Trenerze, na pewno nie można być zadowolonym z tego meczu, a przede wszystkim z wyniku...
Nie jesteśmy już od dawna zadowoleni, bo nie można być, kiedy drużyna przegrywa i remisuje, proszę mi wierzyć, że te wyniki też mnie nie satysfakcjonują, tak jak zawodników. Chcieli pograć o zwycięstwo, ale nie wyszło.
To co się stało?
Nie można odmówić zawodnikom zaangażowania i walki, bo to było, naprawdę. W głupi sposób straciliśmy bramki, wszyscy widzieliśmy, jak to było... Mamy jakiegoś strasznego pecha, dodatkowo bardzo poważnej kontuzji doznał Krzysztof Pilarz, to co się dzieje, jest nie do wiary.
Nie żałuje Pan ustawienia, w którym zespół wyszedł na mecz?
Stracone bramki nie wynikały z ustawienia, myślę, że dzięki niemu zaskoczyliśmy Polonię i objęliśmy prowadzenie, a gole przeciwnika wynikały z błędów indywidualnych. Trzy piłki w pole karne i trzy bramki, to nie jest wina ustawienia, bo nawet jakbyśmy grali dziesięcioma obrońcami, to nie uniknęlibyśmy tego.
Prostopadła piłka Sobiecha do Mierzejewskiego to chyba jednak błąd ustawienia, a trzecia bramka to błąd Pawła Golańskiego, bo tak doświadczoy obrońca nie powinien chyba grać w siatkówkę we własnym polu karnym?
Trudno mi dokładnie ocenić sytuację, nie widziałem jeszcze powtórek, być może go pchnięto... Natomiast jeśli była ręka, to powinien być karny i takie zagranie oczywiście nie ma prawa się przydarzać.
A za szeroko ustawieni stoperzy przy golu Mierzejewskiego?
Jeśli tak było, to był to błąd ustawienia.
Mówi Pan, że stracone bramki to nie wina ustawienia, ale zespół nie stwarzał sobie, poza jedynym zdobytym golem, sytuacji bramkowych...
Faktycznie, sytuacji było mało.
Jak to poprawić?
Mamy tyle kontuzji i urazów, wielu zawodników wypada ze składu za kartki, więc mamy bardzo duży problem. Zestawienie jedenastki na mecz z Wisłą będzie bardzo trudne.
Miał Pan dosłownie i w przenośni podcięte skrzydła, bo Korona właściwie nimi nie grała...
Brakowało zawodników na bokach, ponieważ kontuzjowani są Sander Puri i Maciek Korzym, dlatego zdecydowałem się na ustawienie 4-3-3. Mamy czterech nominalnych napastników, więc wobec kontuzji w drugiej linii nie mogliśmy sobie pozwolić, żeby dwóch grało, a dwóch siedziało na ławce. Można było od początku wystawić na skrzydłach Lisowskiego i Sobolewskiego, ale nie podjęliśmy takiej decyzji i teraz nie ma się już co nad tym rozwodzić.
W wyjściowym ustawieniu trenowaliśmy cały tydzień poprzedzający mecz i moim zdaniem nie zaprezentowaliśmy się aż tak źle. Myślałem natomiast, że będziemy stwarzać więcej sytuacji, a tych było za mało. Ale jeśli strzela się gola w drugiej minucie, nie można tak szybko bramki stracić. Mieliśmy spory potencjał i jeśli korzystny wynik utrzymałby się do przerwy, to później gralibyśmy już spokojniej i można byłoby ten mecz wygrać.
To już kolejny mecz, w którym pierwsze minuty układają się po naszej myśli, a potem przychodzi rozprężenie...
Byliśmy naprawdę zmobilizowani, zespół dobrze zaczął, ale później ktoś się zagubi, czy źle ustawi i tracimy bramkę. Analizujemy i rozmawiamy o błędach, natomiast czemu one się powtarzają - nie wiem.
Czemu nie zdecydował się pan wystawić Jakuba Bąka? Wydawałoby się, że skoro nie ma innego prawoskrzydłowego, byłaby to dobra okazja by zadebiutował...
Widzimy, że młodzi zawodnicy często popełniają błędy, Kuba wystąpił dwadzieścia kilka minut w spotkaniu kadry juniorskiej i nie miał udanego wejścia w mecz. Wystawienie go byłoby dużym ryzykiem. Ja ryzyko podejmuję nawet zmianą ustawienia, a desygnowanie do gry tak młodego zawodnika, choć byłoby dla niego fajną przygodą, byłoby zbyt ryzykowne. Chcieliśmy wygrać ten mecz i dlatego zdecydowałem się na wystawienie doświadczonych piłkarzy. Kolejny przykład - Piotrek Malarczyk - jest chwalony i gra dobrze w reprezentacjach, ale liga weryfikuje te wszystkie rzeczy.
Ale doświadczeni piłkarze też się błędów nie ustrzegli...
Owszem, ale ja nikogo nie obwiniam, przegraliśmy jako zespół i trzeba przyjąć porażkę na klatę.
A co z utykającym pod koniec meczu Pawłem Sobolewskim?
Prawdopodobnie to tylko stłuczenie.