Wkraczamy do Europy



Wielu w naszym kraju jest specjalistów od futbolu, którzy znają się na wszystkim, wszystko wiedzą, zawsze mają rację. Wielu jest też pesymistów, twierdzących że do prawdziwej europejskiej piłki brakuje nam bardzo dużo i ... być może będzie brakowac zawsze. Zarówno jednych jak i drugich, podczas oglądania spotkania Korony Kielce z Legią Warszawa z upływem każdej minut "coś" w dołku ściskało - trudno określi co to było, jednak czuli się jakby oglądali nie ligę polską, a conajmniej ligę francuską.



Mecz w Kielcach zdecydowanie różnił się od innych spotkań rozgrywanych w ramach 27 kolejki Orange Ekstraklasy - 15 tysięcy widzów zgromadzonych na najbardziej nowoczesnym stadionie w Polsce, jedne z najlepiej i najładniej grających drużyn w Polsce, walka o punkty trwająca do ostatniego gwizdka sędziego. Spotkanie zaczęło się dla Korony wyśmienicie - już w 20 minucie pięknym podaniem popisał się Sasin wypuszczając Robaka w sytuację sam na sam, której młody napastnik gospodarzy nie zmarnował. Chwilę później w dogodnej sytuacji znalazł się najlepszy snajper obecnego sezonu Grzegorz Piechna, który jednak trafił futbolówką w słupek. Legia pierwszy groźny atak przeprowadziła dopiero w 30. minucie spotkania, jednak Mielcarz pewnie wyłapał uderzenie Marcina Burkhardta. Korona grała nadal bardzo ofensywnie czego efektem było podwyższenie wyniku na 2:0 przez Bonina, który dośc szczęśliwie zdołał umieścić piłkę w siatce po koszmarnych błędach najpierw Choto, a potem Kiełbowicza.

Zupełnie inny przebieg miało drugie 45 minut, w których na boisku dominowała Legia. Już pięć minut po gwizdku oznajmiającym początek drugiej połowy za sprawą Choto Legia zdołała zmniejszyć prowadzenie Korony do jednej bramki. Po kolejnych kilku minutach Piotr Włodarczyk po zagraniu Edsona znalazł się w wyśmienitej sytuacji, jednak nie potrafił skierować futbolówki w światło bramki. Swoje szanse mieli zarówno piłkarze Legii jak i Korony, jednak brakowało im szczęścia, które dopisało gościom w 93. minucie. Bardzo dobrze rzut wolny wykonał Edson - piłka po jego uderzeniu odbiła się od słupka trafiając następnie pod nogi Piotra Włodarczyka, który nie miał najmniejszych problemów z umieszczeniem jej w siatce. Po tym meczu Korona zajmuje 4. miejsce w lidze, natomiast Legia ma już tylko 5 punktów przewagi nad drugą Wisłą Kraków, która w swoim meczu ligowym...

... pokonała w meczu wyjazdowym Amicę Wronki 1:0. Na prowadzenie "Biała Gwiazda" mogła i powinna wyjść już w 7. minucie spotkania, jednak Marek Zieńczuk po minięciu Linki nie potrafił umieścić piłki w siatce. Amica nie pozostawała dłużna, jednak jej akcje nie były na tyle groźne, by zagrozić bramce bronionej przez Pawełka, który zastępował między słupkami kontuzjowanego Radosława Majdana. W 26. minucie rzut wolny z około 25 metrów wykonywał Tomasz Kłos, jednak Paweł Linka zdołał obronić jego uderzenie. Z każdą minutą Wisła zyskiwała coraz większą przewagę, czego efektem w 43. minucie była strzelona przez Pawła Brożka bramka. Zdecydowanie bardziej ofensywnie w drugiej połowie zagrali gospodarze, jednak nie potrafili wykorzystać stwarzanych przez siebie sytuacji. Najlepszą miał w 62. minucie Jacek Dembiński, jednak na posterunku stał Pawełek. Zdobywając 3 punkty Wisła nadal ma jeszcze szanse na dogonienie Legii Warszawa, jednak musi nie tylko liczyć na siebie, ale również na... Amicę Wronki, która w kolejnym meczu musi pokusić się o odebranie obecnym liderom ligi punktów by dać Wiśle szanse na obronę mistrzowskiego tytułu. Przede wszystkim piłkarze Krzysztofa Chrobaka w kolejnych meczach muszą zdobywać punkty by w nadchodzącym sezonie 2006/2007 zapewnić nowo powstałemu klubowi grę w Pucharze UEFA.

