Do walki o udział w tych dwóch najbardziej prestiżowych turniejów reprezentacyjnych – z perspektywy drużyn narodowych w Afryce – przystąpiło 20 zespołów. Następnie zostały one podzielone na grupy od A do E, zatem w każdej mieliśmy po cztery odpowiednio wylosowane drużyny narodowe. Awans do MŚ 2010, w których to gospodarzem będzie Republika Południowej Afryki zyskiwali tylko zwycięscy swoich grup, zaś w styczniu na boiskach organizatora PNA 2010 – Angoli – zobaczymy po trzy najlepsze ekipy z każdego zestawienia. Na tym to właśnie należy obecnie się skupić.
W gronie drużyn grających w grupie A łatwo można było wytypować zdecydowanego faworyta, nie tylko do gry w PNA, lecz także do udziału w mundialu. Kamerun, bo o nim mowa, za rywali miał Gabon, Togo oraz, wydawało się najgroźniejszego konkurenta, Maroko. Inaugurująca kolejka jednak przyniosła zgoła zaskakujące rozstrzygnięcia. Główni pretendenci bowiem ulegli w swoich konfrontacjach, kolejno Kamerun na wyjeździe reprezentacji Togo, gdzie jedynego gola w meczu zdobył Emanuel Adebayor, Marokańczycy zaś przed własną publicznością skompromitowali się, ulegając 1:2 ekipie Gabonu. O tym, że zespół Mounira El Hamdaouiego może być największym po reprezentacji Samuela Eto’o pretendentem do zwycięstwa w grupie, były gracz Barcelony i spółka przekonali się w starciu obu ekip w drugiej serii spotkań. Maroko miało za co się rehabilitować, Kamerun również nie chciał zostać dłużny. To wszystko spowodowało, że mecz zakończył się bezbramkowym remisem, nikogo zresztą niezadowalającym. Przebudzenie faworyta nastąpiło w trzeciej kolejce. Niestety przebudzenie tylko jednego z nich, Kamerunu. Drużyna prowadzona przez Paula Le Guena odniosła premierowe zwycięstwo i z nieco uniesioną już głową mogła podchodzić do rewanżów. Maroko znowu zawiodło i zremisowało z Togo 0:0. Sensacyjnym liderem po pierwszej fazie spotkań była dobrze grająca drużyna Gabonu. W szeregach tej ekipy błyszczał Roguy Meye, zdobywca dwóch goli. Seria meczów rewanżowych to już pokaz Samuela Eto’o i jego kolegów. Kameruńczycy zainkasowali komplet punktów, wygrywając ostatecznie rywalizację w grupie A. W bardzo dobrych nastrojach byli również kibice w Gabonie. Ich reprezentacja zaliczyła co prawda jeszcze dwie porażki, ale zwycięstwo nad słabiutkim w tych eliminacjach Marokiem pozwoliło o jeden punkt wyprzedzić zespół Togo i wraz z drużyną Emanuela Adebayora świętować awans do turnieju w Angoli. Maroko zaliczyło natomiast klęskę, o której wszyscy w tym kraju na pewno woleliby zapomnieć.
W perspektywie udziału w mundialu w RPA grupa B miała coś z grupy śmierci. Mimo że dwie reprezentacje, które miały stanowić raczej tło dla tych najlepszych, nie liczyły się w walce o triumf, to były drużyny, które interesowało zakończenie eliminacji tylko i wyłącznie zwycięstwem. Do grona tych ekip zaliczane były bowiem Tunezja oraz Nigeria, a obok nich tabele zamykać miały i ostatecznie zamknęły: Mozambik i Kenia. Co jednak powinno być oczywiste już na wstępie, wprawiło w podziw Nigeryjczyków. Zremisowali oni 0:0 z Mozambikiem, na starcie tracąc punkty. Swoje zrobili natomiast Tunezyjczycy nie bez trudu, lecz w rezultacie ogrywając Kenijczyków 2:1. Druga seria spotkań to przebudzenie Nigerii i kontynuacja zwycięskiej passy drużyny Humberto Coelho. W ostatniej kolejce przed rewanżowymi konfrontacjami doszło to meczu na szczycie tej grupy.
