Przed meczem Polska – Bułgaria

Już 3 marca odbędzie się towarzyskie spotkanie reprezentacji Polski z Bułgarią. Będzie to tak naprawdę pierwszy poważny sprawdzian dla „Biało-czerwonych”, odkąd funkcję selekcjonera kadry przejął Franciszek Smuda. Jako że spotkanie to będzie śledzone przez wszystkich sympatyków z niezwykłą dokładnością, warto przybliżyć nieco historię potyczek Polaków z Bułgarami, niedawne występy naszej reprezentacji oraz przeanalizować obecną sytuację.

Trochę historii, czyli jak graliśmy z Bułgarią?

Dawno, dawno temu, bo w 1939 roku mieliśmy rozegrać sparingowe spotkanie z reprezentacją Bułgarii. Z meczu ostatecznie nic nie wyszło, gdyż drużyna naszych środowych rywali bez podania przyczyny spotkanie odwołała. Następna okazja do bezpośredniego starcia między obiema ekipami nadeszła dopiero 30 lat później, kiedy to w eliminacjach do mistrzostw świata 1970, mimo wygranej m.in z Holandią, ostatecznie odpadliśmy właśnie po grze z Bułgarami. Kolejna potyczka z obecnie 30. drużyną rankingu FIFA przyszła już dwa lata później, kiedy to Polacy wywalczyli awans do finałowego turnieju igrzysk olimpijskich w Monachium. W grupie eliminacyjnej dwukrotnie mierzyli się właśnie z Bułgarią, przegrywając pierwsze spotkanie 3:1, aby w rewanżu odegrać się i zwyciężyć 3:0. Identycznym wynikiem zakończyło się spotkanie w eliminacjach do Euro 2000. W tych samych rozgrywkach z Bułgarami jeszcze raz zagraliśmy w rewanżu i wygraliśmy to spotkanie w stosunku 3:2. Miejmy nadzieję, że jest to dobry prognostyk przed środowym spotkaniem w Warszawie.

Ostatnio wiodło się nam fatalnie...

Z nadzieją na awans do mundialu 2010 w RPA przystępowaliśmy do eliminacji tych rozgrywek, bowiem trafiliśmy do jednej grupy z zespołami takimi, jak Czechy, Słowenia, Słowacja, Irlandia Północna czy San Marino. I choć tuż po losowaniu cieszyliśmy się z teoretycznie łatwej grupy i łatwego awansu, to rzeczywistość okazała się zdecydowanie brutalniejsza, a rywale pokazali nam nasze miejsce w szeregu, pozbawiając nas jakichkolwiek szans na awans. Ostatecznie pierwsza w naszej grupie eliminacyjnej Słowacja wyprzedziła nas aż o jedenaście punktów. Tak na dobrą sprawę powinniśmy cieszyć się, że San Marino znalazło się w grupie razem z nami, bo przynajmniej nie zajęliśmy ostatniego miejsca... Po kompromitującym występie naszych zawodników w eliminacjach drużynę na dwa ostatnie mecze przejął Stefan Majewski, który pełnił rolę trenera tymczasowego z możliwością pozostania na dłużej dzięki korzystnym wynikom osiągniętym przez reprezentację. Majewski niestety zawiódł i w dwóch meczach zdołał zaliczyć dwie porażki, kolejno z Czechami (0:2) oraz Słowacją (0:1). Jego miejsce zajął Franciszek Smuda, który do tej pory swoje umiejętności trenerskie mógł zaprezentować jedynie podczas towarzyskiego turnieju w Tajlandii, pokonując drużyny gospodarzy oraz Singapuru, a także przegrywając z Danią.

Powołania Smudy – czy zaskakują?

Bez Łukasza Piszczka i Ireneusza Jelenia zagrają w środę na Konwiktorskiej nasi reprezentanci towarzyskie spotkanie  Bułgarią, o którym głośno jest już prawie od miesiąca. Pierwsze powołania Franciszka Smudy w mojej opinii nieco zaskakują, z drugiej strony jednak cieszą, gdyż stawia on na graczy występujących na co dzień w polskiej Ekstraklasie, co z pewnością przyczyni się do rozwoju piłkarzy w naszym kraju. W bramce naszej reprezentacji ujrzymy kogoś z dwójki Tomasz Kuszczak – Sebastian Przyrowski. Zdecydowanie bardziej prawdopodobny jest wariant wystawienia w pierwszym składzie golkipera Manchesteru United, który w ostatnim czasie zachwyca swoją formą. W formacji defensywnej znalazło się miejsce dla Dariusza Dudki, Kamila Glika, Tomasza Jodłowca, Marcina Kowalczyka, Łukasza Mierzejewskiego, Macieja Sadloka oraz Michała Żewłakowa. Zdecydowanie największe pole manewru Franciszek Smuda wybrał sobie, powołując pomocników. Każdy z ośmiu zawodników prezentuje ostatnio wspaniały poziom i trudno przewidzieć, kogo ujrzymy na boisku od pierwszych minut. Powołania otrzymali: Tomasz Bandrowski, Jakub Błaszczykowski, Maciej Iwański, Radosław Majewski, Rafał Murawski, Ludovic Obraniak, Sławomir Peszko, Maciej Rybus. Kadrę uzupełniają napastnicy z naszej Ekstraklasy, czyli Dawid Nowak, Robert Lewandowski oraz Patryk Małecki.

Bułgarzy mocno osłabieni, lecz wciąż mocni

Z kadry naszych najbliższych rywali wypadli m.in. pomocnik Manchesteru City Martin Petrov oraz zawodnik holenderskiego PSV Eindhoven Stanislav Manolev. Mimo tego w kadrze prowadzonej przez Stanimira Stoiłowa nie brakuje klasowych graczy. Największa gwiazda reprezentacji Bułgarii, Dimitar Berbatov, na Konwiktorskiej z pewnością się pojawi. Oprócz niego warto wymienić zawodników takich jak Stilyan Petrov czy Ivan Ivanov. Podobnie jak u nas, tak w bramce Bułgarów ujrzymy kogoś z dwójki zawodników powołanej przez selekcjonera. Stoiłow wybierać będzie między Dimitarem Ivankovem a Nikolayem Mihaylovem. Obaj zawodnicy, wbrew opinii, stanowią mocne ogniwo swojej drużyny i są pewnym punktem formacji defensywnej Bułgarów.

Klepisko na Konwiktorskiej, ale damy radę!

Już teraz mówi się, że największym rywalem zawodników w spotkaniu na Konwiktorskiej będzie murawa. Fatalnie przygotowany stadion warszawskiej Polonii może sprawić zarówno naszym zawodnikom, jak i rywalom sporo problemów. Stan boiska uległ jeszcze pogorszeniu w ostatnią niedzielę, gdyż spotkanie ligowe rozgrywały tam drużyny Polonii i Lecha Poznań. Mimo fatalnego boiska wierzymy jednak, że Polacy wzniosą się na wyżyny swoich umiejętności i pokonają Bułgarów, a przynajmniej zaliczą udany występ, gdyż wynik w tym spotkaniu nie jest tak istotny, jak sama gra. To, jak będą się prezentować nasi gracze, zależy w dużej mierze od Franciszka Smudy, który musi poukładać zespół. Nam nie pozostaje nic innego, jak kibicować naszym rodakom i trzymać kciuki za „Biało-czerwonych”.

 

Więcej zdjęć reprezentacji na bialoczerwoni.com.pl