Nie tędy droga
Legia Warszawa to klub, który co roku walczy o najwyższe laury w piłkarskiej Polsce. Teoretycznie spełnia wszystkie warunki, by być zespołem idealnym, przynajmniej w naszych szarych realiach. Wywodzi się z dużego miasta, ba, ze stolicy, a więc i stadion powinien się wypełniać. Właśnie, stadion. Niebawem powstanie nowy, ładny obiekt. Skoro takowy jest budowany, to i gotówka być powinna - od zamożnych inwestorów, rzecz jasna. Co okienko transferowe, to kolejni, bynajmniej nie anonimowi zawodnicy, sprowadzani za pieniądze, rzadziej za darmo. Nad ich dyspozycją (bądź niedyspozycją) czuwa stosunkowo obszerny sztab szkoleniowy, w dodatku składający się z uznanych fachowców, jakich w nadwiślańskim kraju niewielu. Co zatem powoduje, że „Wojskowi” ciągle sprawiają swoim kibicom zawód (choć ci do pewnego momentu nie pozostawali dłużni)?
Sezon 2008/2009 był bowiem trzecim z rzędu, w którym „Legioniści” nie spełnili oczekiwań, nie tylko swoich sympatyków, ale również ekspertów. Kolejne wicemistrzostwo ligi to przecież nie powód do dumy, tym bardziej, że rok temu zostało przynajmniej okraszone triumfem w Pucharze Polski. Regres – takie słowo chyba najlepiej oddaje ich postawę w minionych rozgrywkach, a już w szczególności w rundzie wiosennej. Przyczyn jest wiele, a tej głównej na imię Jan, na nazwisko Urban. Ów jegomość, którego przeszłość, zwłaszcza futbolowa, związana jest ze słoneczną Hiszpanią, latem 2007 roku trafił na Łazienkowską. I zaczęły się schody…
Czytaj, strona 28!!!