Stambuł, 25.05.2005, godz. 20:40
AC Milan
3:3 (3:3, 3:0), k. 2:3
FC Liverpool

P. Maldini (1), H. Crespo (39, 44) - S. Gerrard (54), V. Smicer (56), X. Alonso (60)
Widzów: 68000
Sędziował: Manuel Enrique Mejuto Gonzalez (Hiszpania)
Milan: Dida - Cafu, Stam, Nesta, Maldini - Gattuso (112 Rui Costa), Pirlo, Seedorf (86 Serginho), Kaka - Crespo (85 Tomasson), Szewczenko
Liverpool: Dudek - Finnan (46 Hamann), Carragher

, Hyypia, Traore - Luis Garcia, Gerrard, Xabi Alonso, Riise - Kewell (23 Smicer), Baros

(85 Cisse)
Liverpool z Pucharem Europy!
Wielki mecz Dudka
Wspaniałą reklamę futbolowi zrobili uczestnicy środowego finału. Była to jedna z najbardziej dramatycznych batalii o zwycięstwo w Lidze Mistrzów, która obfitowała w piękne bramki, szybkie akcje i mnóstwo emocji do samego końca. Co cieszy jeszcze bardziej, bohaterem meczu okrzyknięto Jerzego Dudka, który popisał się kilkoma świetnymi interwencjami i obronił dwa rzuty karne. Tym samym bramkarz Liverpoolu został trzecim Polakiem w historii, po Zbigniewie Bońku i Józefie Młynarczyku, który sięgnął po najważniejsze klubowe trofeum w Europie. Miejmy nadzieję, że Dudek swoją postawą udowodnił wszystkim, iż zasługuje na miejsce w angielskiej drużynie.
Faworytem finału w Stambule bez wątpienia był AC Milan. Tak wynikało z prognoz większości ekspertów, kibiców i bukmacherów. Na przykład angielski William Hill w przypadku wygranej mediolańczyków miał wypłacić jedynie 53 pensy, zaś w przypadku zwycięstwa Liverpoolu prawie półtora funta. Nic dziwnego, bowiem Włosi mają jeden z najsilniejszych składów na świecie, właściwie na każdej pozycji gra u nich gwiazda wielkiego formatu. Do tego podopieczni Carlo Ancelotti'ego są niezwykle doświadczeni i mecze o najwyższą stawkę to dla nich codzienność. Inaczej jest z Liverpoolem - Anglicy opierają swą siłę głównie na ambicji, taktyce i doskonałym przygotowaniu fizycznym. Jedyną gwiazdą w zespole Beniteza jest charyzmatyczny Steven Gerrard, zaś pozostali gracze nie imponują umiejętnościami. Jednak jedenastka Liverpoolu tworzy trudny do powstrzymania kolektyw, znakomicie poukładany i umotywowany przez hiszpańskiego trenera, o czym we wcześniejszych rundach przekonał się m.in. Juventus czy Chelsea. Jak się okazało w Stambule, również Milan nie potrafił sobie poradzić z walecznymi Wyspiarzami, choć po pierwszej połowie był już niemal pewny triumfu.
Finał rozpoczął się od natarcia Włochów, którzy objęli prowadzenie już w 1. minucie. Kompletnie niepilnowany Paolo Maldini ładnie uderzył piłkę zagraną z rzutu wolnego przez Pirlo i nie dał najmniejszych szans Dudkowi. Anglicy stali przez chwilę nieruchomo ze zwieszonymi głowami, gdyż chyba w najczarniejszych snach nie zakładali utraty gola przed upływem 60 sekund. Warto również dodać, że była to najszybciej zdobyta bramka w historii finałów Pucharu Europy. Liverpool dość szybko stanął na nogi i poukładał grę, ale nie potrafił przedrzeć się przez szczelną defensywę "Rossonerich". Za to Włosi groźnie kontratakowali - w 29. minucie Szewczenko technicznym strzałem podwyższył na 2:0, lecz sędzia słusznie nie uznał tego gola, gdyż Ukrainiec był na spalonym. Dziesięć minut później były napastnik Dynama Kijów dostał już idealne podanie od Brazylijczyka Kaki, pociągnął z piłką kilkanaście metrów do przodu i idealnie obsłużył Hernana Crespo, który z najbliższej odległości wpakował futbolówkę do siatki. Milanowi zrewanżować się próbował zwłaszcza Luis Garcia, ale jego uderzenia z dystansu były niecelne i Dida pozostawał bezrobotny. Pełne ręce roboty miał za to Jerzy Dudek, który kilka razy udanie interweniował, jednak tuż przed końcem pierwszej połowy nie miał nic do powiedzenia przy przepięknym, technicznym strzale Crespo, który uwolnił się spod opieki obrońców po przechwycie i znakomitym podaniu Kaki. Zawodnicy Milanu schodzili do szatni niemal pewni zwycięstwa i trudno im się dziwić - prowadzili 3:0, dłużej utrzymywali się przy piłce, stwarzali sporo okazji strzeleckich, a do tego wyśmienicie prezentował się duet Kaka - Crespo. Jednak, jak pokazała druga połowa, w futbolu wszystko się może zdarzyć.
