Robiono ze mnie gwiazdę

Nieczęsto się zdarza, by w tak młodym wieku piłkarz był zatrważająco popularny. Gazety pisały o nim już prawie wszystko, jak mówi nam piłkarz, nie zawsze były to rzetelne informacje. Z Maciejem Korzymem rozmawialiśmy w dniu jego 17. urodzin. Od razu padło pytanie, czy zawodnik szykuje z tej okazji jakieś przyjęcie. - Nie, będzie spokojnie - rozwiał wszelkie obiekcje młody napastnik. To chyba dobrze, że ta melodia przyszłości koncentruje się na grze w piłkę, a nie zabawach z kieliszkiem w ręce.

Marcin Piechota: Na co liczyłeś zasilając warszawski klub?

- Prawdę mówiąc, nie liczyłem, że zadebiutuję w tym roku. Nie przychodziłem z myślą, aby od razu grać, raczej miałem na celu naukę od starszych zawodników i myślę, że teraz będę dostawał więcej szans - mówi nam skromnie Maciej Korzym, napastnik Legii Warszawa, wielka nadzieja polskiej piłki.

Na oficjalnym serwisie internetowy klubu z Łazienkowskiej - www.legia.pl - pojawiła się ostatnio pewna ankieta. Respondenci opowiadali się za lub przeciw twoim ewentualnym występom w pierwszym zespole Legii. W chwili obecnej (stan na 3 maja br.) 70% kibiców trzyma twoją stronę. Co w takim razie mógłbyś wnieść do zespołu?

- Wiadomo, skład ustala trener. Każdy ma swoje atuty, każdy mógłby coś wnieść do zespołu. Jestem jeszcze młody, ale myślę, że dałbym radę. Mam jednak jeszcze czas.

Występujesz w kadrze U-18 u boku między innymi Filipa Burkhardta. Czy między największymi gwiazdkami kadry, czyli tobą i nim, dochodzi do wytężonej rywalizacji?

- Nie, dlaczego? Jesteśmy jednymi z lepszych kolegów. Obaj zaliczyliśmy już debiut w pierwszej lidze, ale żadnej rywalizacji nie ma. Trzymamy się razem. Gramy swoje.

Jeśli piłkarz w tak młodym wieku podpisuje zawodowy kontrakt z pierwszoligowym klubem, to często woda sodowa uderza mu do głowy...

- To pytanie nie do mnie (śmiech). Mnie jeszcze nie uderzyła.

Atmosfera w klubie po ostatnich wynikach drużyny musi być, delikatnie mówiąc, daleka od ideału. Co się dzieje z zespołem, który nie tak dawno deptał po piętach krakowskiej Wiśle?

- Graliśmy od początku dobrze, wszystko szło. Ale wiadomo, że kiedyś musi przyjść osłabienie, nie można grać cały czas tak samo dobrze. Słabszy okres przychodzi, ale wszystko wraca do normy.

Legia pozyskała w zimowym oknie transferowym kolejnego napastnika, Dariusza Zjawińskiego, co nie było wodą na Twój młyn...

- Darek to środkowy napastnik, ja bardziej gram z lewej strony. Ten transfer mi nie zaszkodził, a w dodatku poznałem nowego kolegę.

Był taki okres, w którym pisano o tobie w naszym kraju nie mniej niż o perypetiach rodziny Beckham w Angli. Jak znosiłeś taki szum wobec swojej osoby?

- Z początku to było fajne. Im później tym gorzej. Pisano głupoty na mój temat. Robiono ze mnie gwiazdę. Cieszę się, że teraz mam spokój.

zdjęcia: www.legia.net