Ruszyła La Liga!
W pierwszej kolejce dwa kluby "skazywane" na walkę o najwyższe miejsce - Barcelona i Real Madryt spotkały się z beniaminkami ligi, czyli z wielkimi "niewiadomymi", które na pewno chciałyby się pokazać szerszej publiczności w najwyższej klasie rozgrywkowej z jak najlepszej strony.
Mistrz kraju zmierzył się na wyjeździe z Alaves, które po dwóch latach powróciło do Primera Division, powróciło i to w niezłym stylu. Faworyt wiadomo jeden - Blaugrana, która tak jak oczekiwano dominowała w całym meczu. Najprawdopodobniej odniosłaby wysokie zwycięstwo gdyby nie kiedyś wyrzucony z Camp Nou golkiper Roberto Bonano - bezapelacyjny bohater spotkania. Przez pierwsze minuty jeszcze obrońcy pomagali mu w zatrzymaniu Katalońskich gwiazd, lecz później musiał już radzić sobie sam, co i tak wyszło mu na ocenę celującą. Zatrzymał on strzały z dystansu Eto`o, Giuly, Deco czy nawet samego Ronaldinho (4 jego uderzenia mogły spokojnie zamienić się na gola!). Ponadto wychodził zwycięsko z sytuacji "oko w oko" z francuskim skrzydłowym. Argentyński bramkarz miał jeszcze wiele szczęścia, bo Brazylijski "crack" czy Kameruńska perła trafiali w słupki, a ten drugi jeszcze zmarnował wyśmienitą sytuację strzelając obok bramki. Blaugrana miała wiele okazji, natomiast gospodarze czekali na moment, w którym uderzą. Czekali dosyć długo, lecz i Valdes miał szczęście, gdyż strzał Bodipo z powietrza zatrzymał się na słupku.
Kibice granatowo-bordowych wierzyli, że i następnego dnia Królewskim powinie się noga. Wiele dyskusji wywołała obsada ataku w Realu. W końcu na tej pozycji mogą grać nowo pozyskani - Baptista i Robinho, a w ekipie Luxemburgo są jeszcze Ronaldo, Raul i Owen. Kompania wyborowa, ale kogoś trzeba posadzić na ławkę. Padło na Anglika, który nawet nie znalazł się w meczowej osiemnastce i młodego Brazylijczyka, byłego gracza Santosu. Zaczęło się wyśmienicie, 4 minuta, Ronaldo obrócił się z piłką i zza pola karnego trafił do siatki. Później kilka razy gospodarze zagrozili bramce Realu. Jednak Casillas podobnie jak w poprzednim sezonie ratował swój zespół. Dwa razy obronił bardzo silne uderzenia z dystansu, a raz dopisało szczęście, gdy Oli pomylił się o centymetry. W drugiej połowie piłka także częściej znajdowała się na polu karnym Realu, czego efektem był gol. Po rzucie rożnym głową piłkę odegrał Oli, a z półobrotu do bramki strzelił Pavoni. Trzy minuty później trener Realu zareagował. Wprowadził za Gravesena Robinho. Było to bardzo dobre posunięcie, a Brazylijczyk od początku zadziwiał techniką i dryblingiem. Po jego podaniu bliski strzelenia był Roberto Carlos, którego atomowy strzał zatrzymał się na dłoniach bramkarza. W 85. minucie akcja meczu, Robinho przejmuje piłkę, wchodzi do środka i zostawia ją Ronaldo, który wyłożył futbolówkę Raulowi, a ten do pustej bramki ustalił wynik meczu. Później jeszcze Helguera trafił w poprzeczkę, a podawał... oczywiście Robinho.
Najciekawiej zapowiadało się spotkanie odrodzonej Valencii z rewelacyjnym w poprzednim sezonie Betisem. W pierwszej połowie obie ekipy były bliskie trafienia. Po stronie gospodarzy Mista uderzył w poprzeczkę, natomiast strzał Assuncao z rzutu wolnego wybronił Canizares. Druga połowa rozpoczęła się świetnie dla Che, w 7 minucie piłkę w polu karnym przejął Aimar, przełożył sobie na drugą nogę i w powietrzu przymierzył prosto w okienko. Później Andaluzyjczycy próbowali odrobić straty, lecz świetnie na swojej pozycji spisywał się Canizares. W drugiej połowie wszedł na plac gry Patrick Kluivert, z którym kibice Nietoperzy wiążą wielkie nadzieje, jednak w pierwszym meczu ligowym nic wielkiego nie pokazał.
Po pierwszej kolejce na czele tabeli Athletic Bilbao, które rozprawiło się z San Sebastian. Strzelanie rozpoczęło się tuż po przerwie. Gospodarze mieli szanse jeszcze w pierwszej połowie, lecz ich instynkt strzelecki odrodził się dopiero w 47 minucie. Był to pierwszy gol w tym sezonie na boiskach Primera Division, a jego autorem był Yeste. Później posypały się kolejne bramki. Najpierw trafił Llorente, a następnie po uderzeniu z rzutu wolnego Tiko, piłkę do pustej bramki skierował Prieto.
Dużo ciekawości wzbudzała postawa Atletico Madryt, które po ściągnięciu nowego trenera, a następnie kilku znanych graczy, znajdowali się w gronie faworytów do najwyższych miejsc. Jednak w pierwszym meczu Los Rojiblancos zawiedli i tylko zremisowali u siebie z Saragossą. Gospodarze całkowicie dominowali, lecz albo bramkarz przeciwników albo poprzeczka jak przy strzale Kezmana nie pozwoliły na wygranie meczu.
Bez punktu po pierwszej serii spotkań jest trzeci zespół ostatniego sezonu - Villarreal. Żółte Łodzie Podwodne poległy w Pampelunie z tamtejszą Osasuną, a bohaterem meczu był Romeo - pierwszy lider strzelców. Jego dwie główki dały zwycięstwo jego drużynie, w międzyczasie honorowy gol padł po akcji Riquelme - Forlan. Ponadto komplet punktów zdobyła Sevilla, Deportivo, Getafe i Celta.
zdjęcia:
realmadrid.com,
valenciacf.es