Legia nie zwalnia tempa, Wisła przyspiesza

Kiełbasa znów szaleje



Lider tabeli po raz kolejny pokazał, że oprócz umiejętności, ma także szczęście. Na trudnym boisku w Płocku, Legia wcale nie osiągnęła wielkiej przewagi, ale wystarczyła tylko jedna bramka, aby zaliczyć już 8. z rzędu zwycięstwo. Kolejnym świetnym golem popisał się piłkarz marca (wg Canal+) Marcin Burkhardt, który po strzale z woleja pokonał Jakuba Wierzchowskiego. W meczu zabrakło niestety podbramkowych okazji dla obu zespołów, dlatego kibice nie zobaczyli ciekawego widowiska. Gospodarze co prawda nie ograniczyli się do bronienia, ale wszystkie strzały stawały się łatwym łupem Łukasza Fabiańskiego. Niestety znów potwierdziło się, że bez kontuzjowanego Ireneusza Jelenia, atak Płocczan jest mało aktywny. W drugiej części gry znów nieskuteczny okazał się Piotr Włodarczyk, a w samej końcówce po świetnym rajdzie Roger trafił tylko w słupek.

Powoli coraz lepsze wrażenie sprawia Wisła Kraków. Mistrz Polski traci do Warszawiaków ciągle 4. oczka i musi liczyć na potknięcie się swojego głównego rywala o ostateczny tryumf. W poprzednim tygodniu Biała Gwiazda sprawdziła obu finalistów Pucharu Polski. Najpierw wysoko ograła swoją imienniczkę z Płocka, a w weekend nie pozostawiła złudzeń zawodnikom Zagłębia. Goście w tym spotkaniu praktycznie nie istnieli. Radek Majdan przez cały mecz tylko przyglądał się atakom swoich kolegów. Już na samym początku Paweł Kryszałowicz zmarnował 100% okazję do otworzenia wyniku. Co nie udało się jemu, wykonał jego imiennik - Brożek. Po strzale Australiczyka Burnsa piłka uderzyła w słupek, a napastnik Wisły spokojnie strzelił do pustej bramki. Jeszcze przed przerwą Dariusz Jackiewicz za drugą żółtą kartkę osłabił gości, co tylko okazało się gwoździem do trumny dla Zagłębia. Po przerwie wicelider dalej miał inicjatywę i przewagę w grze, co udowodnił w 54. minucie po ładnej akcji zespołu i bramce Marcina Baszczyńskiego.

Oprócz Lubinian o 3. miejsce, które zagwarantuje grę w Pucharze UEFA, walczy Amica Wronki, Korona Kielce i Lech Poznań. Po świetnym starcie rundy wiosennej, trochę spuściła z tonu drużyna Krzysztofa Chrobaka. W sobotę, na oczach Pawła Janasa, z małego kryzysu Kuchennych skorzystała Arka, która ugrała na ulicy Leśnej jedno oczko. Po początkowej dominacji gości, do ataku ruszyli miejscowi. Po zagraniu Rafała Murawskiego na listę strzelców wpisał się Karol Gregorek. Szczególnie aktywny w ataku gospodarzy był Jacek Dembiński. Nie mógł on jednak nic poradzić na uderzenie Olgierda Moskalewicza, które zapewniło Arce remis. Podział punktów uszczęśliwiał gości, którzy po wyrównaniu ograniczyli swoje ataki. Co prawda jeszcze w doliczonym czasie gry Bartosz Ława mógł zabrać gospodarzom nawet ten jeden punkt, ale nie wykorzystał świetnej okazji.

Gorzej wiedzie się Amice, ale za to lepiej poczyna sobie już Korona, a co najważniejsze bramki zaczął strzelać Grzegorz Piechna. Po dublecie z wroniecką drużyną, w kolejnym meczu Kiełbasa znów popisał się dwoma trafieniami. Od pierwszego gwizdka w spotkaniu z Górnikiem Zabrze inicjatywę przejęli gospodarze i już w 9. minucie Krzysztof Gajtkowski skorzystał z jednego z błędów obrony gości.
Aktywny był też jego partner z ataku, który po kilku okazjach wreszcie z główki podwyższył rezultat. Kolejne bramki były tylko kwestią czasu. Nie udało się Gajtkowi, ale uczynił to Grzegorz Bonin, który skorzystał z dobrego podania Pawła Sasina. Ostatnią bramkę dla Korony zdobył Piechna, który znów wyskoczył wyżej od swoich rywali. Wcześniej gola dla Górnika zdobył też zawodnik miejscowych - piłkę wybijał Mielcarz, lecz nieszczęśliwie trafił w głowę Hernaniego da Rosy i tak futbolówka wtoczyła się do jego siatki.

W Poznaniu nie strzelano tak często jak na stadionie w Kielcach, ale wystarczyła tylko jedna bramka do pokonania Górnika Łęczna. Pierwsza połowa nie stała na wysokim poziomie, lecz gospodarzom udało się w jednej z nielicznych sytuacji trafić. W samej końcówce po rzucie rożnym Piotra Reissa głową celnie uderzył Błażej Telichowski. Druga część gry rozpoczęła się od ataków gospodarzy, a dobre wrażenie sprawiał szczególnie Marcin Wachowicz. Spotkanie mogło źle się zakończyć dla miejscowych, gdyby najpierw Andrzej Kubica miał lepiej ustawiony celownik, a następnie Tomasz Sokołowski trafił trochę niżej - jego uderzenie odbiło się tylko od poprzeczki.

Straty do pozostałych ekip powoli odrabia Polonia Warszawa. W strzały obu drużyn łatwo wpadały do rękawic bramkarzy. Lepsze wrażenie stwarzała stołeczna ekipa, która w ostatnich sekundach mogła sięgnąć po 3. punkty, kiedy to Łukasz Jarosiewicz trafił do siatki rywali. Jednak arbiter liniowy podniósł w tej sytuacji chorągiewkę do góry i bramka nie została uznana.

Od strefy spadkowej trochę odbił się Groclin Grodzisk Dyskobolia, który bardzo szybko przypieczętował zwycięstwo nad Pogonią Szczecin. Kibice Portowców jeszcze spokojnie nie zasiedli na swoich siedzeniach, a ich pupile już musieli się łapać za głowy. Po raz kolejny "popis" dała defensywa Pogoni, która w łatwy sposób dała się kilka razy oszukać. Po 12. minutach dublet zaliczył Adrian Sikora, a Ze Roberto trafił do własnej siatki. Po tym nokaucie gospodarze powoli się podnosili, ale stać ich było tylko na bramkę wprowadzonego po przerwie Wiliama.

Mało ciekawie jest w Cracovii. Nowy szkoleniowiec Stefan Białas dopiero rozpoczął pracę z Pasami, lecz okazało się, że cudotwórcą nie jest i na poukładanie zespołu potrzebuje trochę czasu. W wyjazdowym spotkaniu z Odrą remis był bardzo bliski, niestety zabrakło tylko 5. minut. Po wolnym Marcina Malinowskiego, skuteczną dobitką popisał się Marcin Chmiest. Wcześniej Wodzisławianie byli znacznie lepsi od rywali, w szczególności w pierwszej części gry, kiedy często nacierali na bramkę Cracovii. Na gola kibice musieli czekać jednak do samej końcówki.