Chelsea znowu bez trzech punktów

Chelsea, mimo przewagi własnego boiska, nie potrafiła przełamać fatalnej passy i zremisowała z Evertonem 1:1. Podopieczni Carlo Ancelottiego już od czterech spotkań nie potrafią wywalczyć kompletu punktów.

Chelsea od trzech spotkań nie potrafiła zdobyć trzech punktów. Po porażkach z Sunderlandem oraz Birmingham i remisie z Newcastle, "The Blues" gościli na własnym stadionie Everton. Podopieczni  Davida Moyesa nie zachwycili w ostatniej kolejce i przegrali z beniaminkiem z West Bromwich aż 1:4.

Od pierwszych minut spotkanie było toczone pod dyktando gospodarzy, którzy koniecznie chcieli udowodnić swoim kibicom, że kryzys mają już za sobą i znowu wrócili na zwycięską drogę. Zespół z zachodniego Londynu najczęściej atakował prawą stroną boiska za sprawą Jose Bosingwy, który dośrodkowaniami w polu karnym szukał kolegów z boiska. 

W 12. minucie formę Tima Howarda chciał sprawdzić Nicolas Anelka, jednak jego strzał był bardzo niecelny. Kwadrans później gospodarze mogli objąć prowadzenie, najpierw strzał Johna Terry'ego wybili obrońcy, jednak tak niefortunnie, że kapitan znowu znalazł się przy piłce i sprytnym lobem chciał pokonać golkipera Evertonu, jednak piłka odbiła się poprzeczki. 

W 35. minucie swoją okazję mieli goście, Seamus Coleman wstrzelił piłkę w pole karne, jednak Tim Cahill nie zdołał dobrze opanować piłki i stracił ją. 120 sekund później Salomon Kalou był niepilnowany po rzucie rożnym, jednak jego strzał głową był bardzo niecelny.

Nie minęło parę chwil, jak wydarzyła się najbardziej kontrowersyjna sytuacja tego spotkania. Phil Nevilla popełnił fatalny błąd i za lekko podał do Tima Howarda. Piłkę przejął Nicolas Anelka, trącił ją lekko, by minęła bramkarza, jednak Francuz zamiast ominąć golkipera, wpadł na niego. Prowadzący to spotkanie Lee Probert całe to wydarzenie zinterpretował jako faul Amerykanina i wskazał na wapno. Rzut karny pod nieobecność Franka Lamparda pewnie wykorzystał Didier Drogba.  Do przerwy wynik nie zmienił się.

Po zmianie stron tempo spotkania wyraźnie spadło. Chelsea jakby usatysfakcjonowana jednobramkowym prowadzeniem oddała całkowicie inicjatywę Evertonowi. Na efekty tego nie trzeba było długo czekać. W 60. minucie Leighton Baines dośrodkował idealnie na głowę Jacka Rodwella, jednak strzał utalentowanego Anglika uderzył w wewnętrzną część słupka i... wyszedł w pole karne. Ataki gości z każdą minutą były coraz odważniejsze, a Baines dosłownie szalał po lewej stronie boiska.

W 72. minucie Tim Cahill chciał dobiec do prostopadłej piłki, ale uprzedził go Petr Cech, Australijczyk jednak mimo tego nie cofnął nogi i poobijał czeskiego bramkarza. Te zdarzenie mocno zdenerwowało kapitana "The Blues", Johna Terry'ego, który w kilku żołnierskich słowach powiedział piłkarzowi z Liverpoolu, co myśli o takim zachowaniu.

Everton nie spuszczał z tonu i szukał okazji do wyrównania. Sztuka ta udała im się w 85. minucie, gdy Beckford strzałem głową pokonał Petra Cecha. Leighton Baines świetnie przebił się pod pole karne gospodarzy, mijając kilku zawodników w niebieskich strojach, dośrodkował piłkę w pole karne, tam najwyżej wyskoczył Tim Cahill, który podał głową do wychowanka Chelsea i ten dopełnił formalności. Stracona bramka zupełnie podcięła skrzydła Chelsea, podopieczni Carlo Ancelottiego zupełnie się pogubili i stracili pomysł na grę. Po raz kolejny "The Blues" dał się we znaki bramka Franka Lamparda. Everton zepchnął do własnej połowy zespół z zachodniego Londynu.