Jeszcze przez kilka minut po powrocie na murawę Milan miał przewagę, ale strzał Szewczenki z rzutu wolnego, znakomicie wybroniony przez Dudka, był ich ostatnim zrywem w regulaminowym czasie gry. Potem Liverpool przez sześć minut nie pozwolił Włochom wyjść z ich połowy, przeprowadził trzy groźne akcje i doprowadził do wyrównania. Najpierw lewym skrzydłem przedarł się Riise i za drugim podejściem idealnie dośrodkował na głowę Stevena Gerrarda, który ładnym strzałem głową nie dał szans Didzie. Obrońcy drugiej drużyny Serie A kompletnie zlekceważyli wrzutkę norweskiego pomocnika i zostali srogo ukarani. Nie minęło 120 sekund, a Anglicy zdobyli kontaktowego gola - rezerwowy Vladimir Smicer, który zmienił kontuzjowanego Kewella już na początku spotkania, popisał się kąśliwym uderzeniem zza pola karnego i piłka znalazła się w bramce nieco źle ustawionego Didy. Cztery minuty później brazylijski bramkarz po raz trzeci musiał wyciągać futbolówkę z siatki - z rzutu karnego, podyktowanego za faul na Gerrardzie, na raty pokonał go Xabi Alonso. To był nokaut, podopieczni Beniteza w ciągu kilku minut zdołali doprowadzić do wyrównania i zmazali plamę na swoim honorze za fatalną pierwszą połowę. Włosi nie wiedzieli co się dzieje, a trener Ancelotti załamywał ręce, jak można było zmarnować trzybramkową zaliczkę. W 70. minucie jeden z nielicznych błędów w tym spotkaniu popełnił Jerzy Dudek, ale na szczęście stojący na linii bramkowej Djimi Traore wybił piłkę po strzale Szewczenki. Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry, Milan miał szansę skopiować wyczyn z drugiego meczu półfinałowego z PSV, lecz Stam niecelnie "główkował" po centrze Kaki. O wszystkim miała więc rozstrzygnąć dogrywka lub rzuty karne.
W dodatkowym czasie gry inicjatywę odzyskali Włosi, którzy mieli dwie stuprocentowe okazje strzeleckie. W 100. minucie, po dalekim podaniu z głębi pola, w znakomitej sytuacji znalazłby się Tomasson, ale Duńczykowi zabrakło centymetrów, aby zdążyć do piłki. Natomiast na kilkadziesiąt sekund przed końcem dogrywki dwoma kapitalnymi interwencjami popisał się Jerzy Dudek, który dwukrotnie zatrzymał Szewczenkę. Za drugim razem to był niemal cud, gdyż Ukrainiec dobijał z ok. półtora metra, lecz trafił wprost w wyciągnięte ręce naszego rodaka. Widać było, że po tej obronie Dudek zyskał pewność siebie i w serii rzutów karnych, która zbliżała się nieuchronnie, będzie miał dużo do powiedzenia. Tak też się stało - Polak przed każdym strzałem podawał piłkę zawodnikowi Milanu, patrzył mu prosto w oczy, a gdy już stał na linii próbował dekoncentrować rywala dziwnymi ruchami. Ten "taniec" zyskał już miano przeboju, a serwis internetowy BBC Sport pokusił się nawet o sparodiowanie wyczynów bramkarza Liverpoolu, co można zobaczyć pod tym adresem http://news.bbc.co.uk/sport1/hi/photo_galleries/4583457.stm. Wracając do konkursu jedenastek - w pierwszej kolejce fatalnie spudłował Serginho, zaś Didę bez problemu pokonał Hamann i Anglicy objęli prowadzenie. Milan nie wykorzystał również drugiego karnego - uderzenie Pirlo wspaniale obronił Dudek, za to Djibril Cisse podwyższył na 2:0 dla "The Reds". Chwilę później wreszcie trafił zawodnik "Rossonerich" - Jon Dahl Tomasson, natomiast Johna Arne Riise powstrzymał Dida i Milan przegrywał już tylko różnicą jednego gola. Po czwartej kolejce nic się nie zmieniło, gdyż trafił zarówno Kaka, jak i Smicer. Za to w ostatniej serii intencje Andrija Szewczenki znakomicie wyczuł Dudek, który rzucił się w prawy róg, ale "zostawił" rękę na środku bramki, dzięki czemu jego Liverpool sięgnął po swój piąty Puchar Europy.
Radości w szeregach Anglików na w Stambule nie było końca. Każdy z graczy Liverpoolu chciał wziąć w swoje ręce puchar i wyściskać naszego bramkarza, który w największym stopniu przyczynił się do triumfu "The Reds". Równie wesoło było po powrocie piłkarzy na Wyspy - w Liverpoolu przywitało ich ponad ćwierć miliona fanów, zaś feta trwała do białego rana. Cieszyli się także kibice na całym świecie, bowiem tak wspaniałego finału dawno nie było. Nie bez znaczenia jest również fakt, że na porażce Milanu można się było nieźle obłowić u bukmacherów, a niektórzy szczęśliwcy stawiali na Liverpool nawet w czasie przerwy, kiedy współczynnik wynosił 100 do 1! Firmy bukmacherskie z całego świata już przyznały, że poniosły ogormne straty. Dobry nastrój mąci jedynie fakt, że wciąż nie wiadomo, czy podopieczni Beniteza będą mogli bronić tytułu najlepszej drużyny klubowej w Europie, ale Anglicy pozostają dobrej myśli, gdyż włodarze UEFA są po ich stronie. Natomiast my w Polsce drżymy o los Jerzego Dudka na Anfield Road, lecz miejmy nadzieję, że hiszpański trener jeszcze zmieni zdanie i wreszcie przekona się do naszego bramkarza. Po takim finale warto przynajmniej dać mu szansę.