Prawdziwy horror miał miejsce w trzecim zestawieniu. Algieria, Egipt, Zambia i Rwanda – to uczestnicy tej grupy. Łatwo można było zauważyć, że walkę o prymat będą toczyć tylko dwie pierwsze z wymienionych reprezentacji. Tak też się stało, lecz chyba nikt nie przypuszczał, że może być potrzebny dodatkowy mecz, by wyłonić finalistę MŚ 2010. Premierowa seria meczów, podobnie jak w poprzednich grupach, zdążyła już nas przyzwyczaić do niespodzianek. Swoje mecze zarówno Algieria, jak i Egipt zremisowali, nie mogąc się poszczycić wysoką formą. Później było już tylko lepiej. Obie ekipy szły łeb w łeb, pozostawiając na drodze pokonane zespoły Rwandy i Zambii. Nie mogło być zatem inaczej w bezpośrednich potyczkach. Na Stade Mustapha Tchaker, gdzie drużyna Algierii podejmowała Egit, padł wynik 3:1. Wydawało się, że to Algierczycy pojadą na mundial. Waleczni „Faraoni” nie zostali jednak dłużni. W rewanżu przed własną publicznością to oni triumfowali, tyle że 2:0. To wszystko sprawiło, że zmagania grupowe obie ekipy zakończyły z 13 punktami i takim samym bilansem bramkowym. Potrzebny był zatem mecz dodatkowy na neutralnym terenie. Spotkanie rozgrywane było w Sudanie, który szczęśliwym miejscem okazał się dla „Lisów Pustyni”, bowiem to oni triumfowali zdobycie przepustki na MŚ. Egipcjanie zagrają tylko w PNA, a do nich dołączą Zambijczycy, bowiem odnieśli jedno, lecz decydujące zwycięstwo – 1:0 nad Rwandą.
W przedostatniej grupie eliminacyjnej oglądaliśmy gospodarzy poprzedniej edycji PNA, reprezentację Ghany, a ponadto Sudan, a także Benin i Mali, goszczących na turnieju mistrzostw Czarnego Lądu w 2008 roku. Faworyt był jeden i faktycznie nie zawiódł. W zasadzie nie sposób było się mylić, typując, że na mundialu zobaczymy Ghanę, a do tego na PNA pojedzie Benin i Mali. Rolę „chłopca do bicia” pełniła drużyna Sudanu, gromadząc tylko honorowy punkt (remis w pierwszej kolejce z Mali). Piłkarze Milova Rajevacia zaś przez cztery spotkania przebrnęli bez utraty punktu, a także choćby jednego gola. Już wtedy zapewnili sobie miejsce na szczycie tabeli. Brak zwycięstwa w ostatnich dwóch konfrontacjach nie powinien zatem nikogo dziwić, bowiem zespół, w którym gra Michael Essien mógł sobie pozwolić na odrobinę nonszalancji. Na styczniowy turniej Pucharu Narodów Afryki pojedzie zatem Ghana, Benin oraz Mali.
W ostatniej grupie eliminacyjnej ponownie mieliśmy do czynienia ze zdecydowanym faworytem. Była nim drużyna Wybrzeża Kości Słoniowej. Tuż za ekipą, w której gra Didier Drogba, o awans już tylko do PNA batalię toczyły: Gwinea, Burkina Faso i Malawi – z wyróżnieniem tej pierwszej jako pretendenta do drugiej lokaty w grupie. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Najpierw zgodnie z planem to podopieczni Vahida Halilhodzicia błyskawicznie przebrnęli przez eliminacje w sześciu konfrontacjach, notując pięć zwycięstw przy jednym remisie! Bohaterem zespołu był nie kto inny, tylko napastnik Chelsea Londyn. Niespodzianki gościły za to na kolejnych premiowanych awansem miejscach. Wydawało się niemal pewne, iż ekipa z Gwinei bezproblemowo zajmie co najmniej trzecią lokatę. „Zdobycz” jednego zwycięstwa i pięciu porażek sprawiła, że piłkarze Titi Camary zamykali grupę E. Niewątpliwie była to ogromna niespodzianka, bowiem zespoły, które były faworyzowane w tym zestawieniu, zajęły dwa skrajne miejsca. Za Wybrzeżem Kości Słoniowej zatem uplasowała się drużyna Burkina Faso, która mogła się poszczycić na przykład dwukrotnym triumfem nad Gwineą. Trzecią i ostatnią reprezentacją tej grupy, którą zobaczymy w przyszłorocznym turnieju w Angoli, była ekipa Malawi.