30.05.2006, Stadion Śląski w Chorzowie, godz. 18:00
Polska1:2 (0:1)Kolumbia
Ireneusz Jeleń (90+1) - Elkin Murillo (19), Luis Enrique Martinez (63)
Sędziował: Zsolt Szabo (Węgry)
Widzów: 40 tysięcy
Polska: Artur Boruc (46 Tomasz Kuszczak) - Marcin Baszczyński (85 Dariusz Dudka), Jacek Bąk , Mariusz Jop, Michał Żewłakow - Kamil Kosowski (46 Grzegorz Rasiak), Radosław Sobolewski (46 Arkadiusz Radomski ), Mirosław Szymkowiak, Jacek Krzynówek - Euzebiusz Smolarek (63 Ireneusz Jeleń ), Maciej Żurawski (82 Paweł Brożek)
Kolumbia: Luis Enrique Martinez - Pablo Pachon, Andreas Orozco, Javier Arizala (70 Oscar Passo), Alvaro Nasera - Fabian Vargas (67 Edwin Valencia), Fredy Guarin (77 Steven Velez), Jamie Castrillon (43 John Edwis Viafara ), Jose Moreno - Luis Yanes (67 Malhar Moreno), Elkin Murillo (46 Jairo Patino)

Żałosny test biało-czerwonych



Porażką 1:2 (0:1) skończył się towarzyski mecz piłkarskiej reprezentacji Polski z Kolumbią na Stadionie Śląskim w Chorzowie. Spotkanie to było przedostatnim sprawdzianem naszej reprezentacji piłkarskiej przed Mistrzostwami Świata w Niemczech.



Modlitwą i minutą ciszy uczcili pamięć ofiar styczniowej tragedii budowlanej w Katowicach oraz zmarłego 23 maja Kazimierza Górskiego kibice i piłkarze przed rozpoczęciem meczu. Polscy piłkarze wystąpili w meczu z Kolumbią z czarnymi opaskami na rękawach.

Dochód ze spotkania zostanie przeznaczony na pomoc rodzinom ofiar i poszkodowanych w tragedii budowlanej w Katowicach.

Pierwsze minuty upłynęły pod znakiem ataków gości, m.in. w 4. minucie Jose Moreno uderzył nad poprzeczką, a 4 minuty później Boruc wyłapał dośrodkowanie Luisa Yanesa. W 10. minucie Polacy odpowiedzieli strzałem Radosława Sobolewskiego zza pola karnego, ale Luis Enrique Martinez, choć na raty, wybronił. Przy tej okazji przeszkodzili sobie również Euzebiusz Smolarek i Maciej Żurawski. W 17. minucie Smolarek wywalczył rzut rożny i po dośrodkowaniu Jacka Krzynówka strzelał głową, ale spudłował. Natomiast 2 minuty później padł gol dla rywali. Z rzutu wolnego strzelał Fredy Guarin, tor lotu piłki przypadkowo zmienił Elkin Murillo, czym zaskoczył Artura Boruca. Najlepszą okazję dla zdobycia przez nas bramki stworzyli sami Kolumbijczycy w 29. minucie, gdy kolumbijski bramkarz wybił piłkę nogą, trafił w swego partnera i piłka przeleciała obok słupka.

Potrójna zmiana w polskiej kadrze, przeprowadzona w przerwie, nie przyniosła wielkiej zmiany w naszych poczynaniach. Dopiero w 52. minucie "biało-czerwoni" przeprowadzili składną akcję. Żurawski odebrał piłkę w środku pola, zagrał do Grzegorza Rasiaka, który strzelał lewą nogą z 15 metrów, lecz nie trafił w światło bramki.

W kuriozalnych okolicznościach straciliśmy drugą bramkę. W 63. minucie bramkarz Martinez wykopnął piłkę, ta skozłowała przed zbyt daleko wysuniętym Tomaszem Kuszczakiem, przelobowała go i wpadła do naszej siatki. Od tej pory każde zetknięcie golkipera West Browmich Albion z piłką witane było gwizdami, ale prawdę mówiąc żaden z podopiecznych Janasa nie zasłużył na pochwałę. Nasi kadrowicze grali ospale, niepewnie, chaotycznie, bez pomysłu.

Natomiast akcje Kolumbijczyków kibice w drugiej połowie kwitowali gromkim "Ole!" I to właśnie nasi przeciwnicy mieli jeszcze dwie okazje na zdobycie bramki w końcówce pojedynku w Chorzowie. Na szczęście to Ireneusz Jeleń strzelił honorowego gola dla Polaków w doliczonym czasie gry. Po strzale Szymkowiaka zza pola karnego Martinez odbił piłkę, do której dopadł Jeleń i skierował ją do siatki.

Mecz był ostatnim przed mundialem występem polskich piłkarzy na krajowych boiskach. Przed finałami, 3 czerwca w Wolfsburgu drużyna Pawła Janasa rozegra jeszcze towarzyskie spotkanie z Chorwacją.

Trener reprezentacji Kolumbii Reinaldo Rueda krótko skomentował spotkanie: "Mecz nam się bardzo udał. Jestem oczywiście zadowolony przede wszystkim dlatego, że pokazaliśmy bardzo otwarty futbol".

