Ateny (Grecja), 23.08.2005, godz. 20.45
Panathinaikos Ateny
4:1 (0:0)
Wisła Kraków

Nasf Morris (62), Emmanuel Olisadebe (65), Papadopoulos (87), Ilias Kotsiois (114) - Radosław Sobolewski (78)

Sobolewski (89-druga żółta).
Sędziował: Mike Riley (Anglia)
Widzów: 60000
Panathinaikos: Mario Galinovic

- Loukas Vintra, Nasf Morris, Ilias Kotsios

, Antony Seric

- Kostas Haralambides, Flavio Conceicao

, Igor Biscan (74 Sotiris Leontiou), Nordin Wooter (61 Dimitris Papadopoulos

) - Emmanuel Olisadebe

(70 Srdan Andric), Taeofanis Gekas
Wisła: Radosław Majdan - Marcin Baszczyński, Tomasz Kłos, Arkadiusz Głowacki, Dariusz Dudka - Kalu Uche (75 Marcin Kuźba), Radosław Sobolewski


, Mauro Cantoro, Marek Zieńczuk (61 Jean Paulista) - Paweł Brożek (64 Marek Penksa

), Tomasz Frankowski
A miało być tak pięknie...
Jechaliśmy do Aten z dwoma bramkami zaliczki, z wielkimi nadziejami. Graliśmy bardzo dobrze - przegraliśmy jak zawsze.
O ile przed pierwszym meczem statystyki przemawiały za Panathinaikosem, o tyle przed rewanżem były już lepsze dla Wisły. Do tej pory Panathinaikos nie odrobił dwubramkowej straty, ale kiedyś przecież musiało to nastąpić. Szkoda tylko, że w meczu przeciwko Wiśle Kraków.
Początek spotkania nie zapowiadał klęski Mistrzów Polski. Polacy grali bardzo mądrze, wysokim pressingiem, dzięki któremu przejmowali dużo piłek w środku pola i wyprowadzali groźne kontry. Właśnie po takich kontrach w 5, 10 i 13 minucie w znakomitych sytuacjach strzeleckich znajdował się Marek Zieńczuk, jednak nie potrafił pokonać Galinovicia. Wisła nie poprzestała na stworzeniu tych trzech sytuacji i nadal starała atakować się bramkę gospodarzy. Znakomita sytuacja nadarzyła się w 25 minucie, jednak dośrodkowanie Kalu Uche z głowy Pawła Brożka "ściągnął" bramkarz Panathinaikosu Ateny. Po 30 minutach bardzo dobrej gry, kiedy "Koniczynki" nie stworzyły sobie właściwie ani jednej dogodnej sytuacji strzeleckiej Wisła zaczęłą powoli opadać z sił. W 32 minucie dobrze w polu karnym dwukrotnie blokował Emanuela Olisadebe Marcin Baszczyński, a po chwili piłkę po mocnym strzale Loukasa Vintry Majdan wybił na rzut rożny. Bramkarz Wisły zażegnał zagrożenie także w 35. minucie, kiedy uprzedził szarżującego Taeofanisa Gekasa, oraz 120 sekund później, broniąc strzał Holendra Nordina Wootera. Gdy wydawało się, że pierwsza połowa spokojnie dobiegnie do końca, Wiślacy przeprowadzili jeszcze jedną groźną akcję, po której Tomasz Frankowski znalazł się w doskonałej sytuacji jednak nie potrafił czysto uderzyć futbolówki zagranej przez Pawła Brożka.
Drugie 45 minut zaczęło się niemal identycznie jak pierwsze. Znów do ataku ruszyła Wisła i znowu wybornej sytuacji nie wykorzystał... Marek Zieńczuk. Chwilę później zaskoczyć Majdana próbował Olisadebe, jednak minimalnie chybił. Napór Greków z każdą kolejną minutą rósł. Radek Majdan wraz z kolegami z obrony wytrzymali tylko do 62 minuty, gdy wyżej od Baszczyńskiego w polu karnym wyskoczył Morris i nie dał szans na skuteczną interwencję Majdanowi. 180 sekund później było już 2:0. Mocnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Vintra (nazywany przez Jacka Gmocha "Wydrą"), a Majdan zamiast sparować to uderzenie w bok lub przerzucić piłkę nad bramką odbił futbolówkę przed siebie. Do bezpańskiej piłki dopadł "Emsi" i już po chwili tonął w objęciach swoich kolegów z drużyny oraz kilkunastu kibiców.