Sama końcówka przypominała obronę Częstochowy w wykonaniu londyńczyków. Wynik zakończył się podziałem punktów. Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando gospodarzy, zaś drugie 45 minut należało do podopiecznych Davida Moyesa.

Jeśli Manchester Unted wygra swój zaległy mecz Chelsea, to będzie tracić do lidera już cztery oczka.



Arsenal liderem Premiership

Arsenal Londyn na Emirates Stadium pokonał Fulham 2:1 w małych derbach Londynu. Obie bramki dla "Kanonierów" zdobył będący we wspaniałej dyspozycji w tym sezonie Samir Nasri. Dzięki temu zwycięstwu zespół z północnej części Londynu zasiadł na fotelu lidera Premiership.

Arsenal ostatnio świetnie spisuje się na ligowych boiskach, krocząc od zwycięstwa do zwycięstwa. Tym razem na drodze "Kanonierów" stanął rywal zza miedzy - Fulham, który liczył na wywiezienie chociaż punktu z Emirates Stadium. Jednak ich marzenia od początku spotkania boleśnie zdeptali piłkarze Arsene'a Wengera. Już w 6. minucie gospodarze mogli objąć prowadzenie, ale w pojedynku sam na sam Andrij Arszawin musiał uznać wyższość Marka Schwarzera. Arsenal z każdą minutą coraz bardziej przeważał i kwestią czasu było kiedy zostanie zdobyta pierwsza bramka.

Ta padła w 14. minucie, gdy Samir Nasri po ośmieszeniu obrońców Fulham sprytnym strzałem pokonał australijskiego bramkarza. "Kanonierzy" nie zamierzali zwalniać tempa i dalej forsowali bramkę rywala zza miedzy. Motorami akcji ofensywnych Arsenalu byli Arszawin oraz Nasri, którzy zastąpili kontuzjowanego Cesca Fabregasa.

Zepchnięte do obrony Fulham nie zamierzało tanio sprzedać  skóry i w 30. minucie doprowadzili do wyrównania. Clint Dempsey wykorzystał błąd obrońców gospodarzy i po przejęciu piłki podał do Diomansya Kamary, który pokonał Łukasza Fabiańskiego. Goście, którzy są mistrzami w urywaniu punktów faworytom, mogli prowadzić, jednak Kamara przegrał pojedynek sam na sam z polskich bramkarzem.

Po zmianie stron ponownie do ataku ruszyli gospodarze, którzy zapewne dowiedzieli się, ze ich rywal w walce o mistrzowski tytuł, czyli Chelsea, prowadzi z Evertonem i musieli wygrać ten mecz. W 57. minucie niezwykle aktywny dziś Arszawin oddał groźny strzał, jednak Schwarzer zdołał go wybronić. 

W odpowiedzi na to w 70. minucie Zoltan Gera mógł pokonać Fabiańskiego, ale jego uderzenie zdołali wybić obrońcy "Kanonierów". Pięć minut później kolejną indywidualną akcją popisał się Samir Nasri, który po raz drugi ośmieszył defensywę i bramkarza Fulham i wpakował piłkę do siatki. Fulham, które jest mistrzem gry do końca mogło doprowadzić do remisu, ale na posterunku znajdował się Łukasz Fabiański. Polski bramkarz popisał się świetną interwencją po strzele Zoltana Gery.

Arsenal po emocjonującym meczu mógł cieszyć się ze zdobycia trzech punktów. Radość w północnym Londynie jest jeszcze większa, gdyż punkt z Evertonem zgubiła Chelsea i to Arsenal dzięki derbowej wygranej nad Fulham objął fotel lidera.