Wójcik: Kadra nie dla lalusiów

Franciszek Smuda jest ostatnio regularnie poddawany fali krytyki. Do tego stopnia, że w mediach przewija się temat... utraty posady przez obecnego selekcjonera. Główne zarzuty to przede wszystkim pomijanie przy powołaniach zawodników charakternych, stanowiących o sile zespołu nie tylko na boisku, ale też w szatni. I właśnie o tym porozmawialiśmy z Januszem Wójcikiem, byłym selekcjonerem reprezentacji Polski, który - bądź co bądź - na krnąbrnych zawodnikach zjadł już zęby.

W prasie przewijały się ostatnio doniesienia o zwolnieniu Franciszka Smudy po ewentualnych porażkach z Argentyną i Francją. To dobry pomysł?

Jeśli to prawda, to trochę drżę, tym bardziej że w tych meczach będzie dość wysoko zawieszona poprzeczka... Trudno sobie wyobrazić, żeby nasza reprezentacja dała sobie radę po zmianie trenera...

Fakty są jednak takie, że kadra nie wypracowała sobie jeszcze stylu i - poza paroma wyjątkami - trudno tak naprawdę wskazać trzon zespołu...

Smuda ma koncepcję. Inna sprawa, że zbyt dużo nie widać jej na boisku. Ale nie powinno być tak, że dwa mecze decydują o tym, nad czym trener pracuje już jakiś czas. Już od dawna było widać, że reprezentacja nie zachwyca. Ale czy zwolnienie trenera to słuszna decyzja? To byłoby dość ryzykowne. Każda zmiana na stanowisku szkoleniowca może przynieść dwa skutki - pozytywny i negatywny. A poza tym, kto na jego miejsce?

Kandydatów jest kilku, chociażby trener Lenczyk czy Probierz.

Tak, to dobrzy trenerzy. Ale prowadzenie reprezentacji to nie jest prowadzenie klubu. Wiedzą o tym tylko ci, którzy mieli okazję to robić. Przekonał się o tym także trener Smuda. Bardzo palił się do tej roboty, no, ale to nie jest praca szkoleniowca, ale selekcjonera. Ci trenerzy, których Pan wymienił, wcale nie muszą sobie poradzić w reprezentacji. Musieliby całkowicie zmienić swój warsztat pracy. Oni przecież nie mieli żadnego doświadczenia z reprezentacjami, choćby młodzieżowymi.

No, ale z sukcesami prowadzą swoje zespoły w lidze.

Owszem, nie neguję tego. Ich drużyny całkiem nieźle poczynały sobie w Ekstraklasie. Ale - niestety, trzeba o tym powiedzieć, zresztą każdy o tym dokładnie wie - nasza liga jest na tyle słaba, że nie jest żadnym wyznacznikiem umiejętności trenerskich. Nie mamy drużyny, która zagrałaby na wyższym poziomie europejskim. Trenera można zmienić, ale wątpię, by gra reprezentacji uległa jakiejś zmianie.

Przyjmijmy hipotetycznie, że to Pan zostaje trenerem reprezentacji. Którą trójkę piłkarzy pan wybiera: Boruc, Żewłakow, Małecki czy Sandomierski, Glik, Pawłowski?

Nie jestem zwolennikiem kreowania takich afer, na czym cierpią wizerunki naszych piłkarzy. Przecież wszyscy odsunięci od kadry to świetni zawodnicy! Takie sprawy powinno się załatwiać we własnym gronie. Błędem jest podawanie informacji o atmosferze w kadrze do opinii publicznej. Zresztą to wszystko jest wyolbrzymione, te wydarzenia to i tak nic wielkiego...

Smudę stać na rezygnowanie z takich piłkarzy?

Małecki to w tej chwili jeden z najbardziej wyróżniających się piłkarzy naszej ligi. Trener, prowadząc drużynę narodową, musi zmienić punkt widzenia o sto osiemdziesiąt stopni. Musi patrzeć także na względy charakterologiczne. I trochę go rozumiem, widocznie nie pasuje do jego koncepcji.

Natomiast w reprezentacji powinni grać piłkarze, wyróżniający się w polskiej lidze, tacy jak Małecki. A trener szuka zawodników, którzy nie łapią się do składów swoich zagranicznych drużyn... To muszą być piłkarze ograni, będący w rytmie meczowym, w dobrej formie fizycznej. I jadąc na kadrę, powinni postępować według starej zasady - jak się nie umie grać, trzeba umieć walczyć. Trzeba wybiegać mecz. A u nas czasami wygląda tak - nie dość, że słaba gra to i biegać się nie chce. A tu trzeba, niestety...

Teraz na kadrę przyjechał amerykański trener od przygotowania fizycznego. Ale proszę pomyśleć, czy w tak krótkim czasie jest w stanie coś poprawić? Zawodnicy fizycznie przygotowują się w klubach. Piłkarz zawsze wytrzyma kondycyjnie reprezentacyjny mecz, jeśli gra w swoim klubie. A poza tym, jeśli już zatrudniać taką osobę, niech to będzie Polak. Naprawdę, mamy w kraju paru zdolnych ludzi, nie trzeba nikogo sprowadzać z zagranicy...

Jak Pan jako trener uważa, która drużyna lepiej funkcjonuje? Ta złożona z mocnych charakterów, z grupy facetów, spośród których każdy ma coś do powiedzenia czy zbieranina takich grzecznych, dobrze ułożonych chłopców?

Od zawsze jestem zwolennikiem ludzi charakternych. Jeśli charakter przejawia się w szatni, widać go także na boisku. Jeśli się nie jest wybitnym piłkarzem, co nie jest żadnym grzechem, zawsze procentuje charakter, wola walki.

Pan chyba najlepiej może o tym wiedzieć. Reprezentacja olimpijska, którą Pan prowadził, a także seniorska kadra, to zbiór trudnych charakterów. Chociażby Wojciech Kowalczyk... Tam wszyscy mieli coś do powiedzenia w szatni.

I dobrze. Zawsze lubiłem pracować z takimi zawodnikami. Lubię zawodników z charakterem, nie lalusiów. Tamci piłkarze pokazywali swoje temperamenty w szatni, na treningach, co przekładało się na wyniki. Dlatego drużyna powinna być umiejętnie dobierana. Nie powinny być brane pod uwagę jedynie względy czysto piłkarskie, ale też charakterologiczne. Jeśli w reprezentacji są sami grzeczni chłopcy, wszystko wychodzi na boisku. Każdy piłkarz powinien mieć świadomość, że reprezentuje Polskę. U tamtych zawodników było widać serce do gry.

Więcej zdjęć na www.bialoczerwoni.com.pl