Po stracie tych dwóch bramek Wisła postawiła wszystko na jedną kartę. Na boisku zamiast Marka Zieńczuka, Pawła Brożka i Kalu Uche biegali już Marek Penksa, Marcin Kuźba i Jean Paulista. Wisła przejęła inicjatywę i raz po raz starała się zagrozić bramce Panathinaikosu. Kilka razy dobrze uderzał Paulista jednak na posterunku był bramkarz "Koniczynek". Gol na 2:1 padł w 78 minucie po pierwszym (!) w tym meczu rzucie rożnym wykonywanym przez "Białą Gwiazdę". Do piłki przed polem karnym dopadł Radosław Sobolewski i przepięknym strzałem lewą nogą w samo okienko dał Wiśle nadzieje na awans do wymarzonej fazy grupowej LM.
Wisła nadal miała przewagę i próbowała dobić rywala. W 86 minucie w polu karnym trzymany za koszulkę był Marcin Kuźba, jednak mimo to zdołał odegrać piłkę do Marka Penksy który nie miał najmniejszy problemów z wpakowaniem piłki do siatki. Ku zdziwieniu wszystkich kibiców w całej Polsce angielski arbiter gola nie uznał. Nie minęło 60 sekund a zamiast 2:2 na tablicy świetlnej brzmiał wynik 3:1. Na rajd zdecydował się Papadopoulos i silnie strzelił z okolic 17 metra przed bramką Majdana. Jego uderzenie starał się zablokować Arkadiusz Głowacki, jednak piłka tak niefotunnie odbiła mu się od nogi, że przeleciała nad bezradnym Radosławem Majdanem i wpadła do bramki krakowian. Kiedyś w Wiśle specjalistą od bramek samobójczych i fatalnych zagrań był Mariusz Jop - teraz jest Arkadiusz Głowacki. Taki wynik oznaczał dogrywkę, jednak jeszcze w 89 minucie drugą żółtą kartkę obejrzał Sobolewski i musiał opuścić plac gry. Chwilę wcześniej w znakomitej sytuacji był Paulista, jednak jego mocne uderzenie zdołał obronić Galinovic.
W dogrywce mistrzowie Polski cofnęli się do głębokiej defensywy i za wszelką cenę starali się przetrwać 30 minut, by o awansie zadecydowały rzuty karne. Ataki miejscowych udało się powstrzymywać do 114 minuty. Wówczas po rzucie rożnym Ilias Kotsios strzałem głową po raz czwarty pokonał Radosława Majdana. Tak jak i przy drugiej bramce zawinił bramkarz "Białej Gwiazdy", który nie był tego dnia pewny w grze na przedpolu. Do końca gry gospodarze kontrolowali przebieg wydarzeń, a zmęczeni wiślacy nie mieli sił, by zaatakować i po raz czwarty nie udało im się awansować do Champions League.
Swoją cegiełkę do porażki Wisły dorzucił również sędzia tego spotkania, Anglik Mike Riley. O ile wyrzucenie Sobolewskiego było słuszne, to nieuznanie bramki Penksy, nie podytowanie dla Wisły rzutu karnego, nie wyrzucenie z boiska Kotsiosa (uderzenie piłką leżącego Kuźby), Conceicao (bardzo ostry faul na Pauliscie) oraz Sericia (faul na wychodzącym praktycznie na czystą pozycję Pauliscie) było conajmniej kontrowersyjne.
Zdecydowanie najsłabszym punktem naszej drużyny był Marek Zieńczuk, któremu koledzy powinni w szatni "podziękować" za cztery lub pięć zmarnowanych sytuacji. Jeśli Jean Paulista wkomponuje się w zespół Mistrza Polski, to w Pucharze UEFA przy odpowiednim nastawieniu psychicznym może zajść bardzo wysoko. Pozostaje nam więc po raz kolejny oglądanie w LM drużyn zza granicy i wspominanie nie wykorzystanej szansy na awans Wisły Kraków. A przecież dało się przejść dalej, co pokazała m.in. Artmedia Petrzalka, która po karnych ograła Partizan Belgrad. I jak zawsze powraca to samo zdanie. Za rok się uda, musi się udać...
Pomeczowe wypowiedzi
Jerzy Engel, trener Wisły Kraków: "Mecz od początku układał się po naszej myśli. W pierwszych 45 minutach mięliśmy kilka okazji, niestety niewykorzystanych. Druga część spotkania rozpoczęła się znów od naszych ataków: Zieńczuk był sam na sam, niestety znów ta szansa nie została wykorzystana. Po dwóch bramkach strzelonych przez PAO podnieśliśmy się i zdobyliśmy bramkę na 1:2, co dawało nam awans. Potem zaczęły się cuda: nieuznana bramka na 2:2, wyrzucony z boiska Sobolewski, nieuznany karny po faulu na Penksie, to chyba wystarcza"
Alberto Malesani, trener Panathinaikosu Ateny: "To był jeden z moich najtrudniejszych meczów, od kiedy prowadzę Panathinaikos, bo Wisła grała dobrze i nie poddawała się. Wszystko potoczyło się po mojej myśli. Chciałem dać się Wiśle wyszumieć, bo wiedziałem, że moi piłkarze odeprą ataki i jeszcze bardziej naładują się energią. I tak właśnie było. Po strzeleniu dwóch bramek miałem pewność, że to my awansujemy. Stało się to, co się miało stać"
Kołsut komentuje
Koniec marzeń
Piłkarze Panatinaikosu w dość brutalny sposób wyleczyli "Białą Gwiazdę" z marzeń o awansie do elitarej Champions League. Zabrakło bardzo niewiele, tylko trochę szczęścia, doprawdy szkoda. Wisła zaprezentowała się naprawdę dobrze, stworzyła kilka dogodnych sytuacji, jednak brakło skuteczności ze strony Wiślaków i konsewencji angielskiego arbitra. Szczęście po raz kolejny uśmiechnęło się do rywali Wisełki. Może piłkarze spod Wawelu zagrali nieco bojaźliwie i niepotrzebnie dali się stłamsić we własnej strefie obronnej. Może zabrakło jeszczcze trochę doświadczenia i konsekwencji. Jednak bez tych dwóch cech szalenie trudno jest się dostać do piłkarskiego raju. Wygląda na to, iż Wiślacy jeszcze nie są gotowi, by tam się znaleźć. W Atenach zabrakło przede wszystkim charakteru, bo czy Wisła była ekipą gorszą od Panatinaikosu? W żadnym wypadku. No, ale życie toczy się dalej, nie ma co rozpamiętywać tego co było, trzeba żyć tym co jest i będzie. A teraz przed Wiślakami boje w Pucharze UEFA. Engel stworzył naprawdę dobrą drużynę i stać ją na dokonanie czegoś wielkiego w "pucharze pocieszenia". A, że nie udało się awansować do Champions League? Cóż, trudno, może za rok. Wszak szczęście nie zawsze pomaga, a marzenia nie zawsze się spełniają. Fakt. Ale warto próbować. Zawsze.
Pozostałe wtorkowe wyniki eliminacji Ligi Mistrzów (pogrubiono drużyny, które awansowały):
| Lokomotiw Moskwa - Rapid Wiedeń | 0:1 (0:0) |
| Jozef Valachovic (84) | |
| pierwszy mecz: | 1:1 |
| Partizan Belgrad - Artmedia Petrżalka | 0:0, karne 3:4 |
| pierwszy mecz: | 0:0 |
| FC Thun - Malmoe FF | 3:0 (1:0) |
| Bernardini (26), Lustrinelli (40, 66) | |
| pierwszy mecz: | 1:0 |
| AS Monaco - Betis Sewilla | 2:2 (1:1) |
| Gerard (32), Maoulida (62) - Oliveira (16, 75) | |
| pierwszy mecz: | 0:1 |
| Rosenborg Trondheim - Steaua Bukarest | 3:2 (1:0) |
| Solli (38), Rdegaard (57), Radoi (60-samobójcza) - Radoi (74, 75) | |
| pierwszy mecz: | 1:1 |
| Udinese - Sporting Lizbona | 3:2 (2:1) |
| Iaquinta (23-karny), Natali (35), Barreto (89) - Douala (38), Pinilla (90) | |
| pierwszy mecz: | 1:0 |
| FC Liverpool - FC CSKA Sofia | 0:1 (0:1) |
| Iliev (16) | |
| pierwszy mecz: | 3:1 |