Triumfuje Inter i ma wielkie szanse, aby zdobyć to elitarne trofeum. Futbol to gra błędów. Popełniają je wszyscy - trenerzy, piłkarze i sędziowie. Barcelona nie miała szczęścia. Trzecia bramka stracona we Włoszech zdobyta ze spalonego i druga bramka nieuznana przez sędziów w końcówce meczu w Barcelonie to olbrzymie straty, które trudno jest nadrobić przy w miarę wyrównanych zespołach.
Nie zmienia to faktu, że Barcelona jest za burtą tych rozgrywek i nie zagra w meczu finałowym. Finał to Bayern i Inter. Czy te zespoły stworzą widowisko? Trudno jest wyrokować. Jedno jest pewne - wymieniane jednym tchem zespoły: Real Madryt, Manchester United czy Barcelona, które miały być faworytami tych rozgrywek, będą oglądać finał na ekranach telewizorów. To niezwykła sytuacja, patrząc na inwestycje, jakie były poczynione w przypadku Realu, siłę zespołu, jaką dysponuje Barcelona, czy doświadczenie, które było po stronie Manchesteru.
Zamiast gwiazd na boisku przed meczem finałowym najwięcej będzie się mówiło o szkoleniowcach zespołów, bo oni są największymi gwiazdami meczu finałowego. Obydwaj kontrowersyjni, trudni w codziennej pracy tak dla zespołu, jak również dla właścicieli klubów, ale z wielkimi sukcesami. A może to jest właśnie ten najnowszy trend, jaki będzie przesłaniem finału Ligi Mistrzów.
Może nadchodzi czas niepokornych, kontrowersyjnych czasem niegrzecznych, ale zarazem znakomitych zawodowców, którym wybacza się wszystko, bo ich znakomitą wizytówką są osiągane wyniki. Będzie to z pewnością znakomity materiał do przemyśleń dla wszystkich, którzy zarządzają polskim futbolem klubowym.