Pierwszy kwadrans polegał na sprawdzaniu się nawzajem obydwu zespołów. Gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska, a żadna z drużyn nie potrafiła stworzyć sobie dogodnej sytuacji do otwarcia wyniku tego spotkania. Ciekawą akcję zaprezentował Straka, który po stracie obrońców Wisły zszedł do środka na prawą nogę, po czym oddał strzał, który Pawełek zdołał obronić.
Rzut rożny wykonywany po ostatniej sytuacji okazał się wykorzystaną akcją bramkową. Kuriozalne zachowanie Pawełka przy strzale Nykiela kosztowało wiślaków bramkę, uderzenie głową zawodnika Ruchu wpadło bowiem tuż za plecami golkipera "Białej Gwiazdy". Po zdobyciu bramki Ruch próbował rozwinąć skrzydła. Wysoki pressing skutecznie przeszkadzał podopiecznym Kulawika w wyjściu z własnej połowy, a gospodarze bombardowali pole karne Mariusza Pawełka dośrodkowaniami.
Po pół godzinie gry Ruch podwyższył prowadzenie za sprawą indywidualnego rajdu Gabora Straki. Piłkarz Waldemara Fornalika wszedł pomiędzy trzech obrońców, minął ich z niewielką dozą szczęścia i końcem buta kopnął piłkę, która minęła Pawełka. Goście nie potrafili zagrozić bramce Pilarza ani przez moment, a pierwszą połowę Ruch zakończył zwycięsko i to w pełni zasłużenie.
Po zmianie stron Ruch mądrze kontrolował wydarzenia boiskowe, a Wisła szukała okazji w stałych fragmentach gry, gdyż z akcji podopieczni Kulawika nie mieli nic. Po godzinie gry niezłym strzałem z rzutu wolnego popisał się Junior Diaz, jednak piłka po jego uderzeniu poszybowała niewiele ponad bramką Pilarza.
Gracze z Krakowa starali się nieudolnie przebić się przez świetnie zorganizowaną defensywę chorzowian. Nieco ponad dziesięć minut przed końcem Dragan Paljić dośrodkował piłkę z rzutu wolnego wprost na głowę Macieja Żurawskiego. Doświadczony napastnik Wisły sprytnie musnął piłkę głową, ale jego intencje wyczuł Pilarz, odbijając futbolówkę na rzut rożny.
Gracze Waldemara Fornalika imponowali natychmiastowym przejściem ze strefy obronnej do ataku. Kilka precyzyjnych podań wystarczyło, by gospodarze znajdowali się pod bramką Pawełka, tworząc zagrożenie. Wisła nie pokazała w tym spotkaniu nic specjalnego, a Ruch w pełni zasłużenie odniósł pewne zwycięstwo.
Obie ekipy rozpoczęły mecz skoncentrowane, a ich gra była
niedokładna. W 9. minucie Korzym dośrodkował z lewego skrzydła,
Dudu nie sięgnął piłki, ale zaskoczony Gajtkowski źle przyjął
futbolówkę i szansa na zdobycie bramki została zaprzepaszczona.
Goście odpowiedzieli strzałem z dystansu Lisowskiego, który nie
sprawił większych problemów Małkowskiemu. W 18. minucie kielczanie
objęli prowadzenie. Sobolewski zagrał prostopadłą piłkę do
Niedzielana, a ten wygrał pojedynek sam na sam z Mielcarzem. Był to
jego drugi gol w drugim występie dla Korony, do której trafił w
letnim okienku transferowym.
Przewaga podopiecznych Marcina Sasala nie podlegała dyskusji,
jednak nie potrafili oni wypracować sobie dogodnych sytuacji do
podwyższenia wyniku. Łodzianie bezlitośnie wykorzystali chwilę
dekoncentracji w szeregach rywali, doprowadzając do remisu w 34.
minucie. Budka zacentrował z prawego skrzydła, Sernas oddał strzał
głową, a piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki. Dla Litwina
był to również drugi gol zdobyty w tym sezonie. Żadnej z drużyn nie
udało się wyjść na prowadzenie przed przerwą.
Na początku drugiej odsłony inicjatywa ponownie należała do
kielczan. Gra zrobiła się jednak znowu niedokładna i widowisko
straciło na atrakcyjności. W 61. minucie gospodarze zupełnie nie
atakowali łodzian, a ci wykorzystali wolną przestrzeń, strzelając
drugą bramkę. Dwójkową akcję przeprowadzili Sernas i Panka, a
pierwszy z nich popisał się precyzyjnym uderzeniem z 18
metrów.
Gospodarze byli blisko wyrównania stanu meczu w 71. minucie. Po
uderzeniu Mihajlovicia z linii pola karnego piłka otarła się o
zewnętrzną część słupka. Kilka minut później Mielcarz popisał się
świetną paradą po strzale Lecha z 20 metrów. Po kontrze w 89.
minucie Panka znalazł się w dogodnej sytuacji, ale posłał piłkę nad
poprzeczką. W doliczonym czasie gry Stano główkował wprost w środek
bramki, gdzie czekał Mielcarz. Chwilę później Sernas uderzył z
dystansu, ale Małkowski uratował swój zespół przed utratą kolejnego
gola. Wynik do końcowego gwizdka arbitra nie uległ zmianie. Korona
po raz drugi z rzędu straciła punkty, mimo jednobramkowego
prowadzenia.