Futbol na tak



Zbójeckie rozumowanie



No to żeś pan przegiął, panie Janas - taka myśl dopadła mnie w poniedziałkowe popołudnie. Co spowodowało aż tak drastyczną opinię dotyczącą posunięć naszego selekcjonera? Cóż, news na jednym z najbardziej znanych polskich portali. Bartosz Bosacki jedzie na Mundial! Z powodu kłopotów zdrowotnych udziału w światowym czempionacie nie będzie mógł wziąć Damian Gorawski, a w kadrze zastąpi go wiekowy defensor Lecha Poznań.

O ile jeszcze powołania dla Piotra Gizy, czy Pawła Brożka (mimo 26 i 23 lat wciąż uważani w narodzie za młodych, zdolnych) można było zrozumieć, to w przypadku zabranie do Niemiec Bosackiego ja osobiście nie znajduję żadnego racjonalnego usprawiedliwienia. Bo ani toto perspektywiczne, ani umiejętnościami nie zachwyca. Jak do tej pory z reguły chwaliłem mundialowy wybór Pawła Janasa, jednak po tym, czego się dopuścił w poniedziałek, podjąłem zdecydowane postanowienie - zero słodzenia (przynajmniej w tym tygodniu)!

Nie potrafię sobie wręcz wyobrazić, jak zażyłe stosunki muszą panować na linii Janas - Bosacki, by ten pierwszy na Mundial zabierał zawodnika, który ma 30 lat, a za sobą przeciętną ligową wiosną. Więcej - piłkarza, który nie potrafił się przebić do pierwszej "jedenastki" przeciętnego niemieckiego klubu, w reprezentacji gra od święta, a "siatki" zakładają mu, o zgrozo, kopacze z Wysp Owczych!

Aha, zapomniałbym wspomnieć, że w kadrze Bosacki (nominalny środowy obrońca) zastąpił prawego pomocnika - gdzie tu jakikolwiek sens? No, naprawdę gratuluję "Janosikowi" gustu, skoro mając do wyboru Bosackiego (lat 30, niemrawy środkowy defensor), Błaszczykowskiego (utalentowany, dynamiczny, przebojowy nastolatek) i Łobodzińskiego (szybki, nieprzeciętny drybler, niewiele starszy od pomocnika krakowskiej Wisły) zdecydował się na tego pierwszego.

No i jeszcze nieustannie próbuje się domyślić, po co "Janosikowi" 5. (słownie: piąty!) środkowy obrońca w mundialowej kadrze? Jeśli ma się do dyspozycji doświadczonych Bąka i Jopa, ogranego na Wschodzie Lewandowskiego i zdolnego Dudkę, to po kiego nam w zespole jeszcze jeden stary pryk, którego kilkanaście dni temu, w czasie meczu reprezentacji, ośmieszył amator z Wysp Owczych? Nie oczekujcie na koniec błyskotliwej odpowiedzi na zadane pytanie, bo ja jej po prostu nie znam. Teraz jednak mogę już przynajmniej z czystym sumieniem zakrzyknąć ironiczne "Jedziemy po złoto!". Aha, i jak kontuzji dozna któryś z bramkarzy, to proponuję powołać "Nędzę" Włodarczyka (kultywując "zbójecki" tok rozumowanie selekcjonera).

Krótka piłka



Drogowskaz dla Czarnych Koszul



"Nie pierwszy i nie ostatni raz nadchodzi taki czas, że się odchodzi po to, by powrócić", tej treści transparent wywiesili kibice Polonii podczas meczu z Pogonią Szczecin, który to ostatecznie pozbawił warszawian szans na pozostanie w pierwszej lidze. I trudno się z nimi nie zgodzić. Kto wie, czy dla drugoligowej już Polonii spadek nie przyszedł w najlepszym dla niej momencie. W klubie jest w końcu solidny inwestor, który jest mu w stanie zagwarantować w miarę szybki powrót do ekstraklasy.

I prawdopodobnie inwestor w klubie pozostanie, co dla kibiców Polonii jest wiadomością znakomitą. Spadek do drugiej ligi to na dziś dzień szansa dla Czarnych Koszul na totalne przemeblowanie składu. Pozbycie się starych wyg, świętych krów jak Igor Gołaszewski czy Dariusz Dźwigała. To szansa na zbudowanie od podstaw czegoś zupełnie nowego. Spadek nad Polonią wisiał już od dobrych kilku sezonów. Rzutem na taśmę drużynie z Konwiktorskiej udawało się zachować ligowy byt w poprzednich sezonach. Teraz, gdy szczęścia zabrakło próżno jednak szukać na Kamiennej kibica zrozpaczonego spadkiem ukochanej drużyny do drugiej ligi. Przeważa raczej smutek, ale optymizm zarazem.

Polonia przegrywająca mecz za meczem ostatnie spotkania w sezonie grała już w zasadzie dla garstki najwierniejszych fanów. Polonia zwyciężająca mecze w drugiej lidze, bijąca się o awans przyciągnie na stadion wielu kibiców. W Warszawie sympatyków Czarnych Koszul przecież nie brakuje, czego dowodem może być chociażby frekwencja przy Konwiktorskiej z jej mistrzowskiego sezonu.

Przed ludźmi zarządzającymi Polonią stoi jednak bardzo trudne zadanie. Drużynę trzeba będzie budować praktycznie od nowa. Należy bezwzględnie podziękować za grę wspomnianym już wyżej Dźwigale i Gołaszewskiemu. W klubie nie mogą pozostać zawodnicy, którzy w decydujących dla jego losu momentach prezentowali żenującą mieszankę strachu i nieumiejętności. Młodzi zawodnicy Czarnych Koszul zapewnili drużynie zwycięstwo w Gdyni, w ostatniej kolejce sezonu. To dobry prognostyk na przyszłość dla Polonii i zarazem drogowskaz, za którym powinni podążać jej właściciel oraz przyszły trener.