Lizbona, 18.05.2005, godz. 20:40
  Sporting Lizbona

1:3 (1:0)

  CSKA Moskwa



Rogerio (28) - A. Bieriezucki (57), Żirkow (66), Vagner Love (75)
Widzów: 47000
Sędziował: Graham Poll (Anglia)
Sporting: Ricardo - Rogerio (80 Doula), Beto, Enakarhire, Miguel Garcia - Bartosa , Moutinho (88 Viana), Rochemback, Tello - Liedson, Sa Pinto (72 Niculae)
CSKA: Akinfiejew - W. Bieriezucki, Ignaszewicz, A.Bieriezucki, Odiah - Ałdonin (86 Gusiew), Carvalho (82 Semberas), Rahimić, Żirkow - Vagner Love, Olić (67 Krasić)

Historyczny sukces CSKA

Faworytem środowego finału Pucharu UEFA, zwanego "pucharem pocieszenia", z pewnością był Sporting Lizbona. Portugalczycy grali na własnym stadionie, we wcześniejszych rundach prezentowali ciekawszy futbol i trenuje ich znakomity Jose Peseiro, kreowany już przez niektórych na następcę słynnego Mourinho. Co więcej, ich przeciwnicy nie wygrali jeszcze na wyjeździe w tym sezonie w europejskich pucharach. Wszystkie przewidywania i założenia wzięły jednak w łeb w ciągu 20 minut drugiej połowy, kiedy to CSKA strzeliło trzy bramki i zapewniło sobie historyczny triumf.

Pojedynek, zgodnie z przewidywaniami, rozpoczął się od zdecydowanego szturmu gospodarzy. Jednak ich strzały były przeważnie bardzo niecelne, a Rosjanie z minuty na minutę stawali się coraz groźniejsi. Przebojowymi rajdami wykazywał się zwłaszcza Olić, lecz praktycznie za każdym razem był "łapany" na spalonym. Gra toczyła się w szybkim tempie i kibice na trybunach nie mogli narzekać na nudę. Ich nastroje poprawiły się jeszcze w 28. minucie, kiedy to Rogerio popisał się wprost genialnym strzałem zza pola karnego i umieścił piłkę w samym "okienku" bramki strzeżonej przez Akinfiejewa. Tuż przed przerwą Portugalczycy powinni podwyższyć na 2:0, ale żaden z nich nie zdołał wepchnąć futbolówki do siatki po doskonałym zagraniu Sa Pinto. Chwilę po wznowieniu gry po przerwie znów doskonałą okazję mieli gospodarze, jednak Brazylijczyk Liedson nie zachował wystarczająco dużo zimnej krwi. Kilka minut później głupi błąd popełnił Akinfiejew, który złapał piłkę w ręce po podaniu od jednego ze swoich partnerów, jednak zawodnicy Sportingu źle rozegrali stały fragment gry i nic z tego nie wynikło.

Niewykorzystane sytuacje zemściły się na podopiecznych Jose Pereiro w 57. minucie - do piłki zagranej z rzutu wolnego najwyżej wyskoczył Alieksiej Bieriezucki i "główką" po koźle pokonał zdezorientowanego Ricardo. Niespełna dziesięć minut później stadion imienia Jose Alvalade kompletnie umilkł, bowiem CSKA, płaskim uderzeniem między nogami bramkarza, na prowadzenie wyprowadził Żirkow. Był to dopiero trzeci strzał Rosjan w tym spotkaniu, a już zdobyli dwa gole. Chwilę później wyrównać powinien Rogerio, jednak w ogromnym zamieszaniu w polu karnym Akinfiejewa nie trafił w piłkę.

Sporting mógł wyrównać, ale zamiast tego stracił trzecią bramkę - Carvalho po szybkiej kontrze idealnie obsłużył niepilnowanego Vagnera Love, który wykorzystał bierną postawę Ricardo i z bliska wpakował futbolówkę do pustej bramki. Portugalczycy byli na kolanach i nie podnieśli się już do końca. Losy spotkania próbował jeszcze odwrócić rezerwowy Niculae, lecz jego wysiłki spełzły na niczym. Na trybunach panowała grobowa cisza, tylko sektor zajmowany przez nieco ponad 2 tys. przybyszów z Moskwy rozbrzmiewał radosnymi śpiewami.

CSKA Moskwa zostało pierwszym rosyjskim zespołem w historii, który zdobył Puchar UEFA. Drużyna Walerego Gazzajewa zagrała niesłychanie skuteczny futbol, co wystarczyło na niezorganizowany w obronie Sporting. W Moskwie zapanowała euforia, piłkarze zwycięskiej ekipy zostali nawet zaproszeni do rezydencji prezydenta Putina, a jedna z ulic w stolicy Południowej Osetii będzie nosić nazwę od nazwiska ich trenera. Ucieszył się pewnie nawet sam Roman Abramowicz, który hojnie wspiera moskiewską drużynę. Czyżby ten sukces CSKA był zwiastunem marszu rosyjskich klubów ku najważniejszym trofeom? Czas pokaże.

Zdaniem trenerów:

Walery Gazzajew (CSKA): To wielki sukces rosyjskiego futbolu. Mam nadzieję, że będzie on zaczątkiem kolejnych osiągnięć piłkarskich w naszym kraju. Sporting grał na własnym stadionie i zaatakował. My musieliśmy się w pierwszej części spotkania bronić. Po pierwszej połowie doszliśmy do wniosku, że jeżeli mamy przegrać, to przegramy z honorem. Po zmianie stron pokazaliśmy jednak świetny i skuteczny futbol. W drugiej połowie widzieliście prawdziwe oblicze CSKA.

Jose Peseiro (Sporting): To najmocniejszy przeciwnik, z jakim przyszło nam się zmierzyć w tym sezonie. Znaliśmy ich możliwości, szczególnie umiejętności gry z kontrataku. W pierwszej połowie kontrolowaliśmy wydarzenia na boisku. W drugiej zabrakło nam trochę szczęścia. Puchar trafił w godne ręce.