Milan nadal liderem

Końca dobiegło ostatnie spotkanie 21. kolejki Serie A. Obyło się w nim bez niespodzianki, faworyzowany Milan uporał się ze znajdującą się w strefie spadkowej Ceseną. Antybohaterem spotkania został Maximiliano Pellegrino, który trafieniem samobójczym przesądził o losach spotkania.

Faworyta spotkania na San Siro nie trzeba było długo szukać. Większość ekspertów kandydata do zwycięstwa w tym starciu upatrywała w zawodnikach Milanu. Podopieczni Massimiliano Allegriego mieli świetną okazję, by umocnić się na prowadzeniu w tabeli i utrzymać czteropunktową stratę nad goniącym ich Napoli. Jednak Cesena wcale nie zamierzała być chłopcem do bicia i zapowiadała twardą walkę od początku.

W pierwszych minutach różnica klas w teoretycznej sile obu drużyn nie była za bardzo widoczna. Oba zespoły grały dobrze i uważnie. Co ciekawe, jako pierwsi bramce rywali zagrozili przyjezdni. Już w trzeciej minucie na bramkę Abbietiego uderzał Malonga. 60 sekund później w rewanżu Antoniolego zaskoczyć próbował Thiago Silva, a chwilę potem Ambrosini. Żaden z tych strzałów nie znalazł jednak drogi do siatki. Z czasem jednak, ku wielkiemu zaskoczeniu mediolańskich kibiców, przewagę zaczęła osiągać Cesena. Przyjezdni częściej organizowali akcje ofensywne, a aktywnością wśród nich imponował Malonga, który do 20. minuty w sumie trzy razy starał się zaskoczyć golkipera "Rossonerich". Swoich szans, na nieszczęście dla siebie, nie wykorzystali również Scholetto i Budan.

W 23. minucie defensywa miejscowych została osłabiona. Z powodu kontuzji boisko opuścić musiał Nesta. Fakt ten nieoczekiwanie wpłynął motywująco na poczynania formacji ofensywnych lidera Serie A. Sporej ochoty do gry nabrał Robinho, który zmarnował dwie szanse na pokonanie Antoniolego. Nie trafił również Ibrahimović, a Cassano złapany został na spalonym. Cesena nie pozostawała dłużna. Najpierw spudłował Scholetto, a potem przed utratą bramki "Rossonerich" uratował Thiago Silva. Im bliżej końca pierwszej połowy, tym więcej sympatycy futbolu zgromadzeni na San Siro obserwowali niecelnych strzałów. Chybiali Cassano, Robinho i Parolo. Jednak w ostatniej minucie tej części meczu piłka znalazła drogę do siatki. Antybohaterem akcji okazał się Maximiliano Pellegrino, który pokonał własnego bramkarza. Wynik ustalony przez niego utrzymał się do przerwy.

Trener Ceseny musiał mieć sporo pretensji do swoich piłkarzy. Nie dziwił więc fakt, że po wznowieniu gry wytrzymał tylko osiem minut, zanim zdecydował się na zmiany. Boisko opuścili Scholetto i Budan, by ustąpić miejsca Sammarco i Bogdaniemu. Tymczasem zdecydowana przewaga była po stronie Milanu. Zawodnicy Allegriego dominowali, lecz nie potrafili po raz wtóry umieścić piłki w siatce. Wśród "Rossonerich" pudłowali Ambrosini oraz dwukrotnie Ibrahimović. Po krótkiej przerwie związanej z kontuzją Ceccarellego odważniej zaczęła sobie poczynać Cesena. Do sytuacji strzeleckich doszli Caserta i Parolo, lecz ich uderzenia minęły bramkę Abbiatiego. Tym samym zrewanżował się Thiago Silva, a chwilę później zablokowany został Cassano.

