Oglądając pierwsze minuty spotkania, trudno było dojść do wniosku, że jesteśmy świadkami meczu na szczycie I ligi. Obie ekipy długo rozgrywały piłkę w środku pola, mnożyły się niedokładne podania, nie widać było też pomysłu na rozpracowanie defensywy rywala. Z biegiem czasu obie ekipy nieco się rozkręciły. W barwach Floty aktywny był lider tabeli króla strzelców, Charles Uchenna Nwaogu, w zespole Podbeskidzia z dobrej strony pokazywał się natomiast Robert Demjan. Niewiele brakowało, żeby w 37. minucie po strzale słowackiego napastnika "Górale" objęli prowadzenie, lecz nie pierwszy raz w tym spotkaniu z dobrej strony pokazał się strzegący bramki gości Krzysztof Żukowski.
W drugiej połowie pierwsi zaatakowali podopieczni trenera Roberta Kasperczyka. Doskonałą sytuacje na zdobycie prowadzenia zmarnował Ziajka, ale chwilę później sprawdziło się popularne przysłowie: co się odwlecze, to nie uciecze. W 55. minucie spotkania piłkę na swojej połowie odzyskał Koman, następnie pomocnik gospodarzy dograł do wychodzącego na pozycję Adama Cieślińskiego, a ten minął bramkarza i umieścił piłkę w siatce.
Skromne prowadzenie nie satysfakcjonowało "Górali". Tuż po strzeleniu bramki dobrą sytuację zaprzepaścił Demjan, a chwilę później sytuacji jeden na jednego nie wykorzystał Cieśliński. Jednak w 65. minucie obrońcy Floty nie potrafili prawidłowo powstrzymać kolejnego ataku Podbeskidzia, więc posunęli się do faulu w polu karnym, co nie umknęło uwadze sędziemu. Rzut karny na bramkę zamienił Cieśliński, dla którego było to już piąte trafienie w tym sezonie.
W dalszej części meczu piłkarze Podbeskidzia spokojnie kontrolowali grę. Pewni zwycięstwa "Górale" chyba jednak zbyt szybko zaczęli się cieszyć z trzech punktów. Na trzy minuty przed końcem spotkania sędzia podyktował rzut karny dla Floty, który na bramkę zamienił Michał Ciarkowski. Dzięki tej bramce ekipa ze Świnoujścia odzyskała wiarę w zdobycie choćby jednego punktu i wszyscy się spodziewali, że teraz goście ruszą do huraganowych ataków. Tak się jednak nie stało, to Podbeskidzie chciało szybko udowodnić, że kontaktowa bramka była tylko dziełem przypadku i dekoncentracji. Tuż po tej bramce sędzia mógł podyktować kolejną "jedenastkę", tym razem dla gospodarzy, bo wydawało się, że Żukowski faulował szarżującego w polu karnym Ziajkę, jednak ostatecznie uznał, że nic nie było.
Wynik się nie zmienił do końca spotkania i ostatecznie lider umocnił się na swojej pozycji. W tej chwili Podbeskidzie ma trzy punkty przewagi nad kolejnymi w tabeli ŁKS-em Łódź i Sandecją Nowy Sącz. Flota Świnoujście po tym spotkaniu przesunęła się na czwartą pozycję w tabeli.