Siedem meczów klubu ze stolicy Dolnego Śląska wystarczyło, aby dymisji doprosił się ówczesny szkoleniowiec, Ryszard Tarasiewicz. Mimo że wrocławski klub nie grał źle, nie wygrywał, a to, pomimo sympatii w środowisku, nie pozwoliło popularnemu "Tarasiowi" dłużej utrzymać stołka. Siedem meczów i aż pięć porażek przelało czarę goryczy. Wtedy zarząd Śląska zdecydował się na jeden z najlepszych ruchów transferowych w ostatnim czasie. Zwolniony trzy miesiące wcześniej z Cracovii Kraków Orest Lenczyk zameldował się w klubie, a następne wydarzenia były dla wszystkich kibiców klubu z Oporowskiej spełnieniem najśmielszych marzeń.
Potencjał ludzki ten sam, jednak widać było wielki kunszt trenerski doświadczonego już szkoleniowca. Już w debiucie Lenczyk zanotował z nowym zespołem bezbramkowy remis na arcytrudnym terenie w Krakowie, w meczu z Wisłą. Styl nie zmienił się diametralnie, jednak wreszcie na koncie klubu z Wrocławia pojawiły się punkty. Kolejne dwa mecze to kolejne remisy, które dawały nadzieję na zajęcie przyzwoitego miejsca w środku stawki, choć zapowiedzi przedsezonowe były dużo bardziej ambitne.
Po remisie w Krakowie Śląsk postanowił osiągnąć takie same wyniki z Poloniami - Bytom i Warszawa. Mecz 11. kolejki można przyjąć za kluczowy w całym sezonie, wtedy właśnie prowadzony przez Oresta Lenczyka klub wygrał bowiem spotkanie derbowe z Zagłębiem Lubin, i to aż 3:1. Był to punkt zwrotny, podopieczni urodzonego w Sanoku szkoleniowca nie przegrali bowiem kolejnych dziesięciu meczów ligowych, notując bardzo efektowne zwycięstwa. Na pewno każdy kibic pamięta wysoką wygraną z Górnikiem 4:0 czy okraszony pięknymi bramkami z obu stron triumf nad Legią w Warszawie.
Wydawało się, że przerwana passa bez porażki może namieszać w szykach wrocławskiego klubu, jednak nic bardziej mylnego. Lenczyk nie ugiął się presji mediów, kiedy po porażce na własnym obiekcie w 22. kolejce z Koroną Kielce Śląsk wygrał z Wisłą 2:0. Po tym meczu charyzmatyczny trener nawiązał do finału Pucharu Króla, pomiędzy Barceloną a Realem, wygranym przez "Królewskich". - Po obejrzeniu pięknego meczu Real - Barcelona postanowiłem, że skoro Mourinho może wstawić do bramki autobus, to my możemy wstawić przegubowiec - żartował po meczu.
Wygrana z "Białą Gwiazdą" była kolejnym krokiem w stronę wicemistrzostwa, pomimo w zasadzie jednej wpadki. Do końca rozgrywek Śląsk zdążył wygrać drugi raz w tym sezonie w derbach z Zagłębiem Lubin, a także podnieść się po klęsce w pierwszej połowie z PGE GKS-em Bełchatów. Kibice zespołu prowadzonego przez Lenczyka poczuli już zapach pucharów unoszący się nad stolicą Dolnego Śląska, jednak te opary rozwiała nieco wpadka w Zabrzu, gdzie WKS przegrał z Górnikiem 1:3. Przy ogromnym ścisku w tabeli gracze z Oporowskiej momentalnie spadli z drugiego miejsca na czwarte, a kibice zostali brutalnie sprowadzeni na ziemię.
Praca Lenczyka została zwieńczona dwoma wygranymi w końcówce sezonu, a także niedyspozycją bezpośrednich rywali, o czym i tak nikt za kilka lat pamiętał nie będzie. Orest Lenczyk zalicza więc kolejny znakomity sezon w swojej karierze, potwierdzając wysoką klasę. Cztery lata wystarczyły, aby po święceniu sukcesów w Bełchatowie (wicemistrzostwo Polski w sezonie 2006/2007) doświadczony trener dorobił się kolejnego tytułu, tym razem w innym województwie. Sympatycy Śląska drżeli po zakończonym sezonie o przyszłość szkoleniowca, który unikał jak ognia rozmów na temat podpisania nowego kontraktu. Mimo wszystko obydwie strony doszły do porozumienia i Lenczyk pozostanie na dłużej we Wrocławiu, prowadząc Śląsk w pucharach, na nowym stadionie.