Vive le champion!

Po siedmioletniej hegemonii Olympique Lyon w lidze francuskiej na tronie zasiadł nowy król. Skuteczny szturm na tron podjęło Girondins Bordeaux, które przejęło koronę po raz szósty w swojej blisko 130-letniej historii.

Jak co roku Bordeaux wymieniane było w gronie kandydatów do końcowego zwycięstwa w Ligue 1. Tym bardziej, że sezon 2007/2008 zakończył się dla graczy z Akwitanii zdobyciem wicemistrzostwa. Wówczas lepszy okazał się tylko Lyon, który wyprzedził Girondins czterema punktami. Ale jak mówi stare porzekadło, co się odwlecze, to nie uciecze.

Aby ponownie walczyć o mistrzostwo, potrzebne były wzmocnienia. Do "Żyrondystów" dołączyli Yoann Gourcuff, Yoan Gouffran oraz Diego Placente, którzy mieli być gwarancją nie tylko dobrej gry w Ligue 1, ale także w Champions League. Jak się okazało przynajmniej w przypadku pierwszej dwójki były to strzały w dziesiątkę, o czym kibice Bordeaux przekonali się już w premierowej kolejce ligowej. FCGB pozostawiło w pokonanym polu Caen, a jedną z bramek zdobył właśnie wspomniany Gourcuff.

Między słupkami dzielił i rządził Ulrich Ramé, którego śmiało uznać można za żywą legendę Bordeaux. Golkiper występuje w klubie już od 1997 roku, a co za tym idzie, pamięta on czasy, kiedy Girondins sięgało po ostatni tytuł. Jeśli chodzi o defensywę, Blanc najczęściej stawiał na czwórkę: Benoît Trémoulinas, Matthieu Chalmé, Souleymane Diawara, Marc Planus. Kwartet obrońców spisał się znakomicie, bowiem gracze z Akwitanii stracili jedynie 35 bramek w 38 spotkaniach.

W środku pola poza Gourcuffem i Gouffranem brylowali Fernando, Wendel i Alou Diarra, a dodając do tego grających w ataku Marouane Chamakha i Fernando Cavenaghiego, Bordeaux stworzyło drużynę, która z prędkością TGV potrafiła "rozklepać" obronę przeciwnika. Łącznie Marokańczyk i Argentyńczyk zdobyli 25 bramek (Chamakh 12, Cavenaghi 13), co stanowiło niemalże jedną trzecią wszystkich strzelonych goli w zwycięskim sezonie.

Książę Yoann

Warto więcej uwagi poświęcić graczowi, bez którego z pewnością mistrzostwo trafiłoby w inne ręce. Chodzi rzecz jasna o Yoanna Gourcuffa, który dzięki dobrej grze otrzymał nagrodę najlepszego zawodnika minionego sezonu.

Gourcuff trafił latem do Bordeaux z Milanu w ramach wypożyczenia, które miało dać mu okazję do większej liczby występów. Jak już wspomniałem, urodzony w Ploemeur zawodnik z miejsca stał się nie tylko gwiazdą drużyny, ale też całej ligi. Gourcuff czarował swoją grą do tego stopnia, że po raz kolejny odżyły porównania jego osoby do słynnego Zinedine'a Zidane'a, który de facto w swojej karierze także występował w Girondins. Apogeum formy byłego gracza Rennes był końcowy okres 2008 i początek roku 2009, a jego bramka w meczu z PSG z powodzeniem kandydować mogła do miana gola sezonu.

Wraz z rozwojem sytuacji zarówno trener Blanc, jak i klubowi działacze, zaczęli myśleć o tym, aby zatrzymać młodego gracza u siebie na stałe. Bordeaux rozpoczęło poszukiwanie funduszy na realizację transferu, a sam pomocnik nie kwapił się, by wrócić do Włoch. Jak się okazało, w przededniu pojedynku ostatniej kolejki z Caen Gourcuff podpisał czteroletnią umowę z FCGB, a cena wykupu wyniosła 15 milionów euro. Z pewnością w Mediolanie wiele osób pluje sobie w brodę, że tak łatwo pozwolono sobie na stratę takiego talentu.

Król Laurent

Gdy Laurent Blanc obejmował "Żyrondystów", pojawiło się wiele głosów powątpiewających, czy ten były wybitny obrońca da sobie radę i poprowadzi drużynę do oczekiwanego przez wszystkich triumfu. Blanc w swojej debiutanckiej roli spisywał się znakomicie, czym uciszył wszystkich, którzy wątpili w jego trenerski talent. Wicemistrzostwo w pierwszym sezonie odebrano jako spory sukces szkoleniowca-debiutanta i szansę na mistrzowską koronę w następnej edycji rozgrywek.

Blanc wykonywał swoją pracę nieco na uboczu, bowiem pod znacznie większą presją znajdowały się ekipy Lyonu i Marsylii, które typowano jako głównych faworytów do wygranej w lidze. Dopiero w końcówce sezonu media jak i cała piłkarska Francja zrozumiały, że Bordeaux szykuje się do szturmu na mistrzostwo. 

Presja spoczywała na naszych rywalach. Wszyscy stawiali na Lyon, a potem na Marsylię, co bardzo nam pomogło, gdyż w spokoju mogliśmy realizować swoje cele. Dopiero w końcówce wszyscy zrozumieli, że Bordeaux może sięgnąć po końcowy triumf. Oczywiście nie wymagam od swoich zawodników, aby powtórzyli to samo co OL i zwyciężali w lidze siedem razy z rzędu. Osiągnęliśmy swój cel, a przed nami ciężka praca, by następny sezon był równie udany powiedział szkoleniowiec świeżo upieczonego mistrza Francji.

Oczywiście udana praca z FCGB nie przeszła bez echa w piłkarskiej Europie, bowiem osoba Blanca coraz częściej kojarzona jest ze stanowiskami trenera w innych klubach, np. w Juventusie Turyn. Jak na razie sam zainteresowany odcina się od wszelkich spekulacji, twierdząc, że czeka go jeszcze wiele wspaniałych chwil w Bordeaux.

Co dalej?

Przed wszystkimi w Akwitanii kolejny sezon, który powinien dać odpowiedź na to, co jeszcze jest w stanie osiągnąć maszyna Blanca. Obrona tytułu mistrzowskiego może okazać się bardzo trudna, a dodając do tego grę w Lidze Mistrzów, śmiało można rzec, że dla wielu graczy Bordeaux będzie to najważniejszy sezon w karierze. Co więc należy uczynić, aby następny rok był równie udany co obecny?

Najważniejsze jest, aby nie zniszczono kolektywu, który stworzony został przez trenera w przeciągu ostatnich dwóch lat. W Bordeaux myślą także o wzmocnieniu składu. Moussa Sissoko, Yohann Pele czy Ronald Zubar to tylko niektóre nazwiska, które przewijały się w ostatnim czasie we francuskich mediach w kontekście potencjalnych transferów "Żyrondystów". Pierwszym i zapewne najważniejszym wzmocnieniem było zatrzymanie Gourcuffa, który jak nikt inny potrafi dyrygować grą FCGB. Także i Chamakh jak wskazują wszystkie znaki na niebie i ziemi pozostanie w Bordeaux. A wystarczy tylko nadmienić, że ta wspomniana dwójka zdobyła w poprzednim sezonie blisko 30 goli dla ekipy z Akwitanii.

Podsumowując, jeżeli trener Blanc będzie budował drużynę z podobnym efektem co dotychczas, to kibice Bordeaux mogą spać spokojnie, bowiem wówczas kolejny tytuł mają niemal jak w banku.