I bynajmniej to, co przedstawię poniżej, nigdy nie nazwę życzeniami podobnymi do tych, które składaliśmy sobie, będąc w różnym stanie, krótko po północy. Dlaczego? Ponieważ czas na pobożne życzenia dobiegł końca – i to dawno... Teraz polskiej, jak i europejskiej piłce trzeba przedstawić wręcz żądania, bo zmiany są potrzebne. I to natychmiast.
Skończyć z pośmiewiskiem
Polską piłkę trzeba zacząć zmieniać od zarodka, czyli od PZPN-u. Tyle afer, pomyłek, kompromitacji i korupcji, ile naliczyłem w ostatnim roku, nie wydarzyło się chyba nigdy. Najprościej byłoby napisać, że należy pozbyć się Grzegorza Laty i wszystkich jego „leśnych” czy właściwie już „betonowych dziadków”. Przykre jest to, że zarówno prezes związku, jak i nasz prezydent mają przeogromną wadę: brak jakiejkolwiek prezencji wśród społeczeństwa. I o ile nie chcę wymieniać tutaj wad głowy naszego państwa, bowiem wychodzę z założenia, że prezydentowi – jaki by nie był – należy się szacunek, to Grzegorz Lato jest osobą co najmniej chybioną. On, razem z Piechniczkiem, Strejlauem i Engelem muszą zrobić to, co powinni zrobić już dawno: odejść na piłkarską emeryturę. Raz na zawsze.
Jak dla mnie pomysł, by na najwyższym piłkarskim stanowisku w Polsce obsadzać byłego piłkarza, nawet najlepszego, jest bezdennie głupi. To musi być osoba sprawna… ekonomicznie, albowiem zarządza dosyć sporymi zasobami, zarówno ludzkimi, jak i pieniężnymi. Nie wiem czemu, ale dla mnie zwykły kopacz, który przez większość swojego życia zarabia na chleb, grając w piłkę, nie zawsze będzie udanym menedżerem. Uważam, że dużo więcej do powiedzenia w sprawach związkowych powinien mieć minister sportu. Tylko, że z drugiej strony widząc, jakie efekty „osiągał” pan Drzewiecki, zaczynam się w swoich tezach zapędzać w kozi róg. W każdym razie liczę, że 2010 rok przyniesie poprawę zarówno wizerunku, jak i wydajności PZPN-u czy to z Latą, czy z kimkolwiek innym siedzącym za sterami.
Zagrać w końcu dobrą piłkę
Czas do Euro 2012 zleci jak z bicza strzelił, tutaj nie ma wątpliwości. A do zrobienia jest jeszcze wiele. I nie mówię tutaj o stadionach czy drogach, bowiem wierzę, że z tym akurat nie będzie problemu (nawet w świetle wydarzeń wrocławskich). Moje troski całkowicie kieruję w stronę reprezentacji. Nie mam pojęcia, jakim Smuda będzie selekcjonerem. Trzeba mu jednak zaufać, albowiem ocenić go będzie nie sposób. „Franz” nie zagra żadnych meczów o punkty, nie wiadomo nawet, czy będzie miał renomowanych sparingpartnerów. Musi jednak na nowo odbudować mentalność naszej kadry. Trzeba nauczyć się podnosić nawet po największych niepowodzeniach, tak przecież czynią najlepsi. Głęboko wierzę, że Polacy potrafią grać dobrą i skuteczną piłkę i tego właśnie oczekuję po nich w tym nowym roku.
Zobaczyć „polską” Ligę Mistrzów
Nowa formuła Ligi Mistrzów otworzyła wręcz wrota dla mniejszych klubów, by znaleźć się w jej elitarnych szeregach i tylko „frajerzy” nie będą potrafili tego wykorzystać. Póki co, tymi nieudacznikami są wszystkie polskie kluby, na czele z Wisłą Kraków. Trzeba usunąć z pamięci Tallinn, Brugię, Bredę czy Kopenhagę. Nie mówię przy tym, by powrócić do czasu epickich bitew z Schalke czy Lazio, bowiem to też rozpamiętywanie przeszłości.
Przerwać hegemonię
Z bardziej prywatnych, lecz wciąż piłkarskich oczekiwań, chcę zakończenia dominacji tej „wielkiej czwórki” w angielskiej Premier League. Widzę, że w tym sezonie jest na to największa szansa od blisko dekady. Liverpool gra fatalnie, ogromne budżety z powodzeniem wykorzystuje Tottenham i przede wszystkim Manchester City. Do tego dochodzi Aston Villa, która jest przez wszystkich za wcześnie skreślana w walce o pierwszą czwórkę. To jest ich szansa.
Chciałbym obejrzeć również prawdziwą walkę o mistrzostwo i tutaj także są ogromne nadzieje. Po pierwszych kolejkach wydawało się, że Chelsea będzie poza zasięgiem, teraz jednak gołym okiem widać, że zarówno „The Blues”, jak i Arsenal oraz Manchester United jadą na tym samym wózku. I oby jechali na nim do samego końca sezonu.
I wreszcie, chcę nowych przepisów ograniczających ilość obcokrajowców na boisku. Ostatni przypadek, gdzie podczas meczu ligi angielskiej przecież pomiędzy Portsmouth a Arsenalem nie wystąpił żaden Anglik, jest wręcz niewyobrażalny. Czemu pomysł ze słynnym „6+5” nie doczekał się realizacji? Jeżeli Unia na to nie pozwala, to zmieńmy i ją!
Gorące mistrzostwa
A po sezonie przyjdzie czas na prawdziwe święto. A na nim chcę gorącej atmosfery i to wcale niezwiązanej z równikowym klimatem. Chcę afrykańskiego temperamentu, swobodnej, ofensywnej gry, którą na pewno zobaczymy w Pucharze Narodów, który czai się tuż za rogiem. Chcę, żeby przynajmniej raz taktyka była głęboko w poważaniu. Najwyższy czas, by postawić na radosną ofensywę i dać ludziom to, czego oni sami oczekują od piłki nożnej – emocji i rozrywki.
I naprawdę przykro mi, że mój pierwszy artykuł w tym roku to głównie plucie żółcią. Trzeba jednak wstrząsnąć tym naszym „polactwem”, zacząć walczyć, odrzucić mickiewiczowskie lamentowanie, wyrywając to, co nam się należy. Myślę, że stwierdzenie, że polska piłka sięgnęła dna wcale nie jest przesadzone. Teraz 2010 jest idealnym momentem, by od tego dna się odbić. Zróbmy to!