"Nam ten mecz udał się zdecydowanie mniej, bo przegraliśmy - powiedział trener reprezentacji Polski Paweł Janas. - Zespół ciężko pracował podczas zgrupowania, zagraliśmy poważny mecz towarzyski po długiej przerwie i widać było braki w dynamice i szybkości. Pod tym względem czeka nas jeszcze praca. Kolumbijczycy grali ostatnio więcej meczów i są w innej formie. My mamy jeszcze dziewięć dni na zgrupowaniu w Niemczech, aby niektóre mankamenty wyeliminować". Komentując występ obu bramkarzy stwierdził: "Obaj puścili bramki, których można było uniknąć. Ale oni również nie byli dziś jeszcze w stu procentach przygotowani. Czujemy wszyscy ciążącą na nas presję, bo jesteśmy przecież u progu bardzo ważnej imprezy. Ja zrobię wszystko, aby zespół jak najlepiej przygotować. Na pewno na mistrzostwach zawodnicy zagrają lepiej niż dziś. Fizycznie i wytrzymałościowo prezentowaliśmy się dobrze. Gorzej było z szybkością. Dlatego byliśmy wolniejsi, mogliśmy ten mecz przegrać wyżej niż 0:2. Z drugiej jednak strony przy stanie 0:0 to my mieliśmy szanse na zdobycie bramki".

Prezes PZPN Michał Listkiewicz uważa, że porażka piłkarskiej reprezentacji Polski z Kolumbią 1:2 w meczu towarzyskim nie ma większego znaczenia. "W pełni ufam Pawłowi Janasowi" - podkreślił szef polskiej centrali piłkarskiej. "Wiem że druga bramka dla Kolumbijczyków była kuriozalna - powiedział Listkiewicz. - Ostatni raz widziałem tak kuriozalnego gola puszczonego przez Zygmunta Kalinowskiego, który mimo to był znakomitym bramkarzem. To zdarza się każdemu bramkarzowi, więc nie ma się czym przejmować. Janek Tomaszewski też puszczał jakieś kuriozalne bramki, a potem był najlepszym bramkarzem na świecie".

To pewnie będzie bramka roku. Niechcący stałem się "bohaterem" meczu. Popełniłem wielki błąd i pewnie więcej już tego nie powtórzę - powiedział bramkarz reprezentacji Polski, Tomasz Kuszczak - Źle obliczyłem lot piłki, byłem przekonany, że przeleci nad poprzeczką, a że było ślisko nie chciałem ryzykować łapania jej. Życie nie zawsze układa się po naszej myśli, ale trzeba stawić czoło kłopotom i przeciwnościom. Jestem przygotowany na krytykę, bo taki jest zawodowy sport, ale myślę, że szybko się podniosę po tym ciosie i będę dalej walczył o miejsce w drużynie.

Jacek Bąk: - Mecz od początku nie układał się po naszej myśli. Dodatkowo straciliśmy dość dziwne bramki i nie potrafiliśmy nic zmienić w naszej grze. Na mundialu musimy zagrać o wiele lepiej, bo rywale będą jeszcze bardziej wymagający niż Kolumbia. Po tym, jak potraktowali nas dziś kibice, mogę jedynie stwierdzić, że w Chorzowie powinny odbywać się koncerty, a reprezentacja niech gra w Warszawie.

Ireneusz Jeleń: - Ciężkie treningi w Szwajcarii odbiły się na naszej dyspozycji. Rywale byli szybsi, lepiej operowali piłką, a nam nic się nie udawało. Szkoda też, że publiczność nam nie pomagała. Mam nadzieję, że kibice wybaczą nam tą wpadkę i będą z nami na dobre i na złe. Przyjechałem na kadrę po to, by walczyć o miejsce w podstawowej jedenastce i robię to na każdym treningu. Nie wiem czy ta bramka mi pomoże, ale pewnie nie zaszkodzi. Wszystko jednak zależy od trenera.

Michał Żewłakow: - Wszyscy są rozczarowani. I my, i kibice. Próbowaliśmy grać, ale na tym się skończyło. Nie było sił, nie było szybkości, nic nie było. My byliśmy słabi, a publiczność dostroiła się do naszego poziomu. Po tej porażce zostaniemy pewnie sami, ale może to pozwoli nam się jeszcze bardziej skonsolidować i już w meczu z Chorwacją nasza gra będzie wyglądać lepiej.

Kadrę Pawła Janasa, która przegrała z Kolumbią 1:2, pożegnały na Stadionie Śląskim w Chorzowie przeraźliwe gwizdy, a bohaterami trybun byli ci, którzy na mundial nie jadą - Jerzy Dudek i Tomasz Frankowski. W pierwszej połowie polski zespół nie pokazał niczego, co nastrajałoby optymistycznie polskich fanów dziesięć dni przed pierwszym występem w MŚ. Brakowało dokładności, zgrania, a dodatkowo podopieczni Pawła Janasa poruszali się po boisku dużo wolniej od rywali. Głośno skandowane pytanie "Gdzie jest Franek- łowca bramek?" dobrze oddawało nastrój kibiców tęskniących za jednym z bohaterów eliminacji, który także nie znalazł uznania w oczach trenera selekcjonera. Już do końca spotkania można było odnieść wrażenie, że w roli gospodarzy mogących liczyć na wsparcie kibiców występują piłkarze w niebieskich koszulkach, gdyż po ich udanych zagraniach kibice skandowali słynne "ole, ole, ole". Natomiast do tych ubranych w białe koszulki skierowane było pytanie: "Co wy robicie, Polacy co wy robicie?", które stanowi doskonałą puentę do wtorkowego meczu.

Kibice ocenili też personalne decyzje trenera Polaków: "Janasowi dziękujemy, Janasowi dziękujemy". Honorowy gol Ireneusza Jelenia w ostatniej minucie gry nastroju fanów nie poprawił.