Ze szczytu na dno?

W zeszłym roku o tej porze impetu nabierał marsz po Puchar UEFA jego sensacyjnego triumfatora – Zenitu Sankt Petersburg. Rosjanie przypominali Dariusza Michalczewskiego za najlepszych czasów, który nie wybierał sobie przeciwników, tylko walczył z każdym, którego przyprowadził mu jego menadżer. Obecnie sytuacja Zenitu przedstawia się coraz gorzej. Czyżby oczko w głowie prezydenta Rosji – Dmitrija Miedwiediewa - miało być tylko rewelacją jednego sezonu?

By odnieść sukces w futbolu, potrzebne są pieniądze. To nie ulega żądnej wątpliwości. W przypadku piątej ekipy poprzedniego sezonu w Premier Lidze na brak funduszy narzekać nie można. Każda drużyna chciałaby mieć pewnie tak bogatego i hojnego sponsora, jakim niewątpliwie jest największa spółka naftowa na rynku europejskim - Gazprom. Przedsiębiorstwo, w którego radzie nadzorczej niegdyś zasiadał obecny Prezydent Federacji Rosyjskiej nie szczędzi pieniędzy na jak najlepszych zawodników, którzy pomogę drużynie ze stadionu Pietrowskiego w odniesieniu prestiżowego sukcesu. Pierwszą oznaką tego, na jak wiele stać sponsora Zenitu, było sprowadzenie do miasta nad Newą kapitana Szachtara Donieck i reprezentacji Ukrainy – Anatolija Tymoszczuka. Defensywny pomocnik okazał się niezwykle ważnym wzmocnieniem. Nie tylko zwiększyła się w Sankt Petersburgu szczelność defensywy, ale także wzrosła kreatywność w ataku. Dickowi Advocaatowi udało się zbudować naprawdę dobrze rozumiejący się zespół, który w miarę trwania Premier Ligi 2007 nabierał rozpędu. To nieoczekiwanie petersburczycy, a nie CSKA, do samego końca rywalizowali o mistrzostwo największego kraju świata z faworyzowanym Spartakiem, co skończyło się dla nich pomyślnie. To okazało się tylko przedsmakiem do tego, co fanów tego klubu czekało pół roku później.

Czytaj na stronie 16