O jak najwyższe miejsce w lidze walczy również Lech Poznań, który rozbił w derbach Wielkopolski Groclin Grodzisk aż 4:1. Chyba tak wysokiej wygranej gospodarzy nikt się nie spodziewał. Mecz rozpoczął się dla "Kolejorza" bardzo dobrze, żeby nie powiedzieć idealnie. Po błędzie Laticia do siatki trafił Zbigniew Zakrzewski. Chwile później po potężnej bombie Wachowicza i fatalnym zachowaniu Sebastiana Przyrowskiego było już 2:0. Cały czas przewagą mieli w tym meczu gospodarze, jednak to goście za sprawą Piotra Rockiego w 36. minucie zdobyli kontaktowego gola. Ten gol podrażnił tylko gospodarzy, którzy zaledwie po 60 sekundach zdołali podwyższyć rezultat spotkania na 3:1. Druga połowa rozpoczęła się identycznie jak i pierwsza - od mocnego uderzenia Wachowicza, które tym razem zatrzymało się na poprzeczce. Kilka chwil później gola zdobył Samba Ba, jednak sędzia dopatrzył sie w tej akcji faulu Piotra Reissa, co można uznać za decyzje jak najbardziej słuszną. Lech nie zamierzał się bronić. W 74. minucie po świetnym podaniu wracającego do składu po absencji związanej z nadmiarem żółtych kartek Piotra Reissa znów na listę strzelców wpisał się Wachowicz, który podobnie jak Zakrzewski zdobył dla swojego zespołu dwie bramki.

O wiele mniej ciekawie było w spotkaniu Pogoni Szczecin z Odrą Wodzisław. Obie drużyny w tym sezonie nie grają już o nic, mają pewne miejsce w środku tabeli. Już w 4. minucie przed linią pola karnego faulowany był Zjawiński, jednak sędzia widział całą tą sytuację inaczej i podyktował "11". Strzał Kowalskiego obronił jednak Peskovic, który w świetnym stylu wyczuł intencje strzelca. Pierwsza okazja Pogoni miała miejsce dopiero w 10. minucie, jednak strzał Kaźmierczaka obronił Pilarz. Zdecydowaną przewagę mieli Portowcy. Udało się ją udokumentować dopiero w 74. minucie, gdy na boisku nie było już wyrzuconego za bezmyślny faul Marcina Korzyma. Bramka padła po rzucie karnym podyktowanym za zagranie ręką Dariusza Dudka, strzelcem nie mógł być nikt inny, jak najlepszy snajper zespołu - Edi Andradina. "Portowcy" mieli jeszcze w tym meczu kilka innych okazji do zdobycia gola, jednak brakowało im przede wszystkim skuteczności.

W najgorszym meczu 27. kolejki jakim niewątpliwie było spotkanie Wisły Płock z GKS-em Bełchatów padła tylko jedna bramka. Koncentrująca się na występie w finale Pucharu Polski Wisła Płock zagrała kolejne fatalne ligowe spotkanie. Skwaplitwie wykorzystał sytuacje zespół gości, który nie przegrał już od 5 spotkań. Decydująca o losach spotkania bramka padła dopiero w 83. minucie. Ładnym strzałem z narożnika pola karnego popisał się Klepczarek, zapewniając swojej drużynie kolejne 3 punkty.

