Najpierw do ataku ruszyli polkowiczanie. Seria rzutów rożnych w 4. minucie nie przyniosła jednak efektu bramkowego. Po chwili szansę na strzelenie gola dla gości miał Michał Biskup, lecz jego uderzenie poszybowało obok słupka. Następnie czujność golkipera gospodarzy przetestował Gamla strzałem z dystansu, ale piłka znów wylądowała obok bramki. Górnicy odpowiedzieli akcją Grzybowskiego, która zakończyła się strzałem Piotrowskiego, ale po raz kolejny niecelnie. Po krótkim pokazie w temacie jak nie wykańczać akcji, co prezentowały obie drużyny, w końcu zobaczyliśmy celny strzał. Po akcji Smektały w roli snajpera wystąpił Bartosz Iwan, który z zimną krwią umieścił piłkę w siatce rywali.
Minęło ledwie kilka minut i Smektała miał szansę na podwyższenie wyniku spotkania na 2:0. Napastnik gliwiczan dostosował się jednak do popisów strzeleckich z pierwszych minut i w efekcie lekko uderzona piłka nie stworzyła problemów Sebastianowi Szymańskiemu.
W drugiej części spotkania Piast spokojnie kontrolował grę. Jednak w 58. minucie fatalny błąd popełnił Jan Buryan. Obrońca gliwiczan w niegroźnej sytuacji podał piłkę wprost pod nogi Mateusza Piątkowskiego, który nie miał problemu z umieszczeniem futbolówki w siatce. Ten gol podrażnił podopiecznych Marcina Brosza i kilka chwil później wynik brzmiał już 1:2. W roli głównej znów wystąpił Smektała, który wspólnie z Pietroniem rozmontował defensywę Górnika, a ten ostatni wygrał pojedynek oko w oko z golkiperem rywali i wyprowadził gości na prowadzenie.
Jednobramkowa przewaga nie zadowalało marzących o powrocie do Ekstraklasy gliwiczan, więc ich ataki nie ustawały. Na efekty trzeba było poczekać do 84. minuty, kiedy to dwójkowa akcja Biskupa z Podgórskim zakończyła się celnym trafieniem tego drugiego.
W ostatnich minutach meczu nie popisał się jeden z bohaterów spotkania, Jakub Smektała. Napastnik gliwiczan oddał strzał po gwizdku sędziego, za co został ukarany żółtą kartką. Piłkarz znalazł się już wcześniej w notesie sędziego, a więc obejrzał czerwona kartkę i musiał opuścić boisko. Na szczęście da Piasta wynik meczu nie uległ zmianie i nierozsądne zachowanie Smektały nic nie zmieniło. Piast wzbogacił się o trzy punkty i pokazał, że nie rezygnuje z walki o awans do Ekstraklasy.
Najpierw do ataku ruszyli polkowiczanie. Seria rzutów rożnych w 4. minucie nie przyniosła jednak efektu bramkowego. Po chwili szansę na strzelenie gola dla gości miał Michał Biskup, lecz jego uderzenie poszybowało obok słupka. Następnie czujność golkipera gospodarzy przetestował Gamla strzałem z dystansu, ale piłka znów wylądowała obok bramki. Górnicy odpowiedzieli akcją Grzybowskiego, która zakończyła się strzałem Piotrowskiego, ale po raz kolejny niecelnie. Po krótkim pokazie w temacie jak nie wykańczać akcji, co prezentowały obie drużyny, w końcu zobaczyliśmy celny strzał. Po akcji Smektały w roli snajpera wystąpił Bartosz Iwan, który z zimną krwią umieścił piłkę w siatce rywali.
Minęło ledwie kilka minut i Smektała miał szansę na podwyższenie wyniku spotkania na 2:0. Napastnik gliwiczan dostosował się jednak do popisów strzeleckich z pierwszych minut i w efekcie lekko uderzona piłka nie stworzyła problemów Sebastianowi Szymańskiemu.
W drugiej części spotkania Piast spokojnie kontrolował grę. Jednak w 58. minucie fatalny błąd popełnił Jan Buryan. Obrońca gliwiczan w niegroźnej sytuacji podał piłkę wprost pod nogi Mateusza Piątkowskiego, który nie miał problemu z umieszczeniem futbolówki w siatce. Ten gol podrażnił podopiecznych Marcina Brosza i kilka chwil później wynik brzmiał już 1:2. W roli głównej znów wystąpił Smektała, który wspólnie z Pietroniem rozmontował defensywę Górnika, a ten ostatni wygrał pojedynek oko w oko z golkiperem rywali i wyprowadził gości na prowadzenie.
Jednobramkowa przewaga nie zadowalało marzących o powrocie do Ekstraklasy gliwiczan, więc ich ataki nie ustawały. Na efekty trzeba było poczekać do 84. minuty, kiedy to dwójkowa akcja Biskupa z Podgórskim zakończyła się celnym trafieniem tego drugiego.
W ostatnich minutach meczu nie popisał się jeden z bohaterów spotkania, Jakub Smektała. Napastnik gliwiczan oddał strzał po gwizdku sędziego, za co został ukarany żółtą kartką. Piłkarz znalazł się już wcześniej w notesie sędziego, a więc obejrzał czerwona kartkę i musiał opuścić boisko. Na szczęście da Piasta wynik meczu nie uległ zmianie i nierozsądne zachowanie Smektały nic nie zmieniło. Piast wzbogacił się o trzy punkty i pokazał, że nie rezygnuje z walki o awans do Ekstraklasy.
Spotkanie to zaczęło się z pięciominutowym opóźnieniem. Piłkarze wybiegli w koszulkach z napisem "Gramy za darmo", by w ten sposób zaprotestować przeciwko zaległym wypłatom. W pierwszej połowie najważniejsza akcja miała miejsce w 14. minucie, kiedy strzałem głową Radosława Janukiewicza pokonał Daniel Tanżyna. W 30. minucie do śmielszych ataków przystąpili "Portowcy", lecz nie potrafili oni znaleźć sposobu na skutecznie broniącego Michała Buchalika. Przed przerwą wynik próbowali jeszcze podwyższyć Marcin Chmiest oraz Błażer Radler, jednak ich starania nie przyniosły spodziewanego efektu.
W drugiej odsłonie jako pierwsi bliscy strzelenia wyrównującego gola byli goście. W tej samej akcji Piotr Dziuba trafił głową w słupek, natomiast za chwilę wprost w bramkarza uderzył Dymkowski. Jak się okazało, ta niewykorzystana sytuacja szybko się zemściła. W 73. minucie Robert Kłos zdecydował się na rajd około 40-metrowy i płaskim strzałem umieścił piłkę w bramce. Po podwyższeniu wyniku na 2:0 zespół Odry już do samego końca kontrolował grę. Gospodarze zagrali dobre spotkanie i awansowali na siódmą lokatę. Nie udał się debiut na ławce trenerskiej Artura Płatka, nowego szkoleniowca Pogoni.