole gry zawodnikom Hansa Krankla, którzy natychmiast zrobili z tego dobry użytek. W 61 minucie w podbramkowym zamieszaniu najprzytomniej zachował się wprowadzony po przerwie Linz, który nie dał najmniejszych szans na dobrą interwencję Borucowi. Przy tej akcji mogliśmy też dopatrzeć się faulu na Tomku Kłosie, jednak sędzia nakazał grać dalej. Z każdą mijającą sekundą rosła przewaga gości. W 67 minucie pod własną bramką zdołaliśmy przejąć piłkę, którą do Macieja Żurawskiego zgrał Grzegorz Rasiak. Napastnik Celticu Glasgow pędził przez połowe boiska, wpadł w pole karne gdzie był faulowany przez Schranza. Golkiper gości zobaczył żółtą kartkę, a sędzia wskazał na "wapno". Do piłki podszedł Maciej Żurawski, strzelił w swoim stylu, płasko, w lewy dolny róg bramki. Tym razem jego intencje wyczuł austriacki golkiper, jednak przy dobitce Żurawia był już bezradny.

Nasi zawodnicy uspokojeni dwubramkowym prowadzeniem zaczęli popełniać proste błędy w obronie. Po jednym z nich znów w polu karnym najprzytomniej w polu karnym zachował się Linz, który zdobył kontaktową bramkę dla swojego zespołu. Piłka zanim wpadła do siatki najpierw odbiła się od słupka, a następnie długo toczyła się po linii bramkowj, jednak żaden z naszych zawodników nie zdążył jej wybić. Pięć minut później piłka po raz trzeci zatrzepotała w polskiej siatce, jednak tym razem na spalonym był ... Linz. To nie koniec popisów tego zawodnika. Chwilę później po fatalnym błędzie Kłosa znalazł się w dogodnej pozycji do zdobycia gola, jednak jego uderzenie obronił Artur Boruc. Trzy minuty później kolejny raz w roli głównej znalazł się Linz, jednak piłka po jego uderzeniu wylądowała na poprzeczce bramki Artura Boruca. W doliczonym już czasie gry, Maciej Żurawski wykonywał rzut wolny z odległości około 35 metrów niedaleko linii bocznej boiska. Polski napastnik tak podkręcił futbolówkę, że ta po palcach Schranza odbiła się od słupka i ... wróciła na boisko. W 93 minucie, ostatniej tego dnia Austria miał rzut rożny. Do sytuacji główkowej doszedł Pogatetz, a jego strzał z linii brakowej wybił wprowadzony kilka minut wcześniej Arkadiusz Radomski.



Zwycięstwo 3:2 nad Austrią znacznie przybliżyło nas do awansu, tym bardziej że Czechy niespodziewanie przegrały z Rumunią. Jeśli wygramy z Walią to wtedy bezpośredni awans mamy już w zasadzie zapewniony. Czechy aby zrównać się z nami punktami muszą wygrać wszystkie mecze o końca eliminacji, w tym arcyważne spotkanie z Holandią. Trudno uwierzyć w to, że "Pomarańczowi" nie zdobędą w tym meczu choćby jednego punktu. Jeśli jednak nie zdobędą, a Czechy oprócz meczu z nim pokonają też Armenię i Finlandię o awanse decydować będzie bilans bramkowy. W tym przypadku, najlepiej aby ostanie miejsce w grupie 1 zajęła drużyna Andory, której reprezentacja Czech strzeliła aż 12 goli. Jak wszyscy wiemy, w grupach, w których jest 7 zespołów odejmuje się punkty oraz bramki zdobyte z najgorszym zespołem w tej grupie, a odjęcie bramek zdobytych z Andorą przesądza na naszą korzyść sprawę awansu. Miejmy jednak nadzieje, że te wszystkie obliczenia nie będa potrzebne i oprócz meczu z Walią wygramy bądź zremisujemy z Anglią i będzie mogli cieszyć się z awansu do przyszłorocznego mundialu. Czego sobie i wszystkim czytelnikom życzę.

Polska - Austria
17strzały14
6strzały celne5
1słupki i poprzeczki1
4rzuty rożne4
3spalone3
13faule24
1żółte kartki6



Pomeczowe wypowiedzi

Hans Krankl (Austria): "W pierwszej połowie graliśmy słabo, popełniliśmy dużo błędów, wiele było niecelnych podań i nerwowości w naszych poczynaniach. Na pewno wpływ na postawę moich graczy na początku spotkania miały wydarzenia minionych dni i moi piłkarze byli trochę przestraszeni. Stąd błędy, co wykorzystali rywale. Po przerwie zagraliśmy znakomite spotkanie i zasłużyliśmy na remis, choć i on w eliminacjach nam nie wystarczał. Gratuluję trenerowi Pawłowi Janasowi przynajmniej drugiego miejsca w grupie".

Paweł Janas (Polska): "Wyszliśmy na ten mecz bardzo skoncentrowani. Wiedzieliśmy, co chcemy grać. Mecz układał się dobrze, strzeliliśmy dwa gole. W drugiej części spotkania popełniliśmy błędy w defensywie, a Austriacy postawili nam wysokie wymagania. Cieszę się ze zdobytych trzech punktów. Na razie pewne jest, że jesteśmy w barażach, a co będzie dalej zobaczymy. Sporo bramek tracimy, ale też dużo strzelamy. Przed meczem z Walią na pewno będziemy analizować grę w defensywie, ale żartobliwie mówiąc będzie chodziło o to, żeby Walijczykom strzelić jedną bramkę więcej".



zdjęcia: Kuba Kocjan