Mistrza już znamy, na Ligę Mistrzów czekamy
Sprawa tytułu mistrzowskiego rozstrzygnęła się juz w miniony piątek. Właśnie wtedy do Kielc przyjechała Wisła Kraków, która ten mecz musiała wygrać, by móc jeszcze myśleć o obronie mistrzostwa Polski.
Coraz lepiej grająca drużyna Dana Petrescu zaczynała łapać wiatr w żagle, gra mogła powoli przypominać tą, jaka była za kadencji Henryka Kasperczaka. Również i Korona, szczególnie za sprawą Grzegorza Piechny, który odzyskał skuteczność, jaką imponował w rundzie jesiennej. Mecz od samego początku mógł podobać się kibicom - obfitował w szybkie akcje, walkę, strzały; brakowało tylko bramek. Nie pozwalał ich strzelać rywalom Maciej Mielcarz, który w fantastycznym stylu bronił strzły Błaszczykowskiego i Brożka. To czego nie była w stanie zrobić Wisła, zrobiła Korona. Na początku drugiej częśći meczu piłka uderzona przez Gajtkowskiego odbiła się od nogi jednego z obrońców gości tak niefortunnie, że wpadła do bramki nad interweniującym Radosławem Majdanem. "Biała Gwiazda" nie miała już nic do stracenia - rzuciła się do ataku niczym ranne zwierze, jednak nadal cudów w bramce dokonywał Mielcarz. W 60 minucie kolejny rzut wolny wykonywał Zieńczuk, jednak zarówno ten, jak i następny strzał tego zawodnika zdołał sparować Mielcarz. Golkiper Korony nie dał się pokonać jeszcze Kłosowi, który również próbował swoich sił strzałem z rzutu wolnego. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie i gospodarze mogli cieszyć się z wywalczenia 3 punktów, które przedłużają szansę wywalczenia miejsca gwarantujacego grę w europejskich pucharach. Dla Wisły był to jednak moment, w którym straciła już praktycznie wszelkie szanse na obronę mistrzowskiego tytułu - wydaje się, że 100-lecie klubu może wypaść bardzo blado.
czytaj na stronie 5