Warta do spotkania z Ruchem Radzionków przystępowała niesiona
ostatnim zwycięstwem odniesionym nad lokalnym rywalem z Gorzowa
Wielkopolskiego. W jeszcze lepszych nastrojach po poprzedniej
kolejce była ekipa "Cidrów" , która tydzień temu wygrała wysoko ze
spadkowiczem z Ekstraklasy - Piastem Gliwice. "Zieloni" przystąpili
jednak do meczu przy Bułgarskiej w osłabionym składzie - bez
kontuzjowanego Piotra Reissa, który zasiadł tylko na ławce
rezerwowych i pauzującego za kartki Zbigniewa Zakrzewskiego. Skład
Warty uszczuplił się jeszcze bardziej podczas przedmeczowej
rozgrzewki, kiedy to kontuzji doznał stoper Warty - Łukasz
Jasiński. W trybie awaryjnym zastąpił go młody Dawid
Skrzycki.
Pierwszy sygnał do natarcia "Zielonych" dał Marcin
Wojciechowski, ale jego uderzenie z ponad 20 metrów w znacznej
odległości minęło bramkę strzeżoną przez Seweryna Kiełpina. Chwilę
później w wybornej sytuacji po świetnym, prostopadłym podaniu od
Marcina Wojciechowskiego znalazł się młody napastnik Warty - Damian
Pawlak. Rudowłosy atakujący nie potrafił jednak umieścić piłki w
siatce, będąc oko w oko z Kiełpinem. Pierwszą groźną szansę dla
gości miał związany swego czasu z Poznaniem Marcin Wachowicz, ale
jego potężne uderzenie wylądowało na poprzeczce bramki Łukasza
Radlińskiego. Zdecydowanie najaktywniejszym graczem
"Zielonych" w pierwszych minutach spotkania był Marcin
Wojciechowski - to on najczęściej rozpoczynał ataki swojej drużyny,
próbował też uderzeń z dystansu, ale większość z nich spokojnie
lądowała w rękach Seweryna Kiełpina. Nieźle poczynał też sobie
Damian Pawlak, który odważnie dryblował między rywalami, jednak
wciąż nie był skuteczny pod bramką Ruchu.
Przewagę miała Warta, ale niewiele brakowało, żeby na prowadzenie,
jako pierwsi wyszli goście z Radzionkowa. W 25. minucie świetnie z
dystansu uderzał Tomasz Foszmańczyk, ale jego strzał minimalnie
minął prawy słupek siatki Radlińskiego. Chwilę przed końcem
pierwszej części gry w dobrej sytuacji przed polem karnym Warty
znalazł się Dawid Jarka, ale jego strzał trafił w jednego z
radzionkowian i nie znalazł drogi do bramki. W odpowiedzi strzałem
z dwudziestu metrów bramkę dla gospodarzy próbował zdobyć Pawlak,
ale jego strzał w bezpiecznej odległości minął lewy słupek bramki
Kiełpina. Do przerwy przy Bułgarskiej obyło się bez goli z
delikatnym wskazaniem na zespół gospodarzy, który częściej gościł
pod siatką radzionkowian.
Drugą połowę od mocnego uderzenie mogli zacząć gospodarze. Z
dwudziestu metrów uderzał Marcin Mazurek, ale piłka minimalnie
minęła bramkę Kiełpina. Co nie udało się "Zielonym" chwilę po
wznowieniu gry, udało się gościom w 54. minucie. Po dobrym dograniu
z lewego skrzydła w zamieszaniu podbramkowym najlepiej odnalazł się
Miłosz Przybecki. Mocnym uderzeniem pokonał Radlińskiego. Po celnym
strzale Przybeckiego rozpadało się nad Stadionem Miejskim w
Poznaniu. Nie przeszkodziło to graczom gości w coraz śmielszym
atakowaniu bramki Warty. Wysiłki radzionkowian przyniosły efekt w
65. minucie, kiedy pięknym strzałem z dystansu popisał się Tomasz
Foszmańczyk. Golkiper gospodarzy był w tej sytuacji bez szans.
Piłka wylądowała wtedy w samym okienku bramki.
Warta ruszyła do odrabiania strat, ale w 70. minucie dobrego
podania od Damiana Pawlaka na bramkę Dawid Skrzycki nie potrafił
zamienić. Chwilę później na murawie w miejsce Mazurka pojawił się
Piotr Reiss - to on miał na ostatnie kilkanaście minut poderwać grę
gospodarzy. Po wejściu popularnego "Reksia" to jednak Ruch, a nie
Warta, miał szansę na podwyższenie prowadzenia. W sytuacji sam na
sam z Radlińskim znalazł się Jarka, ale trafił tylko w nogi
bramkarza Warty. "Zieloni" zamierzali walczyć do ostatnich minut,
jednak ich ataki były nieporadne, a raz za razem kończyły się
groźnymi kontrami w wykonaniu gości.
Końcówka meczu przypominała już bardziej piłkarskie szachy - gracze
z Radzionkowa długo utrzymywali się przy futbolówce, rezygnując ze
zdecydowanych ataków na bramkę Radlińskiego. Ostatecznie Ruch
Radzionków pokonał Wartę 2:0 i awansuje w ligowej tabeli na 6.
lokatę. Zdecydowanie gorsza jest sytuacja podopiecznych Ryszarda
Łukasika, którzy nadal znajdują się w pobliżu strefy
spadkowej.
Na początku spotkania optyczna przewaga należała do ŁKS-u. Już w
9. minucie gospodarzom udało się wyjść na prowadzenie. Kosecki
zagrał z lewej strony w pole karne do Kujawy, który uprzedził
obrońców i skierował piłkę do siatki. Chwilę później asystujący
przy golu otwierającym wynik meczu zawodnik minimalnie chybił
strzałem głową.
Kwadrans po rozpoczęciu gry Aleksander strzelił obok
interweniującego Wyparły, lecz piłkę lecącą w kierunku bramki wybił
ofiarnie interweniujący Gieraga. W 19. minucie nic nie stanęło
jednak na przeszkodzie napastnikowi Sandecji w zdobyciu gola. Z
lewego skrzydła dośrodkował Eismann, a niepilnowany przez nikogo w
polu karnym Aleksander strzałem golą wyrównał stan meczu. W 31.
minucie mógł paść drugi gol dla ŁKS-u, ale futbolówkę z linii
bramkowej po strzale Mięciela wybił Zbozień. Więcej bramek w
pierwszej odsłonie kibice nie obejrzeli.
Druga połowa rozpoczęła się również od dużej przewagi gospodarzy.
180 sekund po wznowieniu gry po dograniu w szesnastkę Gieraga nie
trafił w piłkę, a strzał Kłusa został zablokowany przez bramkarza
Sandecji. W 54. minucie po rajdzie Klepczarka zakończonym jego
strzałem futbolówką końcami palców wybił poza boisko Kozioł.
Twierdza Kozioła została zdobyta przez ŁKS dopiero w 78. minucie
spotkania. Wspaniałym strzałem bezpośrednio z rzutu wolnego popisał
się Mączyński, dając swemu zespołowi upragnione prowadzenie.
Zaledwie 120 sekund później Kosecki został sfaulowany w polu karnym
rywali, co poskutkowało rzutem karnym. Jedenastkę na gola pewnym
uderzeniem zamienił Mowlik.
Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie.Dzięki zwycięstwu ŁKS umocnił się na pozycji lidera zaplecza Ekstraklasy.