O miejsce premiowane grą w Pucharze UEFA walczy również Zagłębie Lubin. Jeśli nie uda się wygrać w finale Pucharu Polski z Wisłą Płock, Zagłębie musi zająć miejsce 3, by móc wywalczyć sobie prawo gry w tych europejskich rozgrywkach. W poczynaniach gospodarzy widać było już duże zmęczenie sezonem, jednak potrafili mimo tego wygrać swój mecz 2:0. Już pierwsza groźna akcja, mająca miejsce co prawda dopiero w 39. minucie meczu, zakończyła się bramką. Świetnie w sytuacji sam na sam zachował się Michał Chałbiński, który pewnym strzałem od poprzeczki umieścił piłkę w siatce. W drugiej połowie przewaga Zagłębia zarysowała się już bardzo wyraźnie, jednak Łobodziński wraz z Piszczkiem nie potrafili trafić do siatki rywali. Potrafił za to Michał Chałbiński, który zdołał pokonać Bledzewskiego poraz drugi. Snajper gospodarzy za wszelką cenę chciał zdobyć w tym meczu jeszcze jedną bramkę, jednak piłka po jego uderzeniu trafiła w poprzeczkę. W 90 minucie z boiska wyleciał jeszcze Sokolenko, który z powodu dwóch żółtych, a w konsekwencji czerwonej kartki nie dotrwał do samego końca meczu. Zagłębie gromadząc na swoim koncie kolejne 3 punkty nadal pozostaje na 3 miejscu w lidze, jednak przewaga nad czwartą w lidze Korona wynosi tylko 2 punkty. Coraz gorzej wygląda natomiast sytuacja ligowa Górnika Łęczna, który ma tylko jeden punkt przewagi nad przedostatnią w tabeli Arką Gdynia.

W meczu "o wszystko" w Zabrzu zmierzyły się drużyny miejscowego Górnika oraz Arki Gdynia. Właśnie między tymi drużynami oraz Górnikiem Łęczna rozegra się walka o uniknięcie 15 miejsca w lidze, które oznaczać będzie grę w barażach o utrzymanie się w ekstraklasie. Już w 6. minucie meczu po dośrodkowaniu z rzutu rożnego groźnie główkował Pilch, jednak piłkę zmierzającą do pustej bramki zdołał wybić Magiera. Górnik Zabrze stwarzał sobie sytuacje, jednak zdecydowanie brakowało skuteczności. Pierwsze 45 minut nie przyniosło bramki ani wielkich emocji. Inaczej było po przerwie. Już w 60. minucie po zagraniu Seweryna do bramki Arki trafia Błażej Radler, który mógł dać powody do radości nowemu trenerowi - Markowi Motyce. W ostatniej minucie spotkania po kolejnej kontrze do siatki rywali trafił jeszcze Mateusz Bukowiec, czym przypieczętował zwycięstwo swojego zespołu. Zdobywając 3 punkty Górnicy awansowali w tabeli na 13. miejsce, które jednak może im być bardzo trudno utrzymać.

W spotkaniu kończącym minioną kolejkę Polonia Warszawa w meczu przyjaźni zmierzyła się z Cracovią. Spotkanie na Konwiktorskiej rozgrywane było w bardzo trudnych warunkach, na przesiąkniętej wodą murawie. W 12. minucie pierwsza bramka w tym spotkaniu była autorstwa Marcina Bojarskiego, który mająć piłkę na 10 metrze przed bramką nie zwykł się mylić. Zaledwie 10 minut później za sprawą Adama Cichonia wynik brzmiał już 1:1. Fatalnie zachował się Paweł Nowak, który nie potrafił utrzymać równowagi na tym trudnym boisku. Po pół godzinie gry było już 2:1, gdy po rzucie wolnym wykonywanym przez Łukasza Skrzyńskiego piłka odbiła się od Antoniego Łukasiewicza i wpadła do siatki. Przewagę w tym spotkaniu miała Cracovia, która często próbowała strzałów z dystansu, jednak piłka po uderzeniach Gizy i Przytuły mijała słupek bramki gospodarzy. Przysłowiowy "gwóźdź do trumny" wbił Polonii w 93. minucie Haideman. Tym samym w następnym sezonie "Czarne Koszule" oglądać będziemy na boiskach drugiej ligi, czego przed obecnym sezonem z pewnością nikt się nie spodziewał.

Poziom gry w naszej lidze stale rośnie, jeśli możemy myśleć o nowoczensnych stadionach, które z pewnością moga dodać polskiej piłce uroku, to być może już za dwa, trzy sezony będziemy mogli powoli porównywać się do znacznie wyżej notowanych na chwile obecną lig. Teraz pozostaje nam pasjonować się walką najlepszych drużyn w Polsce o Mistrzostwo kraju, oraz o miejsca premiowane grą w Pucharze UEFA - emocji z pewnością nie zabraknie.