Pod koniec spotkań Milan praktycznie nie wypuszczał przeciwnika z własnej połowy. Szczególnie wśród gospodarzy uaktywnił się Robinho. Były gracz Realu Madryt w tej części gry wyrażał sporo chęci na pokonanie Antoniolego. Niemiłosiernie jednak chybiał. Odpowiedzieć na to próbował Sammarco, ale i jemu zabrakło skuteczności. Chwilę po tym kolejną znakomitą okazję na bramkę zmarnował Robinho. Rezultat dopiero w ostatniej minucie gry udało się podwyższyć Zlatanowi Ibrahimoviciowi, który zaliczył w ten sposób swoje dwunaste trafienie w sezonie. Ostatecznie Milan, choć skromnie, pokonał skazywaną na pożarcie Cesenę 2:0. 



Juventus traci kontakt z czołówką

Zakończyły się popołudniowe mecze Serie A. Polscy kibice mogli podziwiać udział swoich rodaków, lecz ich drużyny nie popisały się. Źle wypadł również Juventus, który w spotkaniu z Sampdorią odnotował bezbramkowy remis.

Sampdoria - Juventus

Dla trenera Juventusu, Luigiego Del Nerego, było to sentymentalne spotkanie. Szkoleniowiec w zeszłym sezonie doprowadził Sampdorię do czwartego miejsca w Serie A. Sam mecz był bardzo zacięty. Sędzia wielokrotnie sięgał po żółte kartki. Najczęściej, aby pokazać je zawodnikom Juventusu. "Stara Dama" miała sporo sytuacji podbramkowych. Najgoręcej pod bramką Sampdorii zrobiło się w ostatnich minutach. Swoje szanse mieli Amauri oraz Del Piero, ale na wysokości zadania stanął Curci. Gospodarze mogli ten mecz wygrać, gdyby Giampaolo Pazzini zachował więcej zimnej krwi w sytuacjach podbramkowych. Mecz był wyrównany, czego odzwierciedleniem jest sprawiedliwy remis.

Bologna - Lazio

Gospodarze w tym sezonie zostali ukarani odjęciem trzech punktów za niepłacenie podatku dochodowego. Z tego względu każde punkty są dla nich na wagę złota. Mecz z Lazio rozpoczął się bardzo źle. Już w 5. minucie Sergio Floccari dał stołecznej drużynie prowadzenie. Bologna odpowiedziała dwoma ciosami pomiędzy 36. a 39. minutą. Trafienia zaliczyli Ramirez oraz Di Vaio. Jeszcze napastnik w ostatniej minucie zdobył gola, który dobił rzymian. Zatem Lazio nie zdołało zrehabilitować się za porażkę w Pucharze Włoch.

Fiorentina - Lecce

Lecce chciało udowodnić, że jest drużyną bardzo ambitną. W poprzednich kolejkach zdołało pokonać Lazio oraz urwać punkty Milanowi. Dziś wszystko toczyło się po myśli gości. W 29. minucie Di Michele zdobył pierwszą bramkę w meczu. Wynik mógł się zmienić, gdyby ten sam zawodnik w 41. minucie wykorzystał rzut karny. Piłka po uderzeniu Di Michele oznakowała słupek. Dziesięć minut po przerwie Fiorentina doprowadziła do remisu. Strzelcem bramki został niezawodny Gilardino. Wynik do końca się nie zmienił i znów Lecce sprawiło dużą niespodziankę.

Bari - Napoli

Kamil Glik znów dostał szansę od trenera Ventury, ale Polak nie był w stanie powstrzymać latynoskiego duetu napastników z Napoli. W 38. minucie swoją pierwszą ligową bramkę od października zdobył Lavezzi. Na trzy minuty przed końcem dzieła zniszczenia dokonał Cavani. Już wtedy Bari grało w dziesiątkę, gdyż w 67. minucie Pairisi obejrzał czerwoną kartkę. Sytuacja gospodarzy w lidze robi się bardzo dramatyczna.

Chievo - Genoa

Spotkanie drużyn prezentujących najmniej efektowny futbol nie mogło zakończyć się innym wynikiem, jak bezbramkowy remis. Gra była bardzo zacięta. Sędzia musiał nawet sięgnąć po czerwony kartonik. Obejrzał do Cesar w 68. minucie. Remis żadnej z drużyn nie może satysfakcjonować.