Nie tylko sport
Rozmowa z Mateuszem Borkiem komentatorem Polsat Sport
Pod gorzowski hotel Qubus, gdzie rozmawialiśmy podjechał luksusowym Mercedesem C240 - model kombi. Kariera Mateusza Borka może do znudzenia przypominać model jego samochodu. Elegancki, modny i dystyngowany wóz do setki rozpędza się w niecałe 10 s. Borek też 10, ale lat pędził do szczytu swojej kariery. Teraz jest najbardziej rozpoznawalnym sportowym głosem telewizji.
Z małego miasta na salony. Twoja kariera może być przykładem dla wielu polskich nastolatków...
Nie, chyba tak nie można stawiać sprawy. Wszędzie ludzie rodzą się tacy sami w Warszawie, Poznaniu, Gorzowie Wielkopolskim i w mojej Dębicy i w jeszcze mniejszych miasteczkach. Także jest to bardziej kwestia, jaki się człowiek urodził, w jakich warunkach dorastał i przy kim się wychowywał, ile czasu poświęcali mu rodzice i co dostał od Bozi. Wydaje mi się, że ważne jest pochodząc z małego miasteczka czy ze wsi, żeby się nie bać. Jest to główna przyczyna tego, że czasami czegoś młodym ludziom brakuje. Oni się już z założenia, jakby z klucza, czują się gorsi od tych, którzy dorastają w wielkich metropoliach i mają dostęp do "większego świata". Myślę tu o normalności, czyli teatrze, kinie, koncertach. O tym, że jak wychodząc na ulicę mija się każdego dnia tysiące ludzi, których nie znamy, a w małym mieście zna się praktycznie każdego. Ja wyjechałem wcześnie z miasta i na pewno do wszystkiego, co robiłem miałem więcej sił i energii. Nie mówiłem nigdy o karierze, karierę to miał Boniek. Ja mam przygodę z mikrofonem i bardzo lubię to robić.
Dlaczego zdecydowałeś się zarabiać na życie komentując mecze, przecież byłeś znakomicie zapowiadającym się skrzypkiem?
Znakomicie to może nie(śmiech). Słuch miałem bardzo dobry, talent chyba też, natomiast za bardzo lubiłem sport, a za mało ćwiczyłem na skrzypcach i byłem zbyt leniwy. Zdałem sobie sprawę w pewnym momencie swojego życia, że Niccolo Paganinim nie będę, ani nawet nie będę grał drugich skrzypiec w filharmonii. Stwierdziłem, że szkoda czasu i trzeba brać się za inne rzeczy. Rekreacyjnie jeszcze grałem, ale od 10 lat nie trzymałem instrumentu w ręce.
A z nauką też szło ci tak opornie?
W moim domu rodzinnym fajne było to, że wychowywaliśmy się luźno, ale z zasadami. Nigdy rodzice nie wymagali od nas, żebym miał piątki ze wszystkich przedmiotów. Chodziło o to, żeby z tych przedmiotów, z którymi wiązałem przyszłość, żeby nie być średnim, dobrym czy nawet bardzo dobrym, ale celującym, po prostu najlepszym! Ja wiedziałem, że ani fizyką, chemią, ani matematyką nigdy nie będę się zajmował, więc miałem mierny z tych przedmiotów. Nigdy mnie to nie interesowało i nikt mnie nie zmuszał, żebym się tego uczył.
W takim razie, kiedy najlepszy komentator w kraju będzie mógł się pochwalić dyplomem zawodowego dziennikarza?
Nigdy (śmiech).Studiuje już 12 lat. Najpierw biznes w Nowym Sączu, później dziennikarstwo. Jak sobie przypominam, mieliśmy fajny rocznik siedziałem z Jackiem Jońcą z TVP. Chodził ze mną do grupy Czarek Kowalski, obecnie szef działu piłkarskiego w "FAKCIE". W naszej klasie była też Patrycja Redo z TVN-u. Patrząc z perspektywy czasu, to był naprawdę super rocznik.
Rocznik, który zaistniał...
Każdy z nas na swój sposób się wybił i zabłysnął w tej branży. Miło jest oglądać kolegów z ławki w telewizji.
Wszyscy ukończyli?
Niektórzy tak, niektórzy nie. Czarek też nie ukończył, od tamtego przekomarzamy się, kto jest bardziej wykształcony. Ja przerwałem na czwartym roku, a on na trzecim, także jeszcze wcześniej niż ja. Byłem na dwóch "dziekankach", kilka razy wznawiałem te studia. Później przeniosłem się do Wrocławia, ale jakoś tak zabrakło sił i motywacji. Chociaż nie ukończyłem studiów, sam wykładałem dziennikarstwo rok na Uniwersytecie Wrocławskim i muszę przyznać, że to bardzo przyjemne stawiać oceny do indeksów. Odkryłem w sobie talent pedagogiczny i nie wykluczam, że jeśli ktoś będzie miał kiedyś ochotę, że nie wrócę do tego.
Co twoim zdaniem było głównym czynnikiem, który zadecydował, że zaszedłeś w życiu tak daleko?
Powiedziałbym, że wszystko po trochu: optymizm, otwartość i wychowanie z domu, liczba podróży, możliwość obcowania z różnymi ludźmi na świecie. Wychowywałem się w czasie, kiedy w tym kraju był jeszcze komunizm. Jak gdyby w domu nauczono mnie, że nie nosiłem głowy nisko, nie byłem zestresowany, nie czułem się nigdy gorszy od mojego rówieśnika, z "normalnego świata" - Europy kapitalistycznej. Zawsze twierdziłem, że trzeba dać coś z siebie, trzeba się postarać. Dziennikarstwo to jest jeden z zawodów, w którym duże znaczenie ma talent, coś tam pewnie "Ten u góry" mi dał i trzeba to wykorzystać! Najgorsze co może zrobić człowiek to nie wykorzystać talentu. Nie to, że ma słabości, że zgrzeszy, że zrobi coś niezgodnego z tym jak się powinien zachowywać, tylko z tym jak sam, świadomie zmarnuje swój to, co dostał od Bozi.
Jakie rady dałbyś młodym adeptom dziennikarstwa by odnieść sukces na tym rynku?
Jeśli czują, że mają talent i wierzą, że tak ma wyglądać ich życie, niech się nie poddają. Trzeba iść do przodu, czytać książki, nie tylko sportowe, chodzić do teatru i do kina. Dlaczego dzisiaj dziennikarstwo sportowe stoi na tak niskim poziomie? Dlatego, że trafiają najczęściej do zawodu młodzi ludzie, którzy są wychowani na "Przeglądzie Sportowym" i dwóch innych gazetach. Żeby dziś w tym zawodzie zaistnieć, ale nie tylko, żeby zobaczyć swoje nazwisko pod artykułem w gazecie, człowiek musi zbudować własną osobowość i własną wartość. Chodzi o to, żeby mieć swoje zainteresowania pozasportowe, bo wtedy można mieć parabolę, do czegoś się odnieść, znaleźć odpowiednik do tego, co się w życiu robi. Zawsze mówię, że cenię młodych ludzi, którzy mają pasje. Niech jeden zbiera znaczki, drugi kolekcjonuje motyle, trzeci niech zajmuje się historią powszechną, a czwarty czymś innym, ale niech będą w tym najlepsi. Nie dobrzy, nie dostateczni, ale najlepsi!
Szybkie samochody, piękne kobiety, sztuka, co jeszcze pasjonuje najbardziej znanego komentatora w kraju?
Ludzie, którzy mają pasje, z którymi się nie nudzą i z którymi miło można spędzić czas. Kiedyś lubiłem również łowić. Niedługo jedziemy do Piotra Świerczewskiego na łódkę i tam może coś połapiemy. Obecnie najbardziej pochłaniają mnie podróże. W zeszłym roku z Bożydarem Iwanowem wybraliśmy się do Miami i Portoryko. Zimą chcemy polecieć do Argentyny, pójdziemy na dwa mecze, chciałbym zobaczyć derby w Buenos Aires nigdy nie byłem jeszcze na La Bomboniera. Później popłyniemy statkiem do Montevideo, a potem na wakacje do Brazylii.
Rzeczywiście jesteś takim poliglotą, że przeglądanie najważniejszych europejskich tytułów piłkarskich nie sprawia Ci najmniejszego problemu?
To nie tak, że opanowałem tyle języków. Wydaje mi się, że po angielsku mówię nieźle, rosyjsku też nie najgorzej. Gazety sportowe mają specyficzny język, co ułatwia zrozumienie. Czasami jak mam problemy, szczególnie przy długich wywiadach, korzystam z pomocy życzliwych ludzi. Jak nie rozumiem czegoś po niemiecku dzwonie do Romana Kołtonia, po włosku do Bońka, po hiszpańsku do Kowalczyka albo Trzeciaka.
W jednym z wywiadów wyraziłeś chęć założenia agencji komentatorów. Czy te plany są nadal aktualne?
Bardzo bym chciał, ale kontrakty ze stacjami są tak sformułowane, że nie pozwalają być wolnym graczem. Realia są jednak takie, że telewizje chcą mieć własne twarze i to by chyba nie przeszło.
U was w Polsacie jest zacięta rywalizacja, kto będzie komentował najważniejszy mecz?
Nie, nie ma rywalizacji. Tak jak w drużynie wiadomo, kto przed meczem ma strzelać karne...Istnieją pewne niepisane zasady i przez to nie ma jakiejś zazdrości. Kiedy przychodziłem do Polsatu, podpisałem umowę, że będę komentował najważniejsze mecze. Kiedy będę wiedział, że mój czas jako komentatora minął, nie będę się ścigał z młodzieżą i dam szansę innym. Niedawno przyszedł do nas Marcin Feddek, który w TVP czuł się niedowartościowany, prowadzi teraz sam programy i ma szanse wykazania się.
Jak to wszystko wygląda od środka?
Niesamowicie mocne światła i bardzo dużo kabli. Nie ma atmosfery przytulności czy domu. Pierwszy raz przed mikrofonem człowiekowi wydaje się, że jest mocny, że ma opanowany stres brakuje jednak doświadczenia. Często przed programem nie wszystko jest przygotowane i na 30 sekund przed wejściem na antenę idzie dużo mięsa. Nagle słyszysz 3,2,1 i już jesteś sam. Masz świadomość, że z drugiej strony są ludzie, ale nikt ci już nie pomoże.
Słyszałeś powiedzenie: "Komentator to niespełniony piłkarz, a piłkarz to niespełniony człowiek"? Też miałeś aspiracje, by zostać sławnym piłkarzem?
Jak byłem młody, bardzo młody i chodziłem do szkoły muzycznej, tata nie pozwolił zapisać mi się do klubu. W domu zawsze była mała wojna, gdyż nikt poza mną nie interesował się sportem. Ślęczałem godzinami na podwórku, ale musze powiedzieć, że byłem w reprezentacji szkoły i to nie tylko w piłce nożnej. Nieźle grałem w ręczną, kosza oraz siatkówkę. O ile w podstawówce nie było widać w ogóle żadnej różnicy, to w liceum już dostawaliśmy lanie od tych, którzy regularnie trenują. Kiedy graliśmy na dużej płycie, brakowało nie tyle zdrowia, co zwykłej techniki.
Twój styl bycia budzi u niektórych kontrowersje. Odwaga oraz śmiałość pomagają ci w życiu czy wręcz odwrotnie?
Odwaga oczywiście mi pomaga. A czy budzę kontrowersję to mnie już nie obchodzi. Żelu używam właściwie od dzieciństwa, chociaż ostatnio przerzuciłem się na glinkę. To, że mnie ktoś nie zna i ocenia tylko po tym, że nosze skórę i ciemne okulary, to tylko źle świadczy o tym człowieku.
Niektórzy zarzucają ci stronniczość. Kiedy komentujesz mecze z udziałem np. Realu Madryt widać, że kibicujesz Królewskim. Czy zawodowy dziennikarz może pozwolić sobie na otwartą sympatię dla którejś z drużyn?
Nie powinien, ale jeśli występuje drużyna grająca najpiękniejszą piłkę na świecie... Mam słabość do Realu i Milanu, ale mam równocześnie do nich żal, za ten sezon.
Komu kibicowałeś więc w tegorocznym finale LM?
Jerzemu Dudkowi! Jest znakomitym bramkarzem a do tego skromnym i miłym człowiekiem. Chciałem, żeby to on uniósł w górę Puchar Europy.
Przejęzyczenia oraz błędy językowe są wliczone w ten zawód. Pamiętasz swoją największa gafę?
Staram się dość mocno kontrolować, wobec tego nie robię zbyt wielu błędów. Pamiętam jednak swoja największą wpadkę. Przez błąd kierownika produkcji, za szybko weszliśmy na antenę, a ja o tym nie wiedziałem i poszło trochę łaciny podwórkowej.
Czy wychwalanie na wizji pewnych piłkarzy - Twoich przyjaciół nie czyni ciebie mniej wiarygodnym?
To ostatnie pokolenie, które potrafiło grać w piłkę w tym kraju, reszta to śmieszna piłka. Jeśli drużyna, w której jest 3 reprezentantów kraju, a 6 młodzieżówki zdobywa 9 punktów w 12 meczach to chyba jest coś nie tak. Niedawno na kolacji z Grzegorzem Mielcarskim, zaproponowałem, by stworzyć drużynę składająca się z zawodników powyżej 32 lat: Majdan - Stolarczyk, Węgrzyn albo Gęsior, Kłos, Skrzypek- Świerczewski, Rocki, Iwan, Kucharski- Reiss, Kryszałowicz i oni będą walczyć o Mistrzostwo Polski. W takim miejscu znajduje się teraz polska piłka. W żadnym normalnym kraju plebiscytów na najlepszego piłkarza nie wygrywa bramkarz. Dzisiaj w polskiej lidze jest może 30 zawodników, którzy potrafią kopnąć piłkę lewą i prawą nogą. Poziom ligi drastycznie spadł w ostatnim czasie.
Prócz przeglądania specjalistycznej prasy, przygotowujesz się do meczu w inny sposób?
Właściwie nie przygotowuje się w jakiś wyszukany sposób. Dzwonie do paru zaprzyjaźnionych piłkarzy, by zdobyć jakieś ciekawostki. Staram się, chociaż nie zawsze wychodzi, przygotować się do meczu jak piłkarz. Dzień wcześniej wyłączam telefon idę wcześniej spać. Rano wstaję, śniadanko, gazetka, potem lekki obiad i ucinam sobie znów mała drzemkę.
Boks to druga po piłce sportowa miłość Mateusza Borka?
Jest to ważna sprawa dla mnie. W Dębicy dumą miasta jest Iglopol, który 3 razy wywalczył Mistrzostwo Polski. W niedziele zawsze na 10 szedłem do kościoła, a potem na mecz bokserski. Kiedyś to była poważna liga, pamiętam jak jeszcze Gołota walczył. Zadawałem się z córkami pięściarzy, ojciec mojego kolegi był szefem sekcji, zawsze, więc miałem bilety przy samym ringu.
Co będzie, kiedy o twoich sportowych miłościach już nie powiesz na wizji? Co będzie, gdy zabraknie ciebie na antenie? Włoska restauracja i kwiaciarnia nadal w planach?
Restauracja będzie może już gotowa w październiku. Mam nadzieję, że pomogą koledzy i będę ich zapraszał na spotkania z kibicami. Będziemy dyskutować o sporcie i nie tylko. Mamy parę pomysłów na tę knajpę, sądzę wiec, że interes wypali. Na razie chcemy otworzyć jedną, potem może będzie to sieć. Szukamy jeszcze tylko nazwy.
Może Bernabeu?
Wtedy to bym całkowicie stracił na wiarygodności (śmiech).
Był Eurosport, później Canal +, a teraz jak wierny małżonek pozostajesz w Polsacie Sport. Masz jeszcze jakieś pomysły na dziennikarstwo w tej stacji?
Mam i to bardzo dużo, ale nie mogę wszystkich zrealizować. Nie zawsze jest wsparcie finansowe, a telewizja to droga zabawka i dużo kosztuje. Można zrobić program studyjny z 3 kamerami, który kosztuje 5 tys zł albo w plenerze z 15 kamerami za 100 tys zł i ktoś za to musi zapłacić, a stacja musi na siebie zarabiać. Czasami wolimy kupić jakiś dobry mecz niż wydać na produkcje audycji - widowiska sportowe przyciągają największą widownie.
"Grają wszyscy, ale na końcu zawsze wygrywa Wisła". Czy nie uważasz, że to nieco zmienione powiedzenie jest doskonałym odzwierciedleniem Ekstraklasy?
Myślę, że to się wkrótce skończy. Odejdzie z klubu Żurawski, kontraktu nie przedłuży Cantoro, jeśli jeszcze z Wisłą rozstanie się Fankowski to skończy się panowanie "Białej Gwiazdy". Najdobitniej pokazał to przegrany mecz z Lechem. Choć w rezerwowym składzie, ekipa z Majdanem, Kozerą czy Brożkiem powinna grać w Polsce o miejsce 3-4 a tymczasem spotkanie powinno się zakończyć wynikiem 8:2 dla Kolejorza. To pokazuje, że jak nie ma kilku podstawowych graczy ten zespół jest prawie bezwartościowy.
Liverpool i Porto udowodniły, że ani pieniądze ani ilość gwiazd w zespole nie są najważniejsze w futbolu. Co więc ma decydujący wpływ na osiąganie sukcesów?
Nie można tak mówić, bo przecież budżet Porto to 100 mln euro, a Liverpoolu chyba jeszcze większy.
Ale to są przecież śmieszne pieniądze w porównaniu do tego, czym dysponuje Real lub Chelsea.
Faktycznie mają znaczną przewagę finansową nad tymi drużynami. "The Reds" stracili dwa lata z Houlier, wprawdzie wywalczył Puchar UEFA, ale później jego pomysł na drużynę się wyczerpał. Liverpool dziś to jest trener, Benitez to jest pragmatyk, człowiek, który, ma takie pojęcie o piłce jak mało kto. Dla mnie wraz z Mourinho, Hiddinkiem to absolutna światowa czołówka.
Komentowałeś już 5 finałów Ligi Mistrzów, który z nich uważasz za najbardziej ekscytujący?
Z polskiego punktu widzenia ten z Jurkiem Dudkiem, no bo człowiek oglądał trochę sercem, a trochę rozumem jak Polak gra. Natomiast, jeśli chodzi o aspekty czysto piłkarskie, to podobał mi się mecz Milan - Juve.
A która z aren finału zrobiła na Tobie największe wrażenie?
Byłem zachwycony Hampden Park w Glasgow. Przypomina mi mój ukochany San Siro. Stadio Giuseppe Meazza ma swój specyficzny klimat i to szczególnie z dziennikarskiego punktu widzenia, bo stanowiska komentatorskie ustawione są pomiędzy ludźmi, przez co jeszcze bardziej można poczuć atmosferę wielkiego widowiska.
Ostatnio głośno wokół polskich sędziów i to niestety z niechlubnego powodu. Czyja to wina, że mecze w polskiej lidze są ustawiane?
Wszystkich! Wina sędziów, działaczy, piłkarzy i trenerów. Jeśli w społeczeństwie jest przyzwolenie na łapówkarstwo, a urzędnicy są skorumpowani, również w piłce dochodzi do sprzedaży meczów.
W takim razie, jeśli wszyscy o tym wiedzieli, dlaczego tak późno wyszło na jaw?
Komunizm w tym kraju też musiał być 50 lat, by ludzie zrozumieli, że to nie jest dobry system. Tak samo jest z piłką. Ludzie, którzy płacili, kontrolowali wszystko, ci, którym płacono "sędziowali". Oni wybierali prezesa, który z kolei wybierał kwalifikatora, a ten wyznaczał arbitrów. I to było zamknięte koło, ale dzisiaj widać, że ludzie dojrzewają, zdają sobie sprawę, że jest to biznes i to się musi finansować. Jeśli będzie to jedno wielkie oszustwo to nikt na dłuższą metę nie będzie chciał tego prezesować i to się skończy, a sytuacja normalnieje.
Polska wraz z Ukrainą starają się o organizacje Mistrzostw Europy 2012. Czy nie sądzisz, że z taka infrastrukturą narażamy się na śmieszność, patrząc chociażby na obiekty naszych zachodnich sąsiadów?
Pewnie te lepsze mecze byłyby na Ukrainie, tam zaplecze jest dużo lepsze. Jeśli ktoś był kiedyś w Doniecku lub Kijowie i widział jak znakomita jest tam baza treningowa- czapki z głowy. Myślę, że to jest pomysł z serii "z motyką na słońce", ale z drugiej strony wielu krajom dzięki organizacji dużej imprezy np. Portugalii przez Mistrzostwa Europy to pomogło. Dostaje się pieniądze od rządu, dofinansowania z Unii Europejskiej, do tego dochodzą środki z UEFA i FIFA. Nawet, jeśli turniej jest "taki sobie", to zostają w kraju autostrady, hotele oraz piękne stadiony, co chyba jest najważniejsze.
Jan Tomaszewski zwykł mawiać: "Polska drużyna to Dudek, Krzynówek, Żurawski i osiem koszulek". Analizując wyniki biało-czerwonych w eliminacjach do mundialu w Niemczech można odnieść jednak całkiem inne wrażenie.
Gramy skutecznie, mamy 18 punktów, nie narzekajmy na razie na przeciwników grupowych. Zobaczymy jak nasza jedenastka zagra w starciu z "normalnymi drużynami ", najpierw z Anglią a potem, miejmy nadzieje, na Mistrzostwach Świata, bo nie mam wątpliwości, że ta drużyna awansuje.
Nawiązując do Weltmeisterschaft 2006, czy Polsat nabył prawo do transmisji Mistrzostw?
Nie, Polska jest ostatnim krajem, który jeszcze nie ma praw.
Powiedział Pan, że jak w reprezentacji zabraknie Krzyżówka, Żurawskiego i innych doświadczonych to koniec z reprezentacją. Jakie są więc nasz szanse w eliminacjach np. za 10 lat.
Czarno to widzę. Może coś będzie z Mili, Brożka, Boruca czy Dudki, a dalej to ciężko. Oglądałem niedawno dwa mecze młodzieżówki i jakbym miał polecić kogoś do pierwszej drużyny to miałbym problem. W 1993 futbol stał na trochę wyższym poziomie, a w kadrze Andrzeja Strejlaua grało 6 piłkarzy po 20 lat i oni już wtedy byli lepsi od swoich starszych kolegów.
Jerzy Engel twierdził, że, "selekcja była prosta" okazało się niestety, że zbyt prosta. Co powinien zrobić Paweł Janas, by nie powielić błędów swojego poprzednika?
Na pewno nie powinien mówić, że grupa piłkarzy w reprezentacji jest już zamknięta. Wydaje mi się, że nawet, jeśli selekcjoner ma w głowie skład ekipy na mundial nie powinien mówić tego głośno. Wiadomo, że jest kilku pewniaków, ale na kilku pozycjach walka powinna trwać do samego końca. Lepiej trzymać kandydatów w niepewności, gdyż zwiększa to ich motywację do pracy. Mam nadzieję, że Paweł nie powtórzy zgrupowania Jerzego Engela w Niemczech, gdzie nie było indywidualizacji treningu i tak samo trenowali zawodnicy, którzy grali cały sezon i ci, którzy przez większość czasu grzali ławę w swoich klubach.
Relacje z Korei pokazywały sielankę w kadrze. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna.
Polacy czują się zawsze lepsi od innych. Tylko, na jakiej podstawie? Na 4 stadionach podgrzewana murawa, w piłkę nie gra się przez 7 miesięcy w roku, a my chcemy być mistrzem świata.
Wracając do Mistrzostw. Konflikt z Dariuszem Szpakowskim zażegnany?
Gdzieś tam się starliśmy. Po meczu z USA podaliśmy sobie jednak ręce. Czasami podczas rozgrywek Ligi Mistrzów, mamy stanowiska obok siebie. Jemy często razem kolacje czy idziemy na drinka.
Nadal utrzymujesz znajomości z tą piękną Filipinką - Karminą, którą poznałeś na MŚ?
Rozmawiałem z nią jakieś 2 miesiące temu. Teraz mieszka w Tokio. Utrzymujemy teraz tylko koleżeńskie stosunki. W końcu trzeba mieć jakieś wspomnienia z Mundialu